Japonia wzmacnia armię i szuka nowych sojuszy. Tokio odchodzi od zależności od USA
Obecnie Japonia koncentruje się bardziej na rozbudowie regionalnej sieci bezpieczeństwa niż na współpracy z Amerykanami. Japońskie myśliwce F-2 biorą udział we wspólnych ćwiczeniach z armią Indii — to ruch mający wzmocnić relacje z innym regionalnym mocarstwem, które mierzy się z tym samym geostrategicznym wyzwaniem co Japonia: sporną granicą z Chinami i napiętymi relacjami z Pekinem.
Indie chcą, aby "region Indo-Pacyfiku był miejscem, w którym demokratyczne państwa są silne i współdziałają w zachowaniu równowagi sił oraz odstraszaniu Chin" — mówi Richard Fontaine, który zajmuje się sprawami azjatyckimi w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego za prezydentury George’a W. Busha.
Czytaj nas częściej w Google
Wygląda na to, że Japonia jest do tego bardzo zmotywowana.
Japoński minister obrony Shinjiro Koizumi podpisał w ub. miesiącu porozumienie z Canberrą, które pozwala Japonii testować hipersoniczne pociski w Australii. Tydzień później Koizumi wraz ze swoim australijskim odpowiednikiem, Richardem Marlesem, oraz ministrem obrony Indonezji Sjafrie Sjamsoeddinem wziął udział w inauguracyjnym trójstronnym spotkaniu poświęconym współpracy wojskowej.
Tokio podejmuje również działania, by ograniczyć swoją zależność od amerykańskiej armii, zwłaszcza od początku wojny z Iranem. Ostatnio administracja Takaichi zaproponowała rekordowy budżet obronny na rok fiskalny 2027 w wysokości 56 mld dol., obejmujący wydatki na nowoczesne technologie cybernetyczne, bezzałogowe systemy uzbrojenia oraz sztuczną inteligencję. Koizumi zasugerował również, że Japonia może pozyskać okręt podwodny z napędem atomowym, by wzmocnić swoją flotę.
— Japońscy przywódcy i planiści poważnie rozważają scenariusze, w których Japonia będzie musiała bronić się bez wsparcia Stanów Zjednoczonych — mówi Kurt Tong, były chargé d’affaires w ambasadzie USA w Tokio za administracji Obamy, który regularnie rozmawia z najwyższymi japońskimi urzędnikami.
Obawy, że wojna z Iranem doprowadzi do wyczerpania amerykańskich zapasów broni — które mogłyby być wykorzystane do odstraszania Chin przez Japonię w regionie Indo-Pacyfiku — narastają. Pentagon w ub. miesiącu przeniósł swój jedyny lotniskowiec stacjonujący w Azji na Bliski Wschód. Dzień później prezydent Donald Trump skrócił czas trwania corocznych wspólnych ćwiczeń wojskowych z Koreą Południową.
Biały Dom zapewnił w komunikacie, że sojusz amerykańsko-japoński pozostaje "fundamentem pokoju i stabilności w regionie" i że oba kraje będą "wspólnie działać na rzecz odstraszania przeciwników" w tym rejonie. Tymczasem premier Japonii Sanae Takaichi zabiega o spotkanie z Trumpem przed jego szczytem z chińskim przywódcą Xi Jinpingiem, zaplanowanym na 24 września, by próbować zapobiec ewentualnym amerykańskim ustępstwom w sprawie Tajwanu, które mogłyby zagrozić bezpieczeństwu Japonii. Trump ogłosił wstrzymanie wartą 14 mld dol. sprzedaż broni dla Tajwanu jako "kartę przetargową" wobec Pekinu po swoim spotkaniu z Xi w maju.
— To pokazało liderom w Tokio, że jeśli USA są gotowe wymienić sprzedaż broni na ustępstwa ze strony Pekinu, mogą też poświęcić amerykańsko-japońskie ćwiczenia wojskowe czy inne elementy sojuszu — uważa David Sacks, były amerykański dyplomata na Tajwanie.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.