The Daily Newsstand · Free, Always
Thursday, October 22, 2026

Tragiczna alternatywa dla Albionu

Translate

Marek Magierowski, Wirtualna Polska: Czy Wielka Brytania powinna ponownie przystąpić do UE?

Prof. Anand Menon: To pytanie, na które, ściśle rzecz biorąc, nie wolno mi nawet odpowiedzieć. Albowiem organizacja, którą kieruję, ma być całkowicie bezstronna w kwestii Brexitu...

Niech pan kombinuje...

Rzeczywiście, coraz więcej Brytyjczyków tak uważa…

Także wśród tych, którzy głosowali za wyjściem z UE?

Według naszych szacunków około 20 proc. osób, które w 2016 r. opowiedziały się za Brexitem, teraz popiera powrót. Ponadto, mówiąc brutalnie, zadziałał efekt biologiczny: pamiętajmy, że referendum odbyło się 10 lat temu. Wielu antyunijnych wyborców odeszło, pojawili się z kolei młodsi, przychylniej nastawieni do Europy. Ale zmienił się też świat, stał się bardziej niebezpieczny, niestabilny.

DLA CIEBIE

GAC EMZOOM - poznaj jego możliwości

Brytyjczycy czuliby się bezpieczniej w Unii Europejskiej?

Tak, tym bardziej że w dobie narastających nastrojów protekcjonistycznych trudniej jest być krajem średniej wielkości poza dużym blokiem handlowym. Rządząca Partia Pracy widzi te wahnięcia. Wcześniej straciła sporo wyborców na rzecz innych, prounijnych i postępowych ugrupowań i teraz postrzega bardziej ambitne podejście do Europy jako sposób na ich odzyskanie.

Wróćmy do wspomnianego poczucia bezpieczeństwa. Jaką osłonę mogłaby dziś dać Unia Brytyjczykom?

Z jednej strony mamy solidarność bloku. Zatem jeśli chodzi o sprawy gospodarcze, z pewnością czulibyśmy się mniej bezbronni. Na przykład UE ma program "Made in Europe", który jest obecnie negocjowany, co może mieć, między innymi, fatalne konsekwencje dla brytyjskiego przemysłu samochodowego.

Gdyby miał pan wymienić najbardziej bolesne skutki Brexitu, na co by pan wskazał? A może widzi pan też jakieś pozytywne elementy?

Ekonomiści szacują, że średnioterminowo Brexit obniży nasz wzrost gospodarczy od 4 do 8 proc. PKB. To ogromny spadek. Ale przeciętny wyborca ​​niekoniecznie to odczuwa, ponieważ wpływ Brexitu jest rozproszony, wpływa na wszystko, w tym na inwestycje i handel, ale nie na rzeczy, które przeciętny Brytyjczyk widzi regularnie, np. pensje na kontach bankowych. Najbardziej niezadowoleni mogą być ci, którzy częściej podróżują. To niby drobiazg, ale najczęściej słyszymy właśnie narzekania ludzi czekających w długich kolejkach na lotniskach. A każdego lata są coraz dłuższe.

Po pierwsze, dla wielu wyborców imigracja jest najważniejszym problemem Wielkiej Brytanii. A to przecież główny wątek narracji Farage’a. Po drugie, głos na takie partie nie jest głosem "za", tylko głosem przeciwko systemowi. Tak jak rośnie liczba zwolenników powrotu do Unii, tak samo zwiększa się odsetek tych, którzy są zmęczeni systemem, stracili wiarę w główny nurt polityki, uważając, że i Partia Pracy, i Torysi nie spełniają ich oczekiwań. Dlatego szukają alternatywy.

Więc mamy z jednej strony Reform UK Farage’a, z drugiej Partię Zielonych, która zdobywa coraz większą popularność. Co ciekawe, w najróżniejszych sondażach, gdy prowadzone są badania na grupach fokusowych i ludzie odpowiadają, na kogo głosowaliby w następnych wyborach, często odpowiadają: "Waham się między Reform UK a Zielonymi". Dwa bieguny…

Czy obie partie mainstreamowe, Laburzyści i Torysi, mają pomysł, jak powstrzymać ten marsz Reform UK po władzę?

Intrygujące jest to, że sama partia Farage’a ostatnio traci pole z powodu najróżniejszych skandali, głównie finansowych. Partia Pracy zaś ma problem, bo… rządzi i jest ze swoich rządów rozliczana przez społeczeństwo. I to rozliczana dość surowo. W przypadku Partii Konserwatywnej z kolei wielu Brytyjczyków nadal pamięta ich fatalne rządy, za które zresztą nigdy nie przeprosili i nie odpokutowali.

Laburzyści mają nowego lidera: Andy Burnham został niedawno premierem. A Kemi Badenoch stoi u steru Partii Konserwatywnej od niespełna dwóch lat. Oboje są względnie młodzi: Burnham ma 56, a Badenoch 46 lat. Czy mają zadatki na skutecznych przywódców?

Badenoch jest na razie dość skuteczna jako liderka opozycji. Ona sama cieszy się wręcz większą popularnością niż jej partia. A Burnham? Niewątpliwie jest bardzo dobry w sztuce komunikacji. Świetnie radzi sobie na TikToku, na Instagramie. Tylko że jak na razie mówi wyłącznie to, co podoba się jego wyborcom. Chyba jeszcze nie przeszedł mentalnej transformacji: z roli burmistrza Manchesteru do roli premiera. Objął stanowisko w lipcu, w martwym sezonie politycznym, potem niczym szczególnym się nie wykazał. Prawdziwym testem będzie dla niego dopiero zbliżająca się debata budżetowa.

Czy za rządów Donalda Trumpa możemy jeszcze mówić o "special relationship" między Ameryką a Wielką Brytanią? A może te "specjalne relacje" były i nadal są tylko mitem?

One były zawsze "specjalne" tylko dla jednej strony. Dla nas. Amerykanie mają specjalne relacje z wieloma krajami. Z Izraelem, z Japonią, z Koreą Południową. Trump jest wyjątkowy, bo wszyscy jego poprzednicy, po II wojnie światowej, zdawali sobie sprawę z wagi stosunków nie tylko z Wielką Brytanią, ale z całą Europą. Ze względów historycznych i cywilizacyjnych. I byli mocno zaangażowani w umacnianie transatlantyckich więzi.

Trump nie mieści się w tej kategorii. Wielka Brytania może niestety stanąć przed wyborem: albo Europa, albo Stany Zjednoczone. A to byłaby tragiczna alternatywa.

*Profesor Anand Menon wykłada politykę europejską na King’s College w Londynie. Od 2014 r. kieruje think tankiem "UK in a Changing Europe". Do Warszawy przyjechał na konferencję "Idee dla Polski", organizowaną przez Instytut Sobieskiego.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.