Kreml chce paraliżu. Flanka widzi, do czego dąży reżim Putina
Im gorzej Rosja radzi sobie na froncie na Ukrainie, tym bardziej próbuje powstrzymać dostarczanie pomocy, jaka płynie z Zachodu. Jednym ze sposobów jest przekonanie zachodnich społeczeństw, że przekazywanie uzbrojenia się nie opłaca, ponieważ ściąga na darczyńców niebezpieczeństwo. Europejska Służba Działań Zewnętrznych wprost opisuje rosyjskie działania hybrydowe jako próbę destabilizowania państw UE i osłabiania ich wsparcia dla Ukrainy, głównie przez oddziaływanie na społeczeństwa, które przyzwyczajone są do spokojnego życia.
Ponadto Rosja cały czas testuje jedność NATO. Łotewski prezydent Edgars Rinkēvičs już wcześniej wskazywał właśnie na możliwość rosyjskiego testowania mechanizmów odpowiedzi NATO. Litewski prezydent Gitanas Nausėda również mówił w lipcu o informacjach dotyczących możliwych rosyjskich operacji przeciwko infrastrukturze krytycznej w państwach bałtyckich lub Polsce. Nie chodziło tutaj o dokonanie faktycznych zniszczeń, a przede wszystkim o wywołanie zamętu. Tak jak ostatnio w krajach bałtyckich. Bo Polska nie jest obecnie głównym celem rosyjskich działań.
Tajemnicze balony
W nocy z 21 na 22 września litewskie służby kolejny raz musiały ograniczyć loty z lotniska w Wilnie. Ograniczenia zniesiono po ponad trzech godzinach. Według litewskich służb ograniczenia dotknęły 17 lotów i około 3182 pasażerów. Dwanaście samolotów skierowano na inne lotniska: siedem do Kowna, cztery do Rygi i jeden do Warszawy. Część rejsów została odwołana, a samoloty, które miały wystartować z Wilna, musiały czekać na wznowienie operacji.
Lietuvos oro uostai, operator litewskich lotnisk, poinformowali, że w rejonie wrażliwym dla ruchu lotniczego wykryto charakterystyczne dla balonów sygnały nawigacyjne. Operator określił zdarzenie wprost jako "hybrydowy atak Białorusi przeciwko Litwie, lotnictwu cywilnemu i społeczeństwu".
Problem polegał jednak na tym, że nie udało się wówczas potwierdzić, czym dokładnie były wykryte obiekty. We wtorek rano doradca prezydenta Litwy Deividas Matulionis przyznał, że nie ma jeszcze informacji pozwalających stwierdzić, czy rzeczywiście były to balony. Na pewno jednak nadleciały z terytorium Białorusi.
Nie był to pierwszy taki przypadek. Wileńskie lotnisko od miesięcy zmaga się z balonami meteorologicznymi wysyłanymi z Białorusi. W 2025 r. podobne incydenty doprowadziły do zakłócenia ponad 300 lotów, co dotknęło około 47 tys. pasażerów, a łączny czas zamknięcia lotniska sięgnął niemal 60 godzin. Litewskie władze od dłuższego czasu określają takie działania jako element białoruskiej operacji hybrydowej.
Zestrzelenie drona
Nie tylko balony pojawiły się nad Litwą. W nocy z 14 na 15 września rosyjski bezzałogowiec wtargnął w litewską przestrzeń powietrzną od strony Białorusi. Został zestrzelony przez włoskie Eurofightery pełniące misję NATO Baltic Air Policing. Służby znalazły wrak w rejonie miejscowości Pratkunai, między Wilnem a Kownem, i zabezpieczyły znajdujący się na pokładzie ładunek wybuchowy. Litewski MSZ podał, że wstępne ustalenia wskazują na wejście drona z terytorium Białorusi, ale śledztwo ma jeszcze ustalić jego pochodzenie, właściciela i cel misji.
Według szefa litewskiego Narodowego Centrum Zarządzania Kryzysowego Vilmantasa Vitkauskasa, Gerbera przeleciała około 30 minut w litewskiej przestrzeni powietrznej, przemieszczając się w pobliżu terenów zamieszkanych. Z tego właśnie powodu wydano rozkaz jej zestrzelenia.
Litwini nie są pewni, czy bezzałogowiec został wysłany celowo, czy też zawiodły jego systemy naprowadzania. Incydent miał miejsce podczas rosyjskiego ataku na Ukrainę, więc nie ma pewności, czy nie został trafiony przez ukraińskie systemy walki radioelektronicznej.
Co ciekawe, był to pierwszy przypadek zestrzelenia przez samolot NATO drona podejrzewanego o rosyjskie pochodzenie w ramach Baltic Air Defence Mission. Misja ta działa nad państwami bałtyckimi od 2004 r., ale dotychczas jej głównym zadaniem było przechwytywanie rosyjskich samolotów wojskowych.
Sztabowcy wojsk NATO uważają, że podobnych incydentów poniżej progu wojny będzie w najbliższym czasie znacznie więcej. Rosjanie coraz częściej testują systemy obrony państw leżących na wschodniej flance Sojuszu i wykorzystują do tego całą gamę statków powietrznych.
Nieznany obiekt nad Łotwą
Niemal w tym samym czasie podobny problem pojawił się na Łotwie. Wieczorem 21 września łotewskie Siły Zbrojne poinformowały, że w rejonie Krasławy wykryto zagrożenie w przestrzeni powietrznej. O godz. 22:05 uruchomiono procedury i do działania skierowano również myśliwce NATO patrolujące przestrzeń państw bałtyckich w ramach misji Air Policing. Alarm przeciwlotniczy zakończono o 23:50.
Następnego dnia okazało się, że NATO nie potwierdziło obecności drona. Myśliwce przeprowadziły patrol i nie znalazły obiektu, który można byłoby jednoznacznie zidentyfikować jako bezzałogowiec. Łotewskie siły zbrojne pozostawiły więc zdarzenie jako potencjalne zagrożenie, a nie potwierdzone naruszenie przestrzeni powietrznej.
Dla Rosjan już taki incydent jest istotnym źródłem informacji o tym, jak działają natowskie procedury, jaki jest czas reakcji i jakie siły są zaangażowane. W dodatku taka operacja wywołuje odpowiedni efekt psychologiczny. Widać to choćby po każdym alarmie przeciwlotniczym w Polsce, kiedy w mediach społecznościowych pojawiają się komentarze podważające działania Sił Zbrojnych i władz kraju. Ba! Wystarczy plotka czy sugestia, że wypadek może być inspirowany przez obce służby.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.