Była żona Jaworka przerywa milczenie. "Był złym człowiekiem"
Jacek Jaworek w nocy z 9 na 10 lipca 2021 r. zamordował swojego brata, bratową i bratanka. Przez trzy lata ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości. Odnaleziono go dopiero 19 lipca 2024 r., kiedy popełnił samobójstwo.
TVN24 dotarł do Małgorzaty, byłej żony Jacka Jaworka. Ślub wzięli w 1996 r. Mieli dzieci. Początkowo wszystko było w porządku, jednak z czasem zaczęły się awantury. Mężczyzna raz przystawił jej do gardła szablę. Ostatecznie rozwód wzięli w 2018 r.
Małgorzata dziś określa Jaworka jako "narcystycznego dupka" i "złego człowieka". – Jacek nie przyswajał słowa "nie". A już nie daj Boże, żeby to słowo padło z kobiecych ust – mówi.
– Mój były mąż stał przed telewizorem z piwem w ręku. I słyszę nagle jego tekst przy dzieciach do mnie. Że dobrze, że mam psa. Że teraz jeszcze jest mały, ale później, jak dorośnie, to mi będzie robił dobrze – opowiada kobieta.
Jaworkowi rozwód się nie spodobał. - Mówił, że mi nie odpuści. Później groził, że nas powybija. Bałam się, że nas zabije – wspomina.
Policja nie reagowała
W czerwcu 2021 r. Jaworek przyjechał przed blokiem Małgorzaty. Kobieta słyszała od jego rodziny, że wozi w aucie wiatrówkę. Zadzwoniła na policję i powiedziała dyżurnemu, że się boi. Ten jednak stwierdził, że skoro do wykroczenia nie doszło, to nie musi wysłać patrolu.
Według kobiety o problemach z Jackiem Jaworkiem wiedzieli nie tylko policjanci, ale też kuratorka. Mężczyzna trafił bowiem do więzienia za niepłacenie alimentów. Po wyjściu kuratorka pytała Małgorzatę, czy Jaworek może z nią zamieszkać.
– Płakałam podczas tej rozmowy. Mówiłam też, że nie powinien wracać na Borowce. Tłumaczyłam, że są tam dzieci dokładnie w tym samym wieku co moje i że jeśli wróci do tego domu, będzie wielkie zagrożenie – powiedziała.
Ostrzegała bratową
O tym, że Jaworek zamieszkał w Borowcach u swojego brata, dowiedziała się od bratowej Justyny.
– Ostrzegałam ją, że psychicznie ich wykończy. Przyznała, że już zaczął. Powiedziałam: "Justynka, zabieraj dzieci i uciekaj stamtąd." Przeczuwałam, że może wydarzyć się coś strasznego – wspomina dzisiaj Małgorzata.
Na początku lipca 2021 r., tydzień przed zbrodnią w Borowcach, Justyna Jaworek napisała skargę na przebieg policyjnej interwencji po domowej awanturze. Kobieta oskarżała szwagra o naruszanie miru domowego i napisała, że obawia się "tragedii rodzinnej". Skarga nie trafiła do prokuratury – Justyna chciała ją złożyć tydzień później. Nie zdążyła, gdyż została zamordowana przez Jaworka.
Dwa dni przed tragedią Janusz i Justyna Jaworkowie złożyli zeznania na komisariacie.
Gdy była żona Jaworka usłyszała o zbrodni w Borowcach, to zaczęła oskarżać policjantów. Twierdziła, że tragedii można było uniknąć, gdyby odpowiednio reagowano na zgłoszenia wobec Jaworka.
Gdy rozpoczęła się obława, Małgorzacie i jej rodzinie zalecono, by nie wychodzili z domu. Kobieta zmieniła nazwisko. Przez trzy lata żyła w strachu, myśląc, że "prędzej czy później nas znajdzie".
W lipcu 2024 r. w Dąbrowie Zielonej odnaleziono ciało mężczyzny z raną postrzałową głowy. Badania wykazały, że to Jacek Jaworek. Według ustaleń śledczych mężczyzna ukrywał się w domu swojej ciotki. Kobieta usłyszała zarzut utrudniania postępowania karnego poprzez ukrywanie przestępcy.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.