Błąd RCB w rosyjskiej propagandzie. Ekspert wskazuje braki
DLA CIEBIE
Biznes od środka: Czy złoto wciąż się opłaca? Dyrektor Mennicy Apart Bartosz Rączyński o inwestowaniu w złoto
DLA CIEBIE
Jak podaje PAP, Michał Marek – kierownik Zespołu Analiz Zagrożeń Zewnętrznych w NASK – potwierdził, że incydent natychmiast pojawił się w rosyjskiej i białoruskiej infosferze. Nie trafiło to do głównych agencji ani oficjalnych portali, ale zaistniało na kanałach Telegram, które – mimo pozornej niezależności – są bezpośrednio prowadzone przez służby tych państw.
Propaganda, nie atak – jak Rosja interpretuje błąd RCB
Zdaniem Marka zdarzenie osadzono w narracji deprecjonującej polskie państwo. Przekaz bazował na kontraście: rzekomo sprawna Rosja kontra niekompetentny Zachód.
– Tu rosyjska propaganda szczególnie mocno eksploatuje motywy "nielegalnej migracji, zdradzieckich i niekompetentnych elit państwowych, które tak naprawdę działają na rzecz np. tak zwanych Anglosasów" – uściślił ekspert.
Dodał, że tego rodzaju komunikaty służą przede wszystkim rosyjskiej i białoruskiej polityce wewnętrznej – podtrzymywaniu obrazu Rosji jako "wyspy stabilności na morzu chaosu". Marek ocenił jednocześnie, że incydent nie zostanie użyty jako narzędzie do bezpośredniego zaszkodzenia Polsce.
Ostrożniejszy w tej kwestii jest kpt. rez. Maciej Milczanowski, kierownik Zakładu Studiów nad Wojną Uniwersytetu Rzeszowskiego. Według niego przekaz trafi nie tylko do rosyjskiej widowni.
– W Rosji ten przekaz informacyjny będzie bardzo skuteczny i niestety będzie mocno rezonował w Polsce i w państwach Zachodu – ocenił w rozmowie z PAP.
Milczanowski wskazał, że błędy tego rodzaju wynikają z wieloletnich opóźnień w dostosowaniu systemów bezpieczeństwa do realiów trwającej od ponad czterech lat wojny na Ukrainie. Dotyczy to zarówno systemów alarmowych, jak i próbnych ewakuacji w szkołach czy dronizacji wojska.
Próbne alarmy w szkołach, nie strach – czego brakuje polskiemu systemowi
Milczanowski zwrócił uwagę, że kolejne rządy unikały wdrażania procedur takich jak próbne alarmy, obawiając się spadku poparcia w sondażach.
– Eksperci skupiali się na Abramsach i F-35, a kolejne władze unikały zajmowania się np. próbnymi alarmami w szkołach, żeby nie spadały im słupki sondaży. A próbne alarmy nie są straszeniem społeczeństwa. Wręcz przeciwnie – jeżeli ludzie wiedzą, co mają robić, to się mniej boją, bo aktywność zastępuje strach – podkreślił ekspert. Jako przykład wartego naśladowania rozwiązania wskazał ukraińską aplikację, dzięki której każdy obywatel może zgłosić zagrożenie.
– Brak strategii w polityce informacyjnej kolejnych rządów w piątym roku wojny na Ukrainie jest uderzający – zaznaczył Milczanowski.
Jako przykład podał fakt, że RCB przez długi czas wysyłało alerty wyłącznie o zjawiskach pogodowych, choć rosyjskie pociski od dawna spadały blisko polskiej granicy. Decyzja o informowaniu obywateli o tego rodzaju zdarzeniach zapadła dopiero niedawno. Zdaniem eksperta, dopóki opóźnienia we wdrażaniu procedur bezpieczeństwa nie zostaną nadrobione, błędy podobne do tego z alertem RCB będą się powtarzać – a Rosja będzie je konsekwentnie wykorzystywać.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.