Chcieli chronić dziki, a padł ranny łoś. Ostry spór leśników z aktywistami

Działacze prozwierzęcy są w ostrym sporze z Lasami Miejskimi w Warszawie, a w tle pojawia się śmierć łosia. Protest aktywistów przeciwko odstrzałowi dzików miał bowiem – zdaniem leśników – opóźnić wyjazd do rannego łosia. Zwierzę nie doczekało się pomocy i padło. Aktywiści odpierają zarzuty, twierdząc, że blokada nie była całkowita i zapewniali możliwość wyjazdu.
Zdjęcie ilustracyjne/fot. Dawid Wolski /East News
„Przypięli się do samochodów, uniemożliwiając wyjazd”
Demonstracja miała miejsce w piątek ok. godz. 20. Wówczas przed siedzibą Lasów Miejskich pojawiła się grupa osób protestująca przeciwko odstrzałowi dzików.
„Uczestnicy protestu zablokowali bramy wyjazdowe z Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt, a także przypięli się łańcuchami do samochodów patrolowych, uniemożliwiając ich wyjazd” – przekazali leśnicy w oświadczeniu.
Z kolei protestujący z Warszawskiego Ruchu Antyłowieckiego (WRA) w mediach społecznościowych przekazali, że zablokowali wyjazd tylko jednego samochodu służbowego Lasów Miejskich, który miał jechać do interwencji w sprawie dzików na posesji. Miał przykuć się do niego jeden protestujący. Zaprzeczają, że zablokowali wyjazd całkowicie – pozostawili możliwość wjazdu i wyjazdu.
Leśnicy: Bezpośrednią konsekwencją blokady było opóźnienie interwencji
Około godz. 21.30 warszawscy leśnicy otrzymali zgłoszenie o łosiu potrąconym przez samochód na ul. Pułkowej na Bielanach. Zwierzę najprawdopodobniej jeszcze wtedy żyło. Leśnicy nie mogli jednak wyjechać do interwencji, gdyż według nich uniemożliwiała to blokada aktywistów.
W końcu, po negocjacjach z policją, aktywiści odpięli łańcuchy i leśnicy pojechali do łosia. Niestety, zwierzę padło.
Bezpośrednią konsekwencją blokady było opóźnienie interwencji i odebranie naszym pracownikom możliwości wcześniejszego udzielenia pomocy cierpiącemu zwierzęciu. Nie mogli ocenić jego stanu ani podjąć odpowiednich działań, w tym skrócić cierpienia, jeżeli obrażenia nie dawały szans na ratunek. Protest uniemożliwił zatem interwencję, która mogła ograniczyć niepotrzebny ból zwierzęcia – napisali w oświadczeniu miejscy leśnicy.
Zaapelowali do uczestników i organizatorów protestów o niepodejmowanie w przyszłości działań blokujących bramy, pojazdy i pracę zespołów interwencyjnych.
Aktywiści twierdzą, że przejazd był możliwy
Do zarzutów odnieśli się protestujący z Warszawskiego Ruchu Antyłowieckiego (WRA). Utrzymują, że nie zablokowali wyjazdu całkowicie, lecz pozostawili możliwość wjazdu i wyjazdu.
Ok. godz. 21.30 na miejscu zjawiło się kilka patroli policji. Nikt z funkcjonariuszy ani pracowników Lasów Miejskich nie wspominał jednak o konieczności wyjazdu do rannego zwierzęcia. Wystarczyło poinformować aktywistę przykutego do zderzaka pojazdu – napisali członkowie WRA.
Mieli też informować policjantów i pracowników Lasów o możliwości nie tylko wyjazdu samochodem osobowym, ale też o oferowanym przez nich transporcie – gdyby była potrzeba wyjazdu do rannego zwierzęcia. Zaznaczyli też, że ul. Pułkowa, gdzie był ranny łoś, znajduje się tuż obok jednej z placówek Lasów Miejskich na ul. Papirusów. Nieraz w nocy obserwowali tam ruch pracowników i pojazdów, więc według nich mogli oni szybko zareagować.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.