Przerażeni Rosjanie w piwnicach. "Zaraz pier***nie! To jakiś rok 1941"
5:55 rano, piwnica bloku na jednym z osiedli w obwodzie moskiewskim. Zdenerwowany mężczyzna wyciąga telefon i zaczyna nagrywać. - Dobrze, że chociaż piwnice otworzyliśmy. Wszyscy tu są - mówi, pokazując sąsiadów siedzących pod ścianami. Trudno to nazwać schronem: to niskie, ciasne pomieszczenie tuż pod parterem.
"To jakiś rok 1941". Syreny milczały
Po chwili słychać ryk silnika odrzutowego, a potem świst. - Zaraz pier***nie! To chyba nasza rakieta - krzyczy mężczyzna. Zaraz potem dodaje: - Zobaczcie, co się dzieje. Zero informacji. Na kogo głosujecie?! To jakiś rok 1941.
Nie przypadkiem przywołuje tę datę: jesienią 1941 r. wojska niemieckie podeszły pod Moskwę.
W niedzielę, gdy trwał ostatni dzień głosowania w wyborach do rosyjskiej Dumy Państwowej, Ukraina przeprowadziła zmasowany atak dronowy na Moskwę. Mer stolicy Siergiej Sobianin nazwał go największym w historii atakiem dronów na miasto. Według jego komunikatu od soboty rosyjska obrona powietrzna odparła ponad 1600 dronów, z czego 450 leciało w stronę Moskwy. Rosyjskie władze prawdopodobnie nie chciały siać paniki w dniu wyborów. "Władze obwodu moskiewskiego nie włączyły syren alarmowych ani nie wysłały ostrzeżeń SMS o zagrożeniu atakiem - choć wcześniej robiły to nawet podczas znacznie mniejszych nalotów" - czytamy w raporcie analityków Instytutu Studiów nad Wojną (ISW) z Waszyngtonu.
Amerykańscy analitycy zinterpretowali to jako sygnał, że Kreml przedkładał utrzymanie wysokiej frekwencji wyborczej nad bezpieczeństwo obywateli. Według ISW w samej Moskwie mogło dojść do ograniczenia transferu danych w sieci komórkowej, aby do internetu przeciekało mniej relacji o skutkach ataków. Wybory miały przebiegać bez zakłóceń, a mieszkańcy - mimo wszystko - mieli dotrzeć do lokali i oddać głosy. I to się udało. Według komunikatów władz frekwencja przekroczyła 59 proc.
Żal i pretensje w internecie
Gdy tylko wyborczy dzień dobiegł końca, w rosyjskich mediach społecznościowych wróciły problemy, o których oficjalny przekaz mówi znacznie mniej. Wieczorem jedna z zamożnych mieszkanek okolic Moskwy nagrała ironiczny materiał, w którym podsumowała dzień nie wynikami wyborów, lecz poszukiwaniem benzyny.
- Cóż, przyjaciele, wybory się skończyły i znowu można stać w kolejce po benzynę. Kiedy jechałam do domu, 50 km od obwodnicy Moskwy, byłam w szoku. Benzyna była tylko na jednej stacji - na Rosniefcie. Kolejka była chyba na trzy godziny, chociaż stacji wokół jest pełno - opowiada z ironią w głosie.
Kobieta znalazła paliwo na innej stacji: - Zatankowałam bak po prawie 105 rubli za litr. Szczerze mówiąc, bardzo się cieszę, że dają nam możliwość zatankowania o 30 proc. drożej, ale bez kolejki - kpi i śmieje się do kamery. Jej rachunek się zgadza. Według danych rosyjskiego urzędu statystycznego litr popularnej benzyny 95 kosztował w połowie września w obwodzie moskiewskim średnio ok. 81,5 rubla (ok. 3,65 zł), a 105 rubli (ok. 4,70 zł) to cena paliwa premium. Od początku roku benzyna w Rosji zdrożała o ponad jedną piątą. Cena to jeden problem, dostępność to drugi.
Wiele podobnych nagrań z rosyjskich mediów społecznościowych wyłapało ukraińskie konto Exilenova+ (Telegram), które monitoruje i nagłaśnia materiały publikowane w rosyjskiej sieci. Konto pokazuje codzienne konsekwencje ataków i narastające problemy Rosjan.
W jednym z nagrań młoda kobieta relacjonuje uderzenie w obiekt handlowy w obwodzie moskiewskim. Najpierw denerwuje się, że doszło do ataku i zniszczeń, a potem sama siebie poprawia: mówi, że lokalna administracja działa sprawnie, usuwa skutki ataku, a obiekt wkrótce zostanie odbudowany. W innym nagraniu mężczyzna filmuje z samochodu i komentuje uderzenie w moskiewską rafinerię. - O ile na czas wyborów władza jeszcze coś dowiozła na stacje, to teraz będzie już koniec z paliwem - przewiduje z westchnieniem.
"Dawajcie papierowe karty!". Awantura przed lokalem
W dniu głosowania pojawiły się też inne nagrania pokazujące emocje rosyjskich wyborców. Na jednym z nich, zarejestrowanym przed lokalem wyborczym na rosyjskim blokowisku, słychać awanturę wywołaną awarią elektronicznego spisu wyborców. Ludzie czekający na oddanie głosu domagają się od członków komisji wyjaśnień.
- My chcemy głosować na papierze! Dawajcie papierowe karty do głosowania! Widzę doskonale, co się dzieje... - denerwuje się jedna z osób.
- Ale ja mam elektroniczny spis wyborców. Mówią mi, że system jest naprawiany - odpowiada spokojnie członek komisji. Zatrzaskuje bramę przed kolejkowiczami.
Rosyjskie media państwowe informowały również o ofiarach ataków wśród osób zaangażowanych w organizację wyborów. Według oficjalnych komunikatów w obwodzie moskiewskim szczątki zestrzelonego drona uszkodziły dom Natalii Sanajkiny, przewodniczącej obwodowej komisji wyborczej. Kobieta została ranna w nogi, a mimo to stawiła się w lokalu wyborczym. Z kolei w okupowanej przez Rosję części obwodu zaporoskiego w wybuchu drona zginęła Jelena Astanina, przewodnicząca tamtejszej komisji wyborczej. Sam Władimir Putin potępił atak, w którym zginęła, a w oficjalnym rosyjskim przekazie obie kobiety przedstawiano jako bohaterki, które ucierpiały podczas wykonywania obowiązków.
O co chodzi Rosjanom?
Prof. Piotr Mickiewicz, politolog z Uniwersytetu Gdańskiego, zajmujący się m.in. bezpieczeństwem międzynarodowym i Rosją, uważa, że rosyjskie społeczeństwo żyje dziś w dwóch równoległych rzeczywistościach.
- Jedna jest ta prywatna, w której ludzie rozmawiają między sobą i narzekają na władzę, na to, że państwo nie radzi sobie z problemami, na braki paliwa czy inne trudności. W tej przestrzeni mogą być pesymistami, mogą mówić, że sytuacja jest zła. Ale istnieje też druga rzeczywistość - oficjalna, w której nie mają właściwie możliwości sprzeciwu i muszą deklarować poparcie dla władzy - mówi WP prof. Mickiewicz.
Wskazuje, że rosyjskie wybory są bardzo mocno kontrolowane przez służby i instytucje państwa. Komisje wyborcze informowały, że posługują się elektronicznym spisem wyborców, co zdaniem Mickiewicza sugerowało, że sprawdzane jest, kto oddał głos.
- Trzeba też pamiętać o skali kontroli. Ludzie są zastraszani, a potencjalny koszt sprzeciwu może być bardzo wysoki - także w miejscu pracy czy w codziennym życiu. To, co Rosjanie myślą prywatnie, i to, co pokazują publicznie, może być więc czymś zupełnie innym. Oficjalnie obowiązuje przekaz, że polityka Władimira Putina musi być popierana, że tę wojnę trzeba wygrać, a Ukraina jest przede wszystkim instrumentem w konflikcie z Zachodem. To jest rzeczywistość aprobowana i wymagana przez państwo - tłumaczy rozmówca WP.
Nadchodzi decydujący atak Rosji
Prof. Piotr Mickiewicz, pytany o wydarzenia po zakończonej przez Kreml "operacji wyborczej", przede wszystkim wskazuje na trzy możliwe elementy kolejnego etapu wojny: intensyfikację rosyjskich ataków na infrastrukturę, możliwą kolejną mobilizację oraz próbę rozstrzygnięcia sytuacji na froncie.
DLA CIEBIE
30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii
DLA CIEBIE
- Jesteśmy w przededniu intensyfikacji rosyjskich uderzeń. Ich nadrzędnym celem może być maksymalne niszczenie infrastruktury energetycznej i transportowej Ukrainy, a także wywieranie presji na ukraińską gospodarkę. Możemy spodziewać się zmiany sposobu prowadzenia ataków, ich skali i częstotliwości. Jeżeli Rosja jest w stanie przeprowadzać uderzenia przy użyciu kilkudziesięciu dronów odrzutowych, trudnych do zestrzelenia, będzie to miało zupełnie inne skutki niż dotychczasowe ataki - ocenia ekspert.
Jego zdaniem kluczowe pozostaje jednak pytanie, czy Rosja zdecyduje się na kolejną mobilizację i jak duże siły będzie chciała w ten sposób skierować na front. Mickiewicz uważa, że w przypadku jej ogłoszenia kolejnym krokiem może być próba przeprowadzenia ataku, który miałby rozstrzygnąć sytuację militarną na korzyść Rosji.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.