RTP DesportoOpen de Portugal promovido à primeira divisão do golfe europeuBollywood HungamaAmit Sadh’s Pratap to release in theatres on November 20, 2026; FIRST look unveiledPunchPublic appointments should be based on competence – PRP chieftainוואלהלפחות 60 בני אדם נהרגו בקריסת מכרה זהב בסודאןThe Jerusalem PostThe Iran war is creating a new global energy risk beyond the Strait of Hormuz - analysisDaily MaverickTRAVEL BAN: US not expected to release list of South Africans targeted for visa restrictionsInquirer202 Caraga rookie cops take oathStraits Times SportLoh Kean Yew aims for historic Asiad men’s singles badminton medal amid rough yearColliderApple TV's 9/10 Crime Thriller Officially Dominates Top 10 Charts for 300 DaysSCMP ChinaAs US slashes funding, UN peacekeeping head says global body can rely on ChinaRappler[OPINION] Expanding armies, shrinking peace: Militarization in Southeast Asia20 MinutenSeco-Chefin Helene Budliger gibt Amt ab
The Daily Newsstand · Free, Always
Wednesday, September 16, 2026

Specjalista rozprawia się z kłamstwami Trumpa. Wskazuje, "kto podłożył ogień"

Translate
  • Donald Trump stwierdził, że wzrost globalnych cen oleju napędowego wynika głównie z wojny rosyjsko-ukraińskiej. Narrację tę negują eksperci, w tym Rafał Zywert.

  • Ekspert rynku paliw wskazał, że skok cen na światowych rynkach paliw wywołała wojna na Bliskim Wschodzie oraz związane z nią ograniczenia w produkcji i eksporcie surowców.

  • Ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie miały wpływ na rynek, jednak główną przyczyną wzrostu cen były wydarzenia na Bliskim Wschodzie.

W niedzielę Donald Trump dwukrotnie oskarżał Ukrainę, że "szkodzi światu", uderzając w rosyjskie rafinerie. W poniedziałek prezydent USA ogłosił, że obie strony konfliktu - Rosja i Ukraina - zgodziły się, by nie uderzać w obiekty energetyczne.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski sprecyzował później, że Ukraina jest gotowa powstrzymać swoje ataki, jeśli partnerzy zagwarantują, że Rosja zaprzestanie ataków na ukraińską energetykę, infrastrukturę krytyczną i transport żywności. "Oczekujemy od partnerów konkretów" - wskazał we wpisie na Telegramie.

Wojna Rosja-Ukraina. Obie strony uderzyły

Niedługo później w poniedziałek rano media obiegły informacje, że obie strony nie dotrzymały ogłoszonego przez Trumpa porozumienia. Rosja uderzyła w stację benzynową i magazyny w Kijowie. Ukraina - w magazyn firmy Ozon i, jak podały lokalne władze, "przedsiębiorstwo przemysłowe".

Narrację prezydenta USA błyskawicznie podchwycił rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. Stwierdził on we wtorek w rozmowie z mediami, że propozycja prezydenta USA jest "bardzo dobrym pomysłem", ale potrzeba czegoś więcej, aby obniżyć ceny paliw na świecie.

Czego? Poza "zapewnieniem bezpieczeństwa żeglugi handlowej", problem - według Pieskowa - rozwiąże zniesienie sankcji wobec Rosji.

- Konieczne jest zapewnienie bezpieczeństwa żeglugi handlowej i żeglugi w tym miejscu, w tym dla tankowców. Władze w Kijowie jak dotąd nie wykazały chęci zagwarantowania takiego bezpieczeństwa" - powiedział Pieskow. - Tylko wtedy świat będzie odpowiednio zaopatrzony w te produkty naftowe, rynki globalne się ustabilizują, a ceny spadną" - przekonuje rosyjski polityk.

Nie spadną - mówią tymczasem eksperci. Bo główna przyczyna problemów leży gdzie indziej.

Wzrosty cen paliw. Analityk wskazuje główną przyczynę

- Dzisiaj, mimo że sytuacja w rosyjskim sektorze rafineryjnym pozostaje nie bez znaczenia, to skok cen na rynkach paliw wywołała wojna na Bliskim Wschodzie - wskazuje w rozmowie z Interią ekspert rynku paliw, dyrektor działu prognoz i analiz Reflex Rafał Zywert.

Jak zaznacza, to bliskowschodni konflikt i związane z nim ograniczenia w produkcji i eksporcie ropy naftowej i produktów naftowych z tego regionu są dzisiaj główną przyczyną wzrostu cen paliw.

- Choć spadek eksportu nie jest już tak drastyczny jak na początku wojny (która wybuchła pod koniec lutego 2026 - red.), szacuje się, że łączna wysyłka ropy i przetworów z Bliskiego Wschodu spadła o około 40 proc., a w przypadku samych paliw ograniczenia sięgają nawet 60 proc. Sytuacja ta wpływa bezpośrednio na światowy bilans oleju napędowego - mówi.

Jak wyjaśnia, Bliski Wschód stanowił kluczowy kierunek dostaw diesla do Europy, zwłaszcza po zmianie struktury rynku w 2023 roku w związku z embargiem na paliwa z Rosji.

- Rosyjski produkt został wówczas zastąpiony dostawami ze Stanów Zjednoczonych, Indii, Arabii Saudyjskiej czy Kuwejtu. Wybuch nowego konfliktu (po ataku USA i Izraela na Iran - red.) wywołał gwałtowny wzrost cen ropy naftowej oraz gotowych produktów naftowych - przypomina.

Ale co z Rosją, skoro ataki na jej infrastrukturę pozostają "nie bez znaczenia"?

- Czy nam się to podoba czy nie, Rosja jest dużym graczem na rynku paliw - mówi Rafał Zywert. Jak tłumaczy, choć od 2023 roku rosyjski diesel nie trafia bezpośrednio do Europy, Moskwa pozostawała drugim co do wielkości eksporterem tego paliwa na świecie.

- W wyniku nasilających się ataków ukraińskich dronów moce przerobowe tamtejszych rafinerii w zakresie diesla spadły o 60 proc., co oznacza ubytek około trzech milionów baryłek dziennie. Państwa, które dotychczas kupowały paliwo z Rosji, takie jak Turcja, Brazylia czy Maroko, musiały przenieść popyt na te same źródła, z których korzysta Europa - wskazuje.

To zaś, jak mówi, zwiększyło zainteresowanie paliwem ze Stanów Zjednoczonych, będących największym eksporterem netto diesla na świecie, oraz z Bliskiego Wschodu - bo Arabia Saudyjska mimo wojny dostawy, choć mniejsze, wysyłała.

- Trzeba przyznać, że gdyby nie konflikt na Bliskim Wschodzie, sama wojna między Rosją a Ukrainą i doprowadzenie do czasowego braku rosyjskiego diesla na rynku, również spowodowałyby wzrost cen. Wzrost wyniósłby jednak około 20 proc., a nie był niemal dwukrotny - zauważa analityk.

"To Trump podłożył ogień"

W jego ocenie ukraińskie ataki w rosyjski sektor paliwowy "dolały oliwy do ognia na globalnym rynku, ale niestety ten ogień podłożył wcześniej sam prezydent Donald Trump".

- W 90 proc. obecny wzrost cen jest efektem wydarzeń na Bliskim Wschodzie, w tym walk z udziałem Iranu oraz działań ruchu Huti w Jemenie - zaznacza.

Jednocześnie, jak zauważa, polscy konsumenci tego nie odczuli, bo od końca marca obowiązywał u nas pakiet osłonowy CPN, czyli "ceny paliw niżej".

- Gdyby nie te regulacje, ceny paliw na stacjach przekroczyłyby wówczas 9 zł za litr. W ciągu pięciu tygodni od wybuchu wojny (na Bliskim Wschodzie) ceny rynkowe wzrosły z 880 do 1608 dolarów za tonę. To może doprowadzić do złudnego wrażenia, że wtedy nie było tak źle i dopiero wraz z nasileniem uderzeń Ukrainy w cele w Rosji, jest gorzej. To nieprawda - konkluduje.

"Polityczny WF": Mercedes, Tajlandia, lista wpływów. Wiemy, co zarzucają posłowi KO-INTERIA.PL


View the original on Interia

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.