Rosyjskie ataki przy granicy. Mieszkańcy Dorohuska i Podkarpacia zaniepokojeni nocnymi wybuchami
Według relacji Wojciecha Sawy, wójta gminy Dorohusk w województwie lubelskim, pierwsze skutki rosyjskich uderzeń w Ukrainie dały się odczuć w okolicach godziny czwartej nad ranem. W Dorohusku rozległ się wówczas głośny wybuch, który był słyszalny w całej miejscowości. Sawa opisał, że jego żona najpierw zauważyła błysk, a następnie nastąpiło silne uderzenie.
W Dorohusku, jak relacjonował wójt, po około pięciu minutach od wybuchu rozległy się syreny alarmowe. Sawa wyjaśnił, że był to trzyminutowy sygnał modulowany, stosowany w sytuacjach zagrożenia, który po raz pierwszy został użyty w tej miejscowości.
Czytaj nas częściej w Google
Wójt Dorohuska podkreślił, że niepokój wśród mieszkańców narastał już od czwartku, kiedy to syreny alarmowe zawyły na przejściu granicznym w Jagodzinie. — Te syreny wyły ponad godzinę i myślę, że już wtedy pojawiły się takie emocje i obawy. Niestety dzisiaj rano to się potwierdziło tymi dwoma atakami — mówił.
Z relacji wójta wynika, że drugi atak, wymierzony w pociąg relacji Kijów — Warszawa, który miał miejsce około 2 km od granicy, był słyszany przez mieszkańców Dorohuska około godziny 8.30.
"Jakby bomba spadła". Niepokój w przygranicznych miejscowościach
Podobne doświadczenia miała pani Alina z Gorzyc w powiecie tarnobrzeskim na Podkarpaciu. — Huk, jakby bomba gdzieś spadła niedaleko. Wstaliśmy na równe nogi, bo domem aż zatrzęsło. Od razu po tym buczenie samolotów i seryjne dwa strzały. Później o 6.30 znowu jakieś strzały — mówiła w rozmowie z Polsat News. Zwróciła uwagę, że nie pojawiły się żadne alerty ostrzegawcze.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.