ESPN DeportesChivas enfrenta tercera crisis de resultados en era MilitoDaily MaverickOBITUARY: Lovell Friedman — Cape mosaic artist who built public memory from broken piecesESPNSilver: 'No rules issue' with LeBron's helicopter commuteThe Jerusalem PostHind Rajab Foundation files US complaint against Israeli officer over Gaza girl's deathZDF heuteEntdecken Sie das ZDF-NachrichtenstudioThe Hollywood ReporterHarrison Ford and Calista Flockhart to Receive First Joint Award as Couple Is Selected for Icon Honorsالشرقمقاتلات "تايفون" البريطانية في السعودية لمهام دفاعية.. ما أبرز قدراتها؟BillboardBest Quotes From the Superstar Q&A With Fuerza Regida & Memo Ochoa at Latin Music Week 2026BBC Mundo"Empecé a consumir ketamina a los 14 años y a los 22 necesitaba pañales"DeadlineVersant Unlikely To Acquire Skydance Cable Networks If They Hit The Market, CEO Mark Lazarus SaysBBC News BrasilPerfis usam mulheres de IA em campanha por Flávio Bolsonaro e Lula para atrair público e até vender conteúdo adultoBBC SportNo Haaland, no problem - can Foden be Man City's alternative goalscorer?
The Daily Newsstand · Free, Always
Tuesday, October 20, 2026

Niepokojące ustalenia mediów w sprawie rodziny z Białołęki. "12 sytuacji"

Translate
  • Wirtualna Polska ustaliła, że w rodzinie z Białołęki doszło do ograniczenia władzy rodzicielskiej, nadzoru kuratora i wystawienia co najmniej dwóch Niebieskich Kart.

  • Dziennikarz serwisu opisał 12 różnych sytuacji i interwencji służb wobec rodziny. Jak ujawnił, sąd kontaktował się z policją, wskazując na "wysoce niepokojącą sytuację małoletnich".

  • W sprawie matki prowadzone były działania związane z przemocą domową. WP wskazała też na przeszłość jej partnera oraz kulisy decyzji sądu.

Dziennikarz Wirtualnej Polski Michał Janczura dotarł do dokumentów dotyczących rodziny z Białołęki, w której sprawie interweniowała Rzecznik Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak.

Janczura zrelacjonował, że odnalazł 12 sytuacji, w których "coś w sprawie tej rodziny ustalano, albo decydowano i to nigdy nie oznaczało listu pochwalnego". Dziennikarz podkreślił przy tym, że zdaje sobie sprawę, iż nie dotarł do wszystkich informacji.

- To, co widzę, sięga 2024 roku. Jedno dziecko ma wtedy roczek, drugie dwa lata. Sąd ogranicza władzę rodzicielską matki i ustanawia nadzór kuratora. Sąd na Żoliborzu już wtedy miał poważne zastrzeżenia dotyczące sytuacji tej rodziny - ujawnił Janczura, który zaznaczył, że nie może "zdradzać szczegółów, bo nie chce opowiadać o tym, czego doświadczały dzieci".

Interwencja RPD Moniki Horny-Cieślak. Co się działo wcześniej?

W materiale WP słyszymy, że zgłoszenia dotyczyły "metod wychowawczych stosowanych przez matkę". - W kolejnym roku tych interwencji, decyzji jest zdecydowanie więcej - wskazał dziennikarz.

W kwietniu 2025 roku policja została poinformowana przez Zespół Interdyscyplinarny do spraw Przeciwdziałania Przemocy Domowej o "niepokojącej sytuacji dzieci". Z dokumentów wynika, że pomoc społeczna wdrożyła wówczas procedurę Niebieskiej Karty, wskazując matkę jako osobę "stosującą przemoc domową wobec swoich dzieci".

- Zdaniem matki powodem miał być brak odpowiednich warunków lokalowych i niska waga dzieci - przypomniał Michał Janczura, powołując się na ustalenia serwisu Zero.pl.

WP ujawniła jednak, że w pomieszczeniach, w których mieszkały dzieci, były "pluskwy, karaluchy i prusaki". - Wtedy nikt nie mówił o odbieraniu dzieci. Raczej o potrzebie pomocy i wsparcia dla tej rodziny - podkreślił dziennikarz, który dodał, że matka nie skorzystała z tej pomocy.

W 2025 roku miało dojść również do kolejnej interwencji policji. Tym razem - jak wynika z ustaleń Janczury - doszło do niej w związku z awanturą wywołaną przez partnera kobiety. W trakcie zdarzenia dzieci przebywały w mieszkaniu, jednak zgłoszenie odwołano, ponieważ mężczyzna "wyszedł, jak dowiedział się, że jedzie policja".

Horna-Cieślak interweniowała w sprawie rodziny z Białołęki. W tle Niebieska Karta

Według WP do interwencji służb doszło również w styczniu 2026 roku. Po raz kolejny dotyczyła ona agresywnego zachowania partnera matki. Na rodzinę została nałożona wówczas Niebieska Karta.

W kwietniu z kolei Sąd Rodzinny zwrócił się do policji o "wzmożony nadzór, pisząc o wysoce niepokojącej sytuacji małoletnich, w tym o konieczności bycia w gotowości do interwencyjnego odebrania dzieci".

W dokumentach ujawniono też, że partner matki dzieci, do którego rodzina przeprowadziła się na Białołękę, był "agresywny nawet wobec kuratora".

WP ustaliła też, że przed interwencją Rzeczniczki Praw Dziecka doszło do podtrzymania przez sąd decyzji o ograniczeniu praw rodzicielskich, w ramach której zobowiązano rodziców do współpracy i korzystania z warsztatów wychowawczych.

Spotkanie RPD w Komendzie Stołecznej Policji. Ujawniono błędy służb

Janczura odniósł się też do sprawy głośnego spotkania z RPD w Komendzie Stołecznej Policji. - Co się dzieje podczas tego spotkania? Po pierwsze Rzecznik Praw Dziecka prezentuje wszystko, co wie na temat tej rodziny: przedstawia dokumenty, zawiadomienia, przekazuje informacje o historii, unikaniu służb pomocowych, przeszłości partnera matki, Niebieskich Kartach i wiele więcej - wyliczył dziennikarz.

- W trakcie tego spotkania uczestnicy wykonują dodatkowo telefon do kuratora sądowego z Żoliborza i Bielan. Dowiadują się wielu niepokojących rzeczy i co ważne: dowiadują się, że policja sprawująca nadzór nad rodziną popełniła poważne błędy, które mogły mieć wpływ na decyzję - ujawnił, po czym dodał, że w sprawie doszło do chaosu i "systemowego bałaganu".

Dziennikarz przyjrzał się ponadto postanowieniu sądu, który kazał "przywrócić dzieci rodzicom". - Trudno te wszystkie interwencje policji, niedomagania, brak współpracy, przeprowadzki, Niebieskie Karty pominąć. A jednak o wielu tych rzeczach w uzasadnieniu wcale nie ma mowy - wskazał.

W materiale Wirtualnej Polski zwrócono też uwagę na fragment uzasadnienia sądu. Chodzi o kwestię domagania się przez RPD telefonu kuratora z Białołęki do kuratora z Żoliborza, żeby poznać historię rodziny. Zdaniem sądu działanie to "byłoby bezprawne".

- Pytałem sędziów rodzinnych, kuratorów zawodowych, społecznych i przecierają oczy ze zdziwienia, bo telefon kuratora z jednego sądu do drugiego nie jest złamaniem prawa, a wręcz standardową procedurą, która ma pomóc uniknąć jakichś błędów, pomyłek, przeoczenia czegoś. Co miał sąd na myśli? Nie wiem, może ja coś źle rozumiem - mówił Janczura.

- Jest też drugi fragment. Naprawdę podstawową rolą sądu jest przede wszystkim walka o to, aby dzieci mogły być wychowywane przez swoich biologicznych rodziców? Naiwnie myślałem, że rolą sądu jest zadbać o bezpieczeństwo i szansę harmonijnego rozwoju dla dzieci, a nie nierozerwalność rodziny biologicznej - wskazał dziennikarz.

Do prokuratury wpłynęło zawiadomienie w sprawie Horny-Cieślak

Przypomnijmy, że do interwencji Rzeczniczki Praw Dziecka Moniki Horny-Cieślaka doszło w sierpniu. Monika Horna-Cieślak, otwiera się w nowym oknie wdała się wówczas w sprzeczkę z kobietą, którą przyłapała na stosowaniu przemocy wobec swojego czteroletniego dziecka.

Z relacji RPD wynikało, że matka miała szarpać swoją pociechę i na nią krzyczeć. Sprawą zajęła się policja oraz sąd, które nie odnalazły przesłanek do odebrania dzieci rodzinie, o co miała się starać rzeczniczka.

Sprawę jako pierwszy nagłośnił serwis Zero.pl. Pod koniec września do prokuratury wpłynęło zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przez RPD przestępstwa przekroczenia uprawnień i fałszywego oskarżenia.

W sprawie interweniowali też politycy, którzy oskarżyli RPD o "przemoc instytucjonalną". Z pierwszych doniesień medialnych wynikało bowiem, że do skierowania dzieci do placówki opiekuńczej doszło ze względu na "dwa piwa w lodówce".

View the original on Interia →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.