Zastrzelił własnego psa. "Było słychać strzał i przeraźliwy skowyt"
Policja zatrzymała i przesłuchała mężczyznę, który w Żarowie pod Stargardem w województwie zachodniopomorskim miał zastrzelić psa. Z nieoficjalnych ustaleń Onetu wynika, że mężczyzna przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia, jednak ich treść nie jest znana.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
W tej chwili nie wiadomo, z jakiej broni dokładnie strzelał, ponieważ mężczyzna zaraz po zdarzeniu pozbył się pistoletu. Służby mają przeszukać teren w rejonie rzeki Iny. Z naszych informacji wynika, że mężczyzna w przeszłości był karany.
Czytaj nas częściej w Google
— Ma całkiem sporą kartotekę — mówi nasz informator z kręgów policyjnych.
Nagrania z okolicznych domów od piątku krążą po sieci. Nie widać na nich samego zdarzenia, ponieważ są to materiały z monitoringów pobliskich posesji. Słychać jednak dokładnie, jak ktoś przywołuje psa gwizdaniem, a po chwili pada strzał. W tym momencie rozlega się przeraźliwy skowyt zwierzęcia. Po chwili padają kolejne strzały i dopiero po jakimś czasie skowyt milknie.
— Nagle usłyszałam strzały i skowyt psa. Słyszeli to również inni mieszkańcy. To było około 21.37. Wcześniej było słychać gwizdanie, jakby ktoś przywoływał psa — mówiła w rozmowie z "Kurierem Szczecińskim" jedna z mieszkanek.
To właśnie okoliczni mieszkańcy zawiadomili policję. Z ich relacji wynika, że funkcjonariusze pojawili się na miejscu po około 20 minutach, jednak nie zostali wpuszczeni na posesję i odjechali.
— Myślę, że tę kwestię będzie wyjaśniać tzw. góra, bo przy zgłoszeniu dotyczącym strzałów takie rzeczy nie powinny mieć miejsca — mówi nasz informator.
Zdaniem mieszkańców właśnie ten czas mógł okazać się kluczowy dla dalszego postępowania. Według naszych ustaleń po odjeździe patrolu mężczyzna miał pozbyć się zarówno broni, jak i ciała psa. Dlatego dziś śledczy nie mają ani zwłok zwierzęcia, ani narzędzia, z którego oddano strzały.
Według relacji sąsiadów była to suka owczarka kaukaskiego. Po tym, jak nagranie trafiło do sieci, do sprawy włączyła się Fundacja na rzecz Zwierząt "Dzika Ostoja".
— Jesteśmy zaangażowani w wyjaśnienie tej sprawy i doprowadzenie do pociągnięcia do odpowiedzialności osób, które mogą odpowiadać za to zdarzenie. Zaraz po pojawieniu się nagrania w sieci osoby związane z Fundacją, w tym przede wszystkim Michał Kudawski, prowadzący ośrodek rehabilitacji zwierząt w Szczecinie, a także członkowie władz Fundacji, podjęły szereg działań, by wesprzeć policję w prowadzonych czynnościach — mówi Onetowi adwokat Piotr Rycombel.
— Mogę jedynie potwierdzić, że uczestniczyłem już w pierwszych czynnościach procesowych. Przed nami kolejne działania. O szczegóły postępowania proszę pytać prokuraturę. Ta sprawa jest dla nas bulwersująca — dodaje.
Za zabicie zwierzęcia z naruszeniem przepisów ustawy o ochronie zwierząt grozi kara do trzech lat więzienia. Jeśli śledczy uznają, że sprawca działał ze szczególnym okrucieństwem, zagrożenie wzrasta do pięciu lat pozbawienia wolności.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.