The Jerusalem PostUN appoints Israeli for auditing mechanisms, financial controls, for first time in historyInquirerPCSO lotto results Nov. 6: ₱489.85M jackpot not wonBusiness AMTesla schroeft productie Cybertruck terug om Cybercab voorrang te gevenBillboardMaluma Gets Real About Mental Health, Vulnerability & Personal Growth | Billboard Latin Music Week 2026ZDF heuteEntdecken Sie das ZDF-Nachrichtenstudioالشرقروبيو إلى باريس لحضور اجتماع G7.. وأوكرانيا والشرق الأوسط أبرز الملفاتNOS SportOranje-futsallers doen goede zaken in WK-kwalificatie met ruime zege op AndorraDaily MaverickLOCAL ELECTIONS 2026: MK party takes four KZN municipalities from ANC as governance test loomsCBS NewsCornell's Faculty Senate votes "no confidence" in university's administrationPolsat NewsPrzegrupowanie w Białym Domu. Zmiana na stanowisku szefa personeluCBC NewsWhat we know about Europe's latest wave of bomb threats targeting flights — and now newsroomsDeadlineSimon Pegg Joins Paul Giamatti In Horror Pic ‘Boutique’; Manifest Takes Over Sales — AFM
The Daily Newsstand · Free, Always
Friday, November 6, 2026

"Szlag mnie trafił". Hołownia ostro o atakach na żonę i groźbach wobec córek

Translate

Hołownia nie poprowadzi Polski 2050 do kolejnych wyborów parlamentarnych i sam w nich nie wystartuje. Na razie zostaje wicemarszałkiem Sejmu i przewodniczącym klubu. - Nic się w tej chwili nie zmienia - zastrzega w rozmowie z Mateuszem Ratajczakiem. Decyzję ogłosił teraz, bo uważa, że działacze "mają prawo dzisiaj na rok przed wyborami wiedzieć, kto ich poprowadzi do wyborów".

Pytany, czy się poddał, odpowiada metaforą, do której wraca przez całą rozmowę. - Ja po prostu zmieniam rower - mówi. - Zostawiam rower, ale nie drogę i nie cel - dodaje. Zapowiada, że nadal będzie wspierał swoje ugrupowanie. - Jestem na ty z całością klasy politycznej, wszystkich znam, jestem w stanie załatwić rzeczy, udrożnić kontakty - wylicza.

Cała rozmowa z Szymonem Hołownią do obejrzenia w WP:

WIDEO

"Mnie to w ogóle nie jara". Hołownia o polityce partyjnej

Hołownia przekonuje, że nie ma temperamentu, którego wymaga dzisiejsza polityka. Brakuje mu, jak mówi, genu "walczaka", który za wszelką cenę trzyma się ringu. Męczą go kolejne wpisy i materiały, w których jeden polityk atakuje drugiego. - Mnie to w ogóle nie jara, mnie to w ogóle nie kręci. To mnie kosztuje psychicznie zdrowie, fizycznie, nerwy - przyznaje.

Wicemarszałek opisuje siebie jako kogoś, kto zakłada nowe projekty, a potem przekazuje je innym. - Ja nie byłem ptakiem gniazdującym. Ja byłem kimś, kto jest dobrym startuperem - mówi. Ma 50 lat i liczy, że przed nim jeszcze ok. 20 lat aktywności. Nie chce ich spędzić na czekaniu przez kolejne kadencje na lepszy moment. - To już mnie od samego myślenia o tym telepie w środku. Ja mam ADHD - wyznaje.

O przyszłość partii się nie obawia. - Polska 2050, jestem o tym przekonany, zostanie na dobre na tej polskiej scenie - mówi. Nie rozumie jednak rozłamu w ugrupowaniu. Do byłych partnerów z Trzeciej Drogi kieruje apel. - Kochani. Weźcie już naprawdę się ogarnijcie - mówi. - Środek sceny trzeba zintegrować - dodaje. Pytanie, czy Polska 2050 pójdzie do wyborów na jednej liście z KO, jest według niego otwarte. Decyzja ma zapaść w styczniu lub lutym.

"Nie znalazłem odpowiedniej liczby klientów". Bilans Hołowni

Hołownia wchodził do polityki z obietnicą, że pogodzi dwa polityczne plemiona. Dziś przyznaje, że się nie udało. - Nie udało się, bo nie znalazłem odpowiedniej liczby klientów na mój towar - mówi. Uważa, że oferta nie była zła. Widzi za to rozdźwięk w zachowaniu wyborców. Pytani, czego chcą, mówią o spokoju i porozumieniu. Przy urnie wybierają jednak kogoś, "kto dowali, kto będzie w tym bardziej malowniczy".

Winę bierze też na siebie. Przyznaje, że jako nowicjusz popełnił "wszystkie możliwe błędy" i nie umiał rzeczy, które stare partie potrafią znakomicie. Jego zdaniem trzeciej sile trudno się przebić, gdy scenę od 20 lat zajmują dwa bloki. - Są dwa wielkie czołgi na tym polu i one zajmują dużo miejsca, konsumują dużo tlenu - opisuje.

Wejście do koalicji z KO i Lewicą sprawiło, że partia przestała być wiarygodna jako alternatywa dla duopolu. - My zapłaciliśmy cenę za bycie w rządzie - przyznaje Hołownia. Nie żałuje jednak tej decyzji. - Albo zbudujesz koalicję, w której wynegocjujesz sobie warunki robienia rzeczy, które są dla ciebie ważne, albo będziesz siedział przez 4 lata - argumentuje. Za swoje osiągnięcia uważa m.in. otwarcie Sejmu i konsultacje społeczne projektów ustaw. - Tego nigdy wcześniej nie było - podkreśla.

Swoją misję ocenia na "może w 20 proc., może w 30 proc.". - Nie wystarczy mieć rację, trzeba mieć jeszcze większość. Ja tej większości nie mam - mówi. Gdy pada pytanie o zerowy wynik Polski 2050 w sondażu dla WP, przypomina, że tego samego dnia inny sondaż dał partii 2,6 proc. Przekonuje też, że badania pokazują nastroje z opóźnieniem dwóch-trzech tygodni.

"Stróż zakrętu". Hołownia o zaprzysiężeniu Nawrockiego

Za swój największy sukces Hołownia uznaje coś, czego nie widać. - Historia przypisała mi rolę stróża zakrętu, dwóch zakrętów, których przypilnowałem. I z tego jestem dumny - mówi. Pierwszym była zmiana władzy w 2023 r., drugim zaprzysiężenie Karola Nawrockiego. Przekonuje, że po wyborach prezydenckich emocje były tak duże, że sytuacja mogła się wymknąć spod kontroli. - Wystarczy jeden prowokator. Wystarczy jeden gest - ostrzega.

Wicemarszałek opowiada, co czuł podczas przysięgi nowego prezydenta. - Boże, niech on powie tę przysięgę do końca - powtarzał w myślach. - Ludzie chcieli, żebym był notariuszem, to byłem. Najlepiej, jak potrafiłem - mówi. Jak tłumaczy, bez przysięgi Polska nie miałaby zwierzchnika sił zbrojnych.

Hołownia odnosi się też do swoich wcześniejszych słów o tym, że rozpytywano go o gotowość do zamachu stanu. - Być może nie byłem precyzyjny w dostateczny sposób - przyznaje. Zapewnia, że nikt nie szeptał mu do ucha, by wstrzymał zaprzysiężenie. Chodziło mu o wpisy w sieci i rady byłych prezesów Trybunału Konstytucyjnego oraz byłej pierwszej prezes Sądu Najwyższego. Pytany, czy Donald Tusk sugerował przesunięcie przysięgi, odpowiada krótko: - Nie, nigdy.

Po kolacji z Jarosławem Kaczyńskim stał się, jak mówi, celem ataków zwolenników KO, którzy szukali winnego porażki Rafała Trzaskowskiego. - No, ktoś musiał być zdrajcą. No przecież nie ich kandydat - mówi z przekąsem. Dziś odpowiedziałby krytykom bez ogródek. - Zjadłem kolację z Kaczyńskim, jutro mogę z nim zjeść śniadanie - deklaruje.

Porażkę Trzaskowskiego tłumaczy zmianą nastrojów. Kandydat KO mógłby wygrać, "jeżeli w Polsce byłby dalej 2023 rok". - Nawrocki wygrał, bo on dał ludziom poczucie bezpieczeństwa - ocenia Hołownia. Sam głosował na Trzaskowskiego, ale z Nawrockim ma dziś dobre relacje.

"Obaj są walczakami". Tusk kontra Nawrocki

O premierze Hołownia mówi bez entuzjazmu, ale i bez pretensji. Donalda Tuska nazywa kolegą z pracy, nie przyjacielem, a do tego samotnikiem. - Za każdym spotkaniem z Donaldem Tuskiem oglądam precyzyjnie wszystkie swoje kończyny - żartuje. Ceni premiera za asertywność wobec Unii Europejskiej i rozumienie kwestii bezpieczeństwa.

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zarzuciła rządowi przemocowy styl pracy. Hołownia tej oceny nie podziela. - Tusk jest bezwzględnym politykiem - przyznaje. - Czy ja bym powiedział, że Tusk jest mobberem? Nie mam żadnych danych, które by uzasadniały taki sąd - dodaje. Jego zdaniem czasem osobowości po prostu do siebie nie pasują.

Premiera i prezydenta widzi jako polityków z tej samej gliny. - Obaj są walczakami. Obaj mają w sobie ten gen fightera - ocenia. Zapowiadane spotkanie Tuska z Nawrockim musi jednak przynieść efekt. - Teraz już coś z tego musi być - podkreśla. Ostatni ruch premiera po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego, gdy zamiast kontrataku zapowiedział deeskalację, nazywa trikiem. - Przesunął się na pozycję gołąbka, pokoju, bezpieczeństwa narodowego. (...) Zwykły trik polityczny, ale jaki ładny - mówi. - Donald Tusk ma olbrzymią wprawę w łapaniu prezydentów - dodaje.

Krytykuje za to obie strony sporu o Trybunał Konstytucyjny: zarówno działania policji na terenie TK, jak i kroki Nawrockiego w sprawie Trybunału. - To nie tędy droga - mówi. Polska 2050 szykuje własny projekt "Konstytucja 2050", szerszy niż propozycja PSL. - Musimy w tej rozdzielni wymienić bezpieczniki, tak, żeby one wytrzymały to napięcie - tłumaczy Hołownia.

O Jarosławie Kaczyńskim mówi, że "to nie jest głupi facet", ale jego czas minął. - Jarosław Kaczyński jest zamkniętym projektem politycznym - ocenia. Liderem prawicy jest dziś według niego Nawrocki.

"Powinienem mieć dużo grubszy pancerz". Cena polityki

Pytany, czego najbardziej żałuje, po ludzku, Hołownia wskazuje hejt, któremu pozwolił się dotknąć. Pierwszą falę przeżył jako 19-latek, gdy w "Gazecie Wyborczej" napisał tekst o beatyfikowanej świętej. Czytelnicy dzwonili do redakcji i obrażali go "do siódmego pokolenia". Rok temu, w szczycie kryzysu, znów nie był na to gotowy. - Powinienem mieć dużo grubszy pancerz - mówi.

Z dzisiejszej perspektywy "chyba" nie kandydowałby w wyborach prezydenckich w 2025 r. - Powinienem wcześniej zrozumieć, że to moje marzenie o tym, żeby jednak spróbować zdepolaryzować, jest niewykonalne - przyznaje. Zapewnia, że wrócił do pełni sił. Ostro ocenia tekst Jacka Nizinkiewicza o swoim stanie zdrowia. - Tak się nie robi, tak się nie robi i tak się nie powinno robić - mówi. Zaznacza, że nie chodziło o depresję.

Cenę płaciła też rodzina. Żona Hołowni, jak opowiada, widziała, że praca kosztuje go wolność. Najbardziej rozzłościła go okładka, na której jego żonę i Martę Nawrocką przedstawiono jako przykład osób wyłudzających przedwczesne emerytury mundurowe. - No szlag mnie trafił - mówi. Przypomina niepisaną zasadę polityków: "Nie atakujemy sobie żon".

Wicemarszałek mówi też o groźbach wobec rodzin polityków, także prezydenta i premiera. - Co te dzieci są winne? - pyta. Pierwszą groźbę wobec żony i córek pamięta do dziś. - Dostałem groźby pod adresem mojej rodziny, jak jakiś idiota, bo to trudno inaczej powiedzieć, pisał, jak mi będzie żonę kwasem oblewał i gwał...ł mi córki. Za pierwszym razem to to robi duże wrażenie - przyznaje. Odejście żony z wojska nie miało według niego związku z polityką. Uznała, że to ostatni moment, by być z córkami, zanim dorosną.

Hołownia ambasadorem w Watykanie? "Jedna z opcji"

Co dalej? Hołownia nie wyklucza dyplomacji. Potwierdza, że rozmawiał o placówce w Watykanie z kilkoma osobami. - To jest jedna z opcji, która krąży gdzieś w przestrzeni - mówi. Przekonuje, że to dziś ważne miejsce, a rola watykańskiej dyplomacji wzrosła. Siebie widzi raczej w roli dyplomaty "niż partyjnego zabijaki". Zaznacza jednak, że nominacja zależy od porozumienia prezydenta z premierem w sprawie ambasadorów.

Nie planuje za to powrotu do telewizji i "Mam talent". Przyznaje, że kontakt z Marcinem Prokopem osłabł, odkąd zajął się polityką. Ich relację porównuje, za samym Prokopem, do dwóch czołgów, które czasem spotykają się na parkingu przed Biedronką. - Czy brakuje mi tego? Tak, brakuje mi tego - mówi. Liczy, że bez partyjnych obowiązków będzie miał więcej czasu na przyjaźnie i na pracę z ludźmi, np. w fundacjach.

Swojego odejścia z pierwszej linii nie traktuje jako końca. Zapewnia, że nie zamierza siedzieć w fotelu i pisać wspomnień, bo wciąż chce zmieniać świat, tylko innymi narzędziami. Na koniec rozmowy powtarza: - To jest początek, a nie koniec.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.