„Myślałam, tylko żeby mnie nie bolało”. 15 lat temu polski Boeing wylądował bez podwozia

15 lat temu, 1 listopada 2011 roku Boeing 767 w barwach LOT-u wylądował awaryjnie bez podwozia na warszawskim Okęciu. Na pokładzie samolotu znajdowało się 231 osób – w tym pani Urszula Wacowska, która historię dramatycznego lotu zdradza po raz pierwszy w rozmowie z reporterem RMF FM.
Fot: Grzegorz Jakubowski /PAP
„Do końca nie wiedziałam, że to kwestia podwozia”
Wracałam do Polski z Nowego Jorku. Tam mam moją siostrę, u której byłam w odwiedziny. Późny był ten lot. Wystartowaliśmy o dwunastej w nocy nowojorskiego czasu i ten samolot był opóźniony. To był już mój kolejny lot z Nowego Jorku. Chyba piąty czy szósty – wspomina Urszula Wacowska, która dokładnie pamięta przebieg lotu.
Posłuchaj:
Już nad Warszawą samolot dosyć łagodnie schodził, po czym się bardzo szybko poderwał w górę z powrotem. Wtedy usłyszeliśmy zresztą bardzo przyjemny głos stewarda: „Proszę państwa, będziemy w Warszawie lądować awaryjnie. Proszę, przygotujmy się do awaryjnego lądowania”. To był taki pierwszy sygnał, że coś jest nie tak. Zaczęliśmy krążyć nad piękną, słoneczną Warszawą, jak po stole. Lecieliśmy jakieś półtorej godziny nad tą Warszawą. W którymś momencie pan, który siedział obok mnie, mówi: „O, nie jest dobrze”, bo zobaczyliśmy F-16. Wtedy chyba tak się trochę jakby przestraszyłam. W trakcie lotu nikt nic nie mówił, jaka jest awaria. To na pewno. Nie było żadnej informacji. Do końca nie wiedziałam, że to kwestia podwozia – wspomina pasażerka lotu z Nowego Jorku do Warszawy.
„Najbardziej sobie myślałam, żeby mnie nie bolało”
Pasażerka wspomina, że w trakcie kołowania nad Warszawą, towarzyszyły jej różne emocje.
W którymś momencie już zaczęłam się bać. Najbardziej sobie myślałam, żeby mnie nie bolało. A potem cieszyłam się z takich dwóch rzeczy. Po pierwsze, że mam uregulowane wszystkie sprawy, żeby nikt po mnie nie musiał sprzątać. Po drugie cieszyłam się, bo moja mama jeszcze żyła, ale miała kłopoty z głową, więc mówię „Nie przeżyje śmierci swojej córki” – podkreśla nasza rozmówczyni.
W którymś momencie ten sam bardzo przyjemny steward, bardzo przyjemny głos powiedział, że „Proszę państwa, będziemy awaryjnie lądować w Warszawie. Za chwilę schodzimy do lądowania. Proszę przyjąć pozycję: głowa między kolana”. Jak ten samolot wylądował, to chyba stewardessa krzyknęła: „Pożar!”. Ludzie się zerwali i wszyscy na tę jedną chwilę otworzyli pasy. Dopiero gdy doszłam do drzwi, zobaczyłam, że jest ten trap do zjazdu. Zjechałam, usiadłam i ja nie miałam nóg. W ogóle nie mogłam wstać. To, to były takie nerwy. Zdałam sobie sprawę z powagi sytuacji. Dopiero wtedy się zorientowałam, że wylądowaliśmy bez kół – tak wspomina dramatyczne przeżycia po 15 latach jedna z pasażerek samolotu, Pani Urszula Wacowska.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.