Wojna Rosji z Europą już trwa. Putin ma pierwsze sukcesy
Większość ujawnianych analiz wywiadów państw Sojuszu Północnoatlantyckiego stawia tezę, że Władimir Putin chce "rozwiązać" NATO bez uruchamiania art. 5, który mówi o tym, że atak na jednego z członków Sojuszu, to atak na wszystkich.
Co najwyżej chodzi o uruchomienie wiecznej debaty w ramach art. 4, który przewiduje, że każdy kraj ma prawo zażądać natychmiastowych konsultacji z pozostałymi sojusznikami, jeśli uzna, że zagrożona jest jego integralność terytorialna, niezależność polityczna lub bezpieczeństwo.
Nie jest wcale powiedziane, że ten scenariusz zakończy się dla Rosji sukcesem, choć początek uderzenia w Europę należy uznać za obiecujący dla Putina.
DLA CIEBIE
30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii
DLA CIEBIE
Radykalny rozstrzał opinii
Statystyki dotyczące aktów dywersji na zachód od Bugu mogą robić wrażenie. Nie ma dnia, w którym któreś z państw NATO nie informowałoby o incydentach na torach, z udziałem dronów czy o podpaleniach. Do wiosny tego roku większość takich działań dotyczyła państw regionu Morza Bałtyckiego. Szczegółowo analizuje to w swoim raporcie Polski Instytut Spraw Międzynarodowych.
"Akty dywersji wymierzone są w infrastrukturę krytyczną, zakłócenia sygnału satelitarnego paraliżują żeglugę morską i powietrzną" - piszą autorzy Białej Księgi poświęconej atakom Rosji opublikowanej przez PISM wiosną tego roku.
Według cytowanych w niej danych, od stycznia 2022 r. do maja roku 2026, we wszystkich krajach UE doszło do 151 przypadków sabotażu i dywersji. Z czego 31 przypada na samą Polskę, a kolejne 31 na państwa bałtyckie – Litwę, Łotwę i Estonię.
Z nieoficjalnych wyliczeń prowadzonych przez polskie służby wynika, że zarówno w regionie, jak i w samej Polsce druga połowa tego roku będzie rekordowa. Co najmniej kilku przedstawicieli europejskich służb specjalnych uznaje, że na dywersji - w kształcie, który już znamy - się nie skończy.
"To jest możliwe. Realna jest ograniczona inwazja lub operacje pod obcą flagą" – ocenił Czech. Jego zdaniem, jeśli taki scenariusz zostanie zrealizowany, stanie się to w ciągu kilku kolejnych miesięcy.
Odmiennego zdania jest szef łotewskich służb VDD Normunds Mežviets, który stwierdził w rozmowie z prasą, że "nie widzi oznak nieuniknionego ataku". Krytycy przypominają jednak, że w zasadzie do 24 lutego 2022, czyli do inwazji na Ukrainę – podobne uspokajające deklaracje składał Wołodymyr Zełenski. Akurat w jego przypadku miała być obawa o nagły odpływ kapitału z Ukrainy i upadek gospodarki.
Dziś Rosjanom może chodzić nie tylko o realną groźbę ataku, ale również o obniżenie wiarygodności państw wschodniej flanki NATO. I wycofanie kapitału lub zamrożenie inwestycji w tych krajach. To samo dotyczy incydentów na niebie z użyciem dronów i pocisków manewrujących. Sam fakt istnienia takiego niebezpieczeństwa wpływa na postrzeganie przestrzeni powietrznej w państwach wschodniej flanki Sojuszu.
Niezależnie od tego, czy pieniądze zaczną odpływać, czy też nie, sukcesem Rosji jest już sam rozjazd między państwami NATO w kwestii definicji tego, z czym Zachód ma do czynienia.
Rozstrzał opinii jest radykalny. Dla Kudelki inwazja na państwa bałtyckie jest realna. Mežviets uważa ją za mało realną. Opinia publiczna ma trudność w ustaleniu, w jakiej fazie jest zagrożenie wojenne. Czy prawdą są słowa Donalda Trumpa o możliwym szybkim rozejmie w Ukrainie i końcu eskalacji z Rosją? Czy raczej rację ma Donald Tusk i Emmanuel Macron, mówiący o realnym zagrożeniu wojną w Europie?
"Rozwiązanie" NATO bez wojny
Zdaniem Kudelki Rosjanom obecnie chodzi o jak największe wywindowanie eskalacji, aby następnie zejść z wysokiego poziomu emocji i zaoferować Europie negocjacje. Szef czeskiego BIS za cel Kremla uznaje zastraszenie i doprowadzenie do wycofania poparcia UE dla Ukrainy. Cofnięcia pomocy finansowej i sprzętowej dla Kijowa i zajęcie przez rządy państw UE stanowiska takiego jak Stany Zjednoczone. Czyli do naciskania na Wołodymyra Zełenskiego, aby zdecydował się na cesje terytorialne na rzecz Rosji i zamrożenie konfliktu.
Podobne oceny, do tych wyrażonych przez Kudelkę, Wirtualna Polska usłyszała w rozmowach z przedstawicielami polskiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego. W ocenie BBN chodzi o sparaliżowanie strachem Europy i wymuszenie na niej uległego wobec Rosji stanowiska.
Przy czym - jak zaznaczają rozmówcy z BBN - Kreml nie szuka kompromisu, gdyż nie postrzega gry z Zachodem jako sytuacji wygrany-wygrany. Dla Władimira Putina liczy się tylko wynik o sumie zerowej.
Podobnego zdania są cytowani przez "The Guardian" przedstawiciele szwedzkich służb specjalnych. Ich zdaniem "po stronie Moskwy nie ma żadnego realnego sygnału do chęci podjęcia prawdziwych negocjacji". Jak dodają, celem jest raczej oczekiwanie na "rozwiązanie" NATO bez wojny. Czyli wieczne dyskusje w Sojuszu o tym, z czym NATO ma do czynienia? Debatowanie wokół uruchomienia art. 4. Definiowanie tego, czy już jest wojna, czy nie.
Niemcy i Amerykanie na wschodniej flance
Optymistyczną informacją pozostają przy tym doniesienia o planowanym wzmocnieniu wojsk NATO w państwach bałtyckich. We wtorek Amerykanie podali, że zgodnie z planem przebiega rotacja ich sił na Litwie.
- Żołnierze USA nadal będą obecni w naszym kraju. To świetna wiadomość dla Litwy - oświadczył, cytowany przez media we wtorek, prezydent Gitanas Nauseda. Podziękował również Donaldowi Trumpowi. Jak zaznaczył Nauseda, "obecność wojsk USA jest istotnym elementem odstraszania i obrony zbiorowej NATO".
Również Niemcy kompletują swoją brygadę pancerną, która ma stacjonować przy granicy litewsko-białoruskiej. Latem na Litwie stacjonowała zaledwie kompania z 45. Brygady Pancernej Bundeswehry. I to bez ciężkiego sprzętu. Obecnie na Litwę sprowadzane są Leopardy, a siły z tego kraju stanowią już batalion.
Amerykanów na Litwie ma być do tysiąca. Niemcy mają w tym kraju w sumie ok. 1800 żołnierzy. Do końca 2027 r. chcą mieć ich tam prawie 5 tysięcy.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.