Stała baza USA w Polsce? Kosiniak-Kamysz rusza do Pentagonu

Wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że na początku przyszłego tygodnia zamierza przylecieć do Stanów Zjednoczonych. W Pentagonie chce rozmawiać z szefem amerykańskiego resortu obrony Petem Hegsethem. Głównym tematem będzie obecność amerykańskich żołnierzy w Polsce i możliwość utworzenia nowej, stałej bazy wojsk USA. I co ciekawe, o tę bazę kilkukrotnie pytałem osobiście Donalda Trumpa. Prezydent Stanów Zjednoczonych nie wykluczał takiego rozwiązania, ale w jego odpowiedziach pojawiał się jeden bardzo istotny warunek. Polska oczywiście miałaby za tę bazę zapłacić.
Za chwilę przypomnę dokładnie, co usłyszałem od amerykańskiego prezydenta. W piątek Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział, że jego wizyta w Stanach Zjednoczonych powinna odbyć się w najbliższych dniach. Cytuję: „Będziemy w Pentagonie, będziemy rozmawiać o bazach, o obecności żołnierzy amerykańskich, o sojuszu polsko-amerykańskim”. We wrześniu planowano już spotkanie Kosiniaka-Kamysza z Petem Hegsethem. Zostało ono jednak odwołane w ostatniej chwili z powodu wizyty chińskiego przywódcy w Stanach Zjednoczonych. Teraz polska delegacja ponownie przygotowuje się do rozmów. Warto zauważyć, że wizyta ma odbyć się bezpośrednio po wyborach do Kongresu, w których republikanie stracili większość w obu izbach.
To zmienia polityczne otoczenie administracji Trumpa, choć nie oznacza, że decyzje dotyczące rozmieszczenia amerykańskich wojsk automatycznie przechodzą w ręce Demokratów. W sprawie bazy kluczowe pozostają decyzje administracji prezydenckiej i Pentagonu. Przypomnę teraz dwie wypowiedzi Donalda Trumpa, które uzyskałem, pytając go o możliwość utworzenia stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce. Pierwszego października zapytałem prezydenta o postępy w tej sprawie. Trump odpowiedział: Przyglądamy się temu. Mamy wielki szacunek dla prezydenta Polski. Więc przyglądamy się temu i może się to zdarzyć.
To była ważna wypowiedź, bo Trump nie odrzucił polskiej propozycji. Wręcz przeciwnie. Wyraźnie zasugerował, że sprawa jest rozważana. Kilka dni później, 13 października, ponownie miałem okazję zapytać amerykańskiego prezydenta o tę kwestię. Trump szedł wtedy w kierunku śmigłowca Marine One przed odlotem na wiec wyborczy. Zapytałem go, co z amerykańską bazą w Polsce. Tym razem odpowiedział: Oni chcą zbudować bazę. Zobaczymy. Oni za nią zapłacą.
To krótkie zdanie mówi nam bardzo wiele o sposobie, w jaki Donald Trump patrzy na amerykańską obecność wojskową za granicą. Prezydent nie powiedział, że baza na pewno powstanie, ale wskazał, kto według niego powinien ponieść koszty. To właśnie kwestia finansowania może być jednym z istotnych elementów negocjacji.
Tutaj warto wyjaśnić jedną bardzo ważną rzecz. Amerykańscy żołnierze już od lat stacjonują w Polsce. Nie rozmawiamy więc o tym, czy wojska Stanów Zjednoczonych pojawią się w naszym kraju po raz pierwszy. Rozmawiamy o skali ich obecności i o jej charakterze. Według wcześniejszych informacji w Polsce przebywało około dziesięciu tysięcy amerykańskich wojskowych, choć liczba ta może zmieniać się wraz z rotacjami i ćwiczeniami. Amerykanie korzystają między innymi z infrastruktury wojskowej w Powidzu, Poznaniu, Żaganiu i innych lokalizacjach. W Polsce funkcjonuje również wysunięte dowództwo V Korpusu amerykańskich wojsk lądowych. To istotny element systemu dowodzenia i współpracy na wschodniej flance NATO.
Trzeba jednak odróżnić obecność rotacyjną od stałego bazowania
W przypadku rotacji żołnierze przyjeżdżają na określony czas, a następnie zastępują ich kolejne jednostki. Natomiast nowa stała baza mogłaby oznaczać bardziej trwałą infrastrukturę, określone jednostki i długoterminowe zobowiązania organizacyjne. Samo utworzenie stałej bazy nie oznacza jednak automatycznie, że wszyscy żołnierze przestaną podlegać rotacjom.
To będzie zależało od szczegółowych ustaleń. W czerwcu rozmawiałem również z prezydenckim ministrem Marcinem Przydaczem. Powiedział mi wtedy, że polskie ambicje sięgają piętnastu tysięcy amerykańskich żołnierzy. Jako wariant minimum wskazał jedenaście tysięcy. To bardzo ważne liczby, ale pamiętajmy, że są to polskie cele negocjacyjne, a nie zatwierdzony przez Pentagon plan zwiększenia kontyngentu. Na razie nie ma oficjalnej decyzji, która gwarantowałaby Polsce taką liczbę amerykańskich wojskowych. Polski rząd już wcześniej rozpoczął formalne przygotowania do realizacji tego projektu. Polska ma przygotować odpowiednie warunki infrastrukturalne, logistyczne i organizacyjne.
Mówimy więc nie tylko o koszarach czy poligonach. Potrzebne mogą być magazyny, drogi, zaplecze techniczne, obiekty mieszkalne oraz cała infrastruktura umożliwiająca długotrwałe funkcjonowanie amerykańskich jednostek, a to oznacza duże wydatki. Polska deklaruje gotowość do poniesienia znaczącej części kosztów. I właśnie dlatego słowa Trumpa, które usłyszałem w październiku, są tak istotne.„Oni za nią zapłacą”. To nie była przypadkowa uwaga. Donald Trump od lat przekonuje, że sojusznicy Stanów Zjednoczonych powinni ponosić większe koszty własnego bezpieczeństwa. Polska próbuje wykorzystać tę logikę, pokazując, że jest gotowa inwestować w obecność amerykańskich wojsk.
Decyzja może zapaść w ciągu kilku tygodni
Ostateczna decyzja należy do Donalda Trumpa. Polska może przygotować infrastrukturę, zadeklarować finansowanie i przedstawić argumenty dotyczące bezpieczeństwa. Pentagon może przeanalizować kwestie wojskowe, logistyczne i strategiczne, ale polityczne zatwierdzenie takiego przedsięwzięcia będzie wymagało zgody amerykańskiej administracji.
Co oznaczałaby stała baza?
Z polskiego punktu widzenia nowa stała baza amerykańskich wojsk byłaby istotnym wzmocnieniem współpracy obronnej. Oznaczałaby bardziej trwałe związanie amerykańskich sił z bezpieczeństwem Polski i wschodniej flanki NATO. Miałaby również znaczenie strategiczne w kontekście zagrożenia ze strony Rosji i trwającej wojny w Ukrainie. Nie byłaby jednak automatyczną gwarancją, że Stany Zjednoczone nigdy nie zmienią liczby swoich żołnierzy w Europie. Takie decyzje zależą od polityki bezpieczeństwa Waszyngtonu, sytuacji międzynarodowej oraz możliwości amerykańskich sił zbrojnych. Dlatego dla Polski ważna jest nie tylko sama nazwa „stała baza”, ale konkretne zobowiązania, rodzaj rozmieszczonych jednostek i długoterminowy charakter ich obecności. I właśnie o tym mają rozmawiać przedstawiciele obu państw.
Co dalej?
Najbliższe dni mogą więc być bardzo ważne dla polsko-amerykańskich relacji wojskowych. Władysław Kosiniak-Kamysz przygotowuje się do wizyty w Pentagonie. Polska strona liczy, że decyzja dotycząca stałej bazy zapadnie w ciągu kilku tygodni. Amerykanie analizują projekt, a Donald Trump już kilkukrotnie publicznie odnosił się do tej sprawy. Kiedy pytałem go o bazę, nie powiedział jednoznacznie „tak”. Ale nie powiedział również „nie”. Najpierw usłyszałem, że administracja przygląda się polskiej propozycji i że baza może powstać. Później Trump podkreślił, że Polska chce ją zbudować i będzie musiała za nią zapłacić.
Teraz zobaczymy, czy te deklaracje przełożą się na konkretne decyzje, bo dla Polski najważniejsze jest nie tylko to, ilu amerykańskich żołnierzy będzie stacjonować na naszym terytorium. Najważniejsze jest to, jak trwała będzie ich obecność i jakie znaczenie będzie miała dla bezpieczeństwa naszego kraju. I właśnie na odpowiedź na to pytanie czekamy dziś zarówno w Warszawie, jak i w Waszyngtonie.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.