Radosław Sikorski głównym straszakiem kampanii wyborczej w Królewcu. Rosja mówi o blokadzie
W Królewcu przed wyborami do rosyjskiej Dumy Państwowej wyraźnie wybrzmiewa narracja o zagrożeniu ze strony NATO. W czwartek lokalne rosyjskie media informują o rzekomym testowaniu przez Sojusz konkretnych scenariuszy blokady obwodu królewieckiego. Bałtyk jest przy tym porównywany przez Rosjan z Morzem Czarnym – przedstawianym jako arena konfrontacji militarnej związanej z wojną przeciwko Ukrainie.
Królewieckie media opisują forum OBWE w Wiedniu. Rosyjska dyplomatka Julia Żdanowa zarzuciła państwom NATO przygotowywanie scenariuszy blokady rosyjskiej eksklawy oraz planów izolacji rosyjskich portów na północnym zachodzie kraju, w tym Petersburga.
"Żdanowa powiązała sytuację w regionie z niedawnymi wypowiedziami polskiego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, który wezwał NATO do zintensyfikowania ćwiczeń w pobliżu granic obwodu kaliningradzkiego. Zasugerowała, aby Warszawa wyjaśniła na przyszłych spotkaniach OBWE, w jaki sposób taka inicjatywa wpisuje się w zasady redukcji ryzyka militarnego" – czytamy m.in. w publikacji popularnego w Królewcu portalu Klops.ru. Temat pojawił się w wielu serwisach oraz w portalu społecznościowym Telegram.
Poprzyjcie żołnierzy! Rosyjskie wybory pod znakiem "zagrożenia ze strony NATO"
Wokół tych przekazów toczy się jednocześnie kampania wyborcza. W dniach 18-20 września odbywa się głosowanie w wyborach parlamentarnych w Rosji. Lokalne media eksponują zagrożenie zewnętrzne, a w materiałach pojawiają się wezwania do poparcia rządzącej Jednej Rosji.
Gubernator obwodu królewieckiego Aleksiej Biesprozwannych także apeluje o głosowanie na partię Jedna Rosja, ugrupowanie Władimira Putina, przedstawiając taki ruch jako "wyraz poparcia dla rosyjskich żołnierzy". – 18, 19 lub 20 września przyjdźcie do swoich lokali wyborczych i zagłosujcie na Jedną Rosję. To głos przeciwko sankcjom – przekazał.
– Rosyjska propaganda wewnętrzna od dawna wzmacnia właśnie syndrom oblężonej twierdzy. W przypadku obwodu królewieckiego mamy więc do czynienia z pokłosiem ogólnokrajowych działań propagandowych – komentuje dla WP dr Michał Marek, założyciel Fundacji Centrum Badań nad Współczesnym Środowiskiem Bezpieczeństwa, ukrainoznawca i ekspert ds. przeciwdziałania dezinformacji.
– Ten region różni się jednak od reszty Rosji. Duża część jego mieszkańców miała kontakt z państwami i społeczeństwami Europy – widziała, jak wygląda życie na Litwie, w Polsce czy w Niemczech. Dlatego część mieszkańców obwodu nie jest tak łatwo podatna na przekaz Kremla jak społeczeństwo wewnątrz Rosji, a tym bardziej mieszkańcy tzw. głębokiej prowincji – tłumaczy.
Jak wskazuje ekspert, z perspektywy gubernatora bardzo ważne jest więc pokazanie, że zarządzany przez niego region mocno deklaruje lojalność wobec lidera państwa i jego struktur politycznych.
– Gdyby okazało się, że obwód królewiecki nie popiera odpowiednio wysoko Putina i jego zaplecza politycznego, sam gubernator mógłby mieć z tego powodu problemy. Stąd jego zaangażowanie w kampanię i proste odwołanie do emocji: nie głosujesz na Jedną Rosję, to znaczy, że sprzeciwiasz się i nie popierasz żołnierzy. To dość tania zagrywka propagandowa – mówi dr Marek.
Wybory w Rosji. Bez szans na większy sprzeciw
Zdaniem dr. Marka można spodziewać się w niektórych regionach Rosji wyrazów sprzeciwu wobec konkretnych kandydatów czy gubernatorów związanych z partią Putina, czyli Jedną Rosją. Nie musi to jednak oznaczać sprzeciwu wobec samego prezydenta ani polityki państwa.
– Rosyjski przekaz propagandowy często kieruje ferment przeciwko konkretnym "bojarom", czyli lokalnym działaczom, odwracając uwagę od odpowiedzialności cara - Putina - i zrzucając winę na lokalne władze – mówi Michał Marek.
Dlatego ewentualne protesty czy inne nietypowe formy sprzeciwu należy raczej interpretować jako reakcję na lokalne problemy: korupcję, niewydolność władz czy brak podstawowych usług, takich jak dostawy wody albo paliwa. - To będą raczej lokalne akty niezadowolenia niż sprzeciw wobec głównego kierownictwa państwa – podsumowuje.
Królewiec – zmilitaryzowana wyspa
Królewiec jest postrzegany jako silnie zmilitaryzowany region, będący rosyjską "wyspą" otoczoną przez państwa NATO. Pod koniec 2022 roku w ukraińskich mediach pojawiły się informacje, że elementy 11. Korpusu Armijnego, będącego chlubą rosyjskich zgrupowań w Królewcu, zostały wykrwawione podczas walk w Ukrainie. Dane o poniesieniu 30 proc. strat wśród żołnierzy miały pochodzić z rosyjskich dokumentów przechwyconych podczas jednej z bitew w Ukrainie.
Już w 2023 roku funkcjonariusze litewskiego wywiadu ostrzegali jednak, że trwa odbudowa i rozbudowa Kaliningradzkiej Grupy Wojskowej. "W wyniku wojny z Ukrainą rosyjskie zdolności militarne w regionie Morza Bałtyckiego tylko chwilowo się zmniejszyły" – podkreślał podczas prezentacji płk Elegijus Paulavičius. Ostrzegał wówczas, że Rosja zwiększa liczbę żołnierzy oraz wydatki na obronę, przygotowując się do długotrwałego konfliktu z Ukrainą i Zachodem.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.