Kazimierz Wielki gwałcicielem? Dowody są bezsporne
O Kazimierzu Wielkim mówi się, że zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną. Jako władca był nieustępliwy, konsekwentny i obdarzony wyjątkowym zmysłem politycznym. Nad oręż, w którym lubował się jego ojciec Władysław Łokietek, przedkładał dyplomację, w której nie miał sobie równych. W życiu prywatnym wiodło mu się jednak znacznie gorzej.
DLA CIEBIE
Są firmy, w których juniorzy nigdy nie awansują - Aleksandra Niewiadomska II Pierwsza Praca # 8
DLA CIEBIE
Amant na piastowskim tronie
Już w młodości Kazimierz wdawał się w przelotne romanse, a uwodzone przez niego kobiety rzadko potrafiły mu się oprzeć. Był przystojnym, postawnym mężczyzną mierzącym sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, co potwierdziły badania antropologiczne zachowanych kości.
Przez królewską łożnicę przewinął się tabun kobiet, które traktował instrumentalnie. Żony były dla niego przede wszystkim potencjalnymi matkami następcy tronu, na którego czekał z niecierpliwością do końca długiego panowania.
Z tej skłonności do podbojów miłosnych zrodziła się afera, o której plotkowano nie tylko w Polsce, ale w całej Europie. Jej początek sięga 1329 r., gdy Kazimierz, jeszcze jako królewicz, odwiedził Węgry rządzone przez Karola Roberta Andegaweńskiego, męża jego starszej siostry Elżbiety.
Przepych Wyszehradu
Zamek w Wyszehradzie, gdzie podjęto młodego Piasta, cieszył się sławą w całej środkowej Europie. Znajdowało się tam ponad trzysta komnat, co musiało zrobić piorunujące wrażenie na Kazimierzu, przywykłym do skromniejszych warunków. Na węgierskim dworze nie brakowało niczego, a co rusz organizowano turnieje rycerskie i wystawne zabawy, na które spraszano tłumy gości.
Stoły uginały się od najlepszego jadła i wina, a czas umilali trefnisie, poeci, tancerze i kuglarze. Kazimierz czuł się w tym świecie jak ryba w wodzie. Bawił się na balach, polował i ucztował, korzystając z uroków dworskiego życia z dala od żony i surowych oczu ojca.
Co najważniejsze, mógł też swobodnie flirtować z pięknymi damami dworu swojej siostry, a tych było tam bez liku. Pobyt królewicza w Wyszehradzie zapewne przeszedłby bez echa, gdyby nie dramatyczne wydarzenia, które nastąpiły wkrótce po jego powrocie do Polski.
Krwawy zamach i straszliwa kara
Siedemnastego kwietnia 1330 r. potężny węgierski magnat Felicjan Zach wtargnął do królewskiej jadalni i rzucił się z mieczem na Karola Roberta. Przerażony władca skrył się pod stołem, lecz jego żona Elżbieta nie zdążyła się uchylić i napastnik odciął jej cztery palce u prawej ręki.
Zamachowca w porę obezwładniono, a on sam zginął na miejscu. Jego ciało poćwiartowano i wystawiono na widok publiczny w kilku węgierskich miastach. Zamach na króla należał w średniowieczu do najcięższych zbrodni, dlatego kara, jaka spadła na rodzinę Zacha, była potworna. Rada baronów skazała na zagładę cały jego ród.
Syna Felicjana rozerwano końmi i rzucono psom na pożarcie. Z jego córką Klarą postąpiono jeszcze okrutniej. Najpierw obcięto jej nos, wargi i palce u rąk, a następnie wożono ją na koniu od miasta do miasta, gdzie musiała ostrzegać, że taki sam los czeka każdego, kto wystąpi przeciw królowi. Na koniec ją ścięto. Jej siostrę zamordowano w lochu, a cały ród Zachów wytępiono aż do trzeciego stopnia pokrewieństwa.
Sensacyjne informacje
Do dziś nie wiadomo, co kierowało Felicjanem Zachem. Najbardziej prawdopodobny scenariusz mówi, że zaatakował króla, bo nie mógł znieść tego, że ten odebrał mu tytuły i wpływy. Część historyków podejrzewała jednak coś znacznie mroczniejszego, czyli że zamach był aktem zemsty za zhańbienie jego córki przez królewicza Kazimierza podczas pobytu w Wyszehradzie.
Według tej wersji ojciec Klary, nie mogąc dosięgnąć sprawcy, który zdążył już opuścić kraj, rzucił się na króla, którego żona była siostrą domniemanego gwałciciela. O samym gwałcie po raz pierwszy wspomniał kilkanaście lat po wydarzeniach anonimowy autor z Wenecji, opierając się na plotkach krążących po Italii. Niedługo później całą historię opisał austriacki poeta Henryk von Mügeln, twierdząc, że Felicjan rzucił się na króla, bo władca Polski spał z jego córką za przyzwoleniem królowej.
Najwięcej miejsca tej sprawie poświęcił polski kronikarz Jan Długosz. Według niego Kazimierzowi tak spodobała się Klara, że za wszelką cenę chciał spędzić z nią noc. Gdy dziewczyna nie odwzajemniała jego zalotów, miał poprosić siostrę Elżbietę o pomoc. Ta uknuła podstęp, każąc bratu udawać chorego, a następnie odwiedziła go z dwórkami, wśród których była Klara, po czym dyskretnie wyszła, zostawiając dziewczynę sam na sam z królewiczem. Wówczas Kazimierz, choć od 1325 r. był już żonaty, miał ją wykorzystać.
Plotka czy prawda?
Sprawa rzekomego gwałtu od dawna intryguje historyków, lecz dziś nie sposób jej rozstrzygnąć. Brakuje dowodów jednoznacznie obciążających króla, a wszystkie przekazy mówiące o zhańbieniu Klary powstały co najmniej kilkanaście lat po wydarzeniach.
Sam Długosz żył dopiero w XV wieku i opierał się na relacji von Mügelna, do której w dodatku wkradły się błędy dotyczące pokrewieństwa między Kazimierzem a Karolem Robertem. Co istotne, nikt nigdy nie przyłapał Kazimierza na gorącym uczynku. Część badaczy przypuszczała nawet, że w 1330 r. królewicza w ogóle nie było na Węgrzech, a inni wątpili, czy Klara wciąż przebywała wtedy w Wyszehradzie.
Znamienne też, że o gwałcie milczą węgierskie kroniki, co byłoby dziwne, gdyby rzeczywiście miał on związek z zamachem na ich króla. Żadne ówczesne źródło nie dostrzegało związku między pobytem Kazimierza na dworze siostry a atakiem Felicjana.
Nawet sam Długosz, pisząc obszernie o tej sprawie, nie mówił kategorycznie o winie króla, ograniczając się do ostrożnego stwierdzenia, że tak twierdzą niektórzy. Skoro już w jego czasach nie było pewności, trudno dziś orzekać, że do gwałtu rzeczywiście doszło.
Wielu badaczy sądzi, że historia o zhańbieniu Klary była jedynie plotką rozpuszczoną przez wrogi Polsce zakon krzyżacki, by zdyskredytować jej władcę na arenie międzynarodowej. Było to tym łatwiejsze, że Kazimierz uchodził w Europie za bigamistę zmieniającego kobiety jak rękawiczki, więc oczerniającą go opowieść przyjmowano bez trudu.
Niniejszy tekst stanowi fragment najnowszej książki dr Mariusza Sampa "Kryminalne dzieje Piastów. Mroczna historia dynastii" (Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2026).
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.