Powiedział, że zabraknie węgla, dzień później stracił pracę. Czy zimą naprawdę może być tak źle?
– Jeśli będzie mroźna zima, to węgla zabraknie. Będziemy wszyscy szorować po dnie. Uważam, że to największe ryzyko, które nas dzisiaj czeka – powiedział Andrzej Gajewski, prezes Orlen Termika, podczas zorganizowanego w tym tygodniu Forum Ciepłowników Polskich w Międzyzdrojach.
A dokładniej nie prezes, lecz były prezes. Dzień po wydarzeniu Orlen poinformował w lakonicznym komunikacie, że Gajewski nie pełni już dotychczasowej funkcji.
DLA CIEBIE
30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii
DLA CIEBIE
Gajewski nie żałuje
Gajewski został zwolniony, bo powiedział niewygodną prawdę? Czy może raczej dlatego, że wyolbrzymił problem, niepotrzebnie siejąc zamieszanie?
Sam były prezes spółki Orlen Termika, która zarządza elektrociepłownią w Warszawie i okolicach, swych słów nie żałuje. – Powiedziałem całą prawdę – podkreślił w rozmowie z RMF FM.
Gajewski dodał przy tym, że spółka, którą zarządzał, podjęła ws. węgla odpowiednie kroki. – To nie jest tak, że go nie mamy. My jako Termika zaczęliśmy go zwozić. To nie jest przekaz negatywny, tylko pozytywny: wiemy o sytuacji i się do niej przygotowujemy – tłumaczył.
Dlaczego jednak węgla kamiennego, o którego dostępność martwi się Gajewski, miałoby zimą zabraknąć?
Zapasy węgla znikają
Poprzednia zima w Polsce była mroźna, dlatego na potrzeby ogrzewania zużyto dużo węgla. W tym roku po ataku Izraela i USA na Iran została zaś zablokowana Cieśnina Ormuz, przez którą przepływa ok. 20 proc. światowej ropy i gazu. Kryzys wciąż trwa, co nieustannie podbija ceny gazu i sprawia, że na całym świecie do łask wrócił tańszy węgiel.
Z tego powodu spółki górnicze zmieniły swoje prognozy i zwiększyły planowane wydobycie. W pierwszej połowie 2026 r. wzrosło ono z 20,4 do 21,15 mln ton, choć jeszcze kilka miesięcy temu zapowiadano kilkuprocentowe spadki. W skali kraju o kilka procent wzrosła też produkcja energii z węgla.
To jednak wciąż za mało, by zaspokoić rosnące zapotrzebowanie na rynku. W rezultacie zapasy węgla kamiennego w Polsce zaczęły się drastycznie kurczyć.
Jak wskazują dane Agencji Rozwoju Przemysłu, zapasy przy kopalniach spadły w rok o ponad 40 proc. – z 5,65 mln ton na koniec lipca 2025 r. do około 3,2 mln ton rok później. Jednocześnie sama Polska Grupa Górnicza przyznaje, że zwały węgla, które jeszcze w grudniu wynosiły ponad 2 mln ton, powinny zniknąć do końca roku. I to pomimo faktu, że spółka postanowiła zwiększyć wydobycie węgla w tym roku o 1 mln ton.
Rosnący popyt i kurczące się zasoby sprawiają zaś, że rośnie znaczenie importu. W pierwszej połowie tego roku import węgla energetycznego sięgnął 3,06 mln ton – to aż o 168 proc. więcej niż w tym samym okresie 2025 r.
Czy zimą zabraknie węgla?
Czy zimą zabraknie więc węgla? Najwięcej zależy nie tylko od sytuacji geopolitycznej na świecie, ale i od tego, jak sroga będzie najbliższa zima.
Elektrownie mają dość duże zapasy węgla (ponad 5 mln ton), więc one są raczej dobrze zabezpieczone. W trudniejszej sytuacji mogą znaleźć się małe ciepłownie i gospodarstwa domowe. Warto mieć też na uwadze, że spółki energetyczne są zobowiązane prawem, by posiadać zapasy węgla. Mimo to trudno dać 100 proc. gwarancji, że węgla zimą dla nikogo nie zabraknie.
– To, czy braknie nam zimą węgla, zależeć będzie oczywiście od tego, jaka to będzie zima. Jeżeli choćby w przybliżeniu taka, jak ostatnia, to niedobór będzie dotkliwy. Dotyczy to zarówno węgli dla energetyki zawodowej, jak i – a może przede wszystkim – węgli grubych dla odbiorców indywidualnych, rolników i gospodarki komunalnej – ocenia w rozmowie z portalem WNP Bogusław Ziętek, szef związku zawodowego Sierpień 80.
Ziętek podkreśla przy tym, że polskie górnictwo nie jest w stanie znacząco podnieść wydobycia. A to oznacza, że w przypadku ciężkiej i długiej zimy trzeba będzie ratować się zwiększonym importem.
Czy węgiel będzie droższy?
Dostępność do węgla nie oznacza jednak wyłącznie jego fizycznego posiadania. Bardzo ważne są też ceny.
Gdy popyt rośnie wyraźnie szybciej niż podaż, z perspektywy rynkowej efekt jest jasny: wzrost cen. W ostatnich tygodniach faktycznie widać już, że różne odmiany węgla podrożały. Eksperci wątpią jednak, by wzrosty te były znaczące i wyraźnie uderzyły w portfele ludzi. Powód? Przyszłoroczne wybory.
– Blackout węglowy raczej nam nie grozi, bo wszyscy będą dmuchać na zimne i zwiększać zakupy. Nikt nie chce ryzykować przed rokiem wyborczym, że paliwa zabraknie zimą – mówi dla portalu Zero.pl analityk Jakub Szkopek z Erste Securities.
– W jednej sprawie mogę uspokoić: nie spodziewam się znaczącego wzrostu cen węgla dla odbiorców indywidualnych ze strony państwowych spółek, bowiem w roku przedwyborczym rząd na to nie pozwoli. Musiałoby dramatycznie zabraknąć tego typu węgla, aby ceny poszły w górę – dodaje Ziętek.
Węgiel trzeba zastąpić
Obecnie z węgla produkuje się nieco ponad połowę prądu w Polsce. W ciągu dekady odsetek ten spadł o ok. 30 pkt proc. Miejsce węgla zastąpiły głównie fotowoltaika, wiatraki i gaz. Transformacja przeprowadzana jest jednak w sposób chaotyczny i bez długofalowej strategii, a wiele nowoczesnych rozwiązań jest blokowanych. To o tyle ważne, że im mniej przemyślany sposób zastępuje się węgiel, tym na więcej potencjalnych kryzysów wystawia się cały system.
- – Gdyby nie administracyjne bariery dla energetyki wiatrowej, odwlekana modernizacja sieci i, generalnie, mało przewidywalna polityka energetyczna, moglibyśmy sobie pozwolić na znacznie większy udział OZE w miksie energetycznym, niższe zużycie kosztownego węgla i mniejszą zależność od importu paliw kopalnych. Skorzystaliby na tym zarówno odbiorcy energii, jak i cała gospodarka. Transformacja byłaby też pewnie łatwiejsza społecznie, ponieważ nieuniknione zmiany można by rozłożyć na wiele lat, zamiast realizować je pod presją czasu i bieżących wymogów ekonomicznych – mówi Wirtualnej Polsce Wojciech Kukuła, dyrektor w fundacji ClientEarth – Prawnicy dla Ziemi.
Jak twierdzi Kukuła, kolejne rządy wiedziały, że transformacja jest nieunikniona. Mimo to zbyt często odkładały decyzje w obawie przed krótkoterminowymi kosztami politycznymi. – W efekcie Polska straciła wiele lat, które mogły zostać wykorzystane na budowanie tańszego, czystszego i bezpieczniejszego systemu energetycznego – komentuje ekspert.
Brak spójności, ale…
Związane z transformacją problemy dostrzegają też przedstawiciele rządu. Zdaniem wiceministra energii Mariana Zmarzłego, działania kopalń, energetyki i importerów funkcjonują obecnie bez wspólnego planu, co zaczyna zagrażać spójności całego systemu.
– Wszystkie te zamierzenia, które my prowadzimy – kopalnie planują swoje wydobycie, energetyka swoje zadania, a importerzy sprowadzają węgiel – nie są spójne. Jest pewna rozbieżność, brakuje koordynacji. I przez to zaproponowałem optymalizację procesu transformacji – mówił Zmarzły podczas Future Mining Forum & Expo w Katowicach.
Mimo to rząd uspokaja. – Obecna sytuacja nie jest porównywalna z nadzwyczajnymi warunkami z 2022 r., gdy zimą zabrakło węgla. Rynek jest dziś ustabilizowany, a klienci mają dostęp do ofert producentów krajowych, importerów, składów opału oraz innych kanałów sprzedaży – uspokaja Przemysław Kuk, dyrektor departamentu komunikacji Ministerstwa Aktywów Państwowych, w rozmowie z Business Insider Polska.
"Spadek zapasów nie oznacza, że Polsce automatycznie zabraknie węgla. Surowiec znajduje się również w magazynach elektrowni i ciepłowni, kopalnie nadal prowadzą wydobycie, a import jest kontynuowany" – dodaje branżowy portal Globenergia.pl.
I podsumowuje: "Prognoza byłego prezesa dotyczy przyszłości i nie przesądza, że surowca rzeczywiście zabraknie. Stan zapasów pokazuje jednak, że margines bezpieczeństwa zmniejszył się."
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.