George Friedman: Putin zagrywa swoją ostatnią kartę
Marek Magierowski, Wirtualna Polska: Rosyjskie drony nad Lipskiem, nad polskim wybrzeżem, akcje sabotażowe na holenderskich liniach kolejowych, podpalenia. Rosja intensyfikuje swoje działania hybrydowe wobec Europy. Jak bardzo powinniśmy się tym niepokoić, jak mamy reagować?
George Friedman*: Rosjanie są zdesperowani, ponieśli sromotną porażkę na Ukrainie. Putin rozgrywa swoją ostatnią kartę. Ale ma powody, by sądzić, że Europejczycy łatwo wpadną w panikę. I zmuszą Ukrainę do ustępstw.
Zawsze byli skuteczni w budzeniu strachu wśród europejskich społeczeństw.
Operacje hybrydowe? Dywersja? Chwytają się po prostu brzytwy.
WIDEO
Putin testuje granice. Największym problemem będzie reakcja Zachodu:
WIDEO
Sugeruje pan, że Rosja już tę wojnę przegrała?
Putin ją przegrał. Definicja jest prosta: jeśli Rosjanie tej wojny nie wygrywają, to oznacza ich klęskę, nie "remis". Opanowali jedynie drobną część Ukrainy, blisko własnej granicy. Mają setki tysięcy ofiar, ogromne straty w sprzęcie, w samej Rosji rośnie inflacja, ich instalacje naftowe są regularnie niszczone przez Ukraińców.
Putin może pójść teraz na ustępstwa i próbować doprowadzić do jakiegoś porozumienia, ale to byłby dowód jego słabości, katastrofa dla jego wizerunku i oznaczałoby to kres jego kariery politycznej. Dlatego wybrał straszenie Europy. Bo wie, że Stary Kontynent ma tendencje do panikowania.
Europejczycy dają się nabrać na ten emocjonalny szantaż?
Na pewno przeceniają dzisiejszą siłę Rosji. Wystarczy spojrzeć cztery lata wstecz. Czego Zachód obawiał się wówczas, a jak wygląda sytuacja Rosji dzisiaj.
Niemniej rosyjskie społeczeństwo zawsze było bardziej odporne na wojenne niedogodności i cierpienie. Rosjanie są w stanie wytrzymać więcej niż Zachód…
Są jednak pewne granice. Gdyby ich nie było, nie obalaliby w przeszłości carów.
Steve Witkoff i Jared Kushner wrócili niedawno z Moskwy, jednak ich dyplomatyczne starania w rozmowach z Putinem nie przynoszą żadnych efektów. Czy w tym przypadku amerykańska dyplomacja jest jeszcze komukolwiek do czegokolwiek potrzebna? Czy nie jest wręcz szkodliwa?
Witkoff i Kushner mają oczywiście jedną, podstawową zaletę: bezpośredni dostęp do prezydenta Trumpa. Czyli można założyć, że realizują jego politykę wobec Rosji i podążają za jego instrukcjami. Przynajmniej mamy w tym zakresie pewną transparentność. W przeszłości zdarzało się nieraz, że amerykańscy dyplomaci działali na własną rękę, co też przynosiło opłakane skutki.
Pentagon jest właśnie w trakcie "przeglądu" obecności sił amerykańskich w Europie. Jego rezultaty i potencjalne ograniczenie kontyngentów mogą znacząco wpłynąć na przyszłość współpracy w ramach NATO i zaangażowania USA.
Dzisiejsza administracja nie darzy Europy, mówiąc najoględniej, największą sympatią. Uważa, że jest niewdzięczna, że traktuje Amerykę jako darmowego gwaranta bezpieczeństwa. A Europejczycy rzeczywiście od dekad myśleli, że niezależnie od tego, co działoby się w świecie, niezależnie od stanu relacji transatlantyckich, Waszyngton zawsze przyjdzie im na odsiecz. Że jest to zgoła nasz moralny obowiązek.
Ale z drugiej strony niezmiennie traktowali nas z wyjątkową arogancją. Zwłaszcza żołnierzy US Army. Doświadczyłem tego na własnej skórze, kiedy jako młody człowiek odbywałem służbę wojskową w Niemczech.
Kiedy to było?
W latach 70.
W szczycie zimnej wojny…
Tak, i tak naprawdę niewiele się od tego czasu zmieniło. Niemcy, Francuzi… nikt nie jest gotów i nie ma specjalnej ochoty, by bronić Europy. Wszyscy myślą: "Niech Europy bronią Amerykanie". A Trump na to: "Europy mają bronić Europejczycy".
Widzimy militarną słabość Europy, tę niewdzięczność wobec Ameryki, o której pan mówił. Czy Polska, w pozytywnym sensie, wyróżnia się na tym tle?
Trump mówi różne dziwne rzeczy i podejmuje dziwne decyzje, ale głupi nie jest. Widzi, w którą stronę zmierza Polska, jak intensywnie się zbroi i wie, że z punktu widzenia USA wzmacnianie waszego kraju jest najlepszym oraz, de facto, najtańszym sposobem na obronę wschodniej flanki NATO przed potencjalną rosyjską agresją. Podnosi tym samym dla Rosji cenę ewentualnego konfliktu.
Nie wykluczam tego. Czasy zimnej wojny dawno minęły. Wtedy żołnierze US Army mieli bronić przesmyku Fulda [obszar pomiędzy dawną granicą pomiędzy RFN a NRD a Frankfurtem nad Menem – red.]. Teraz powinni bronić przesmyku suwalskiego.
Jednej rzeczy Rosjanie boją się na pewno jak ognia: bezpośredniego starcia z amerykańskimi żołnierzami, czy to w Polsce, czy w krajach bałtyckich. Wiedzą, że ofiary takiej konfrontacji po stronie USA wywołałyby wściekłość i gwałtowną, ostrą reakcję militarną Ameryki.
George Friedman jest amerykańskim politologiem o żydowskich i węgierskich korzeniach. Urodził się w roku 1949 w Budapeszcie. W 1996 r. założył think tank Stratfor. Specjalizuje się w analizach geopolitycznych, jest autorem kilku książek, między innymi wydanej po polsku "Następne 100 lat: prognoza na XXI wiek" (AMF Plus Group 2009 r.). Przyjechał do Warszawy na zaproszenie Instytutu Sobieskiego, jako gość specjalny konferencji "Polska. Siła Trójmorza w G20", odbywającej się pod patronatem prezydenta Karola Nawrockiego.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.