„Stop brudnym centrom danych”. Protestuje i Piaseczno, i Amsterdam

Akcja „Stop Dirty Data Centers” organizowana jest 6 i 7 listopada w 16 krajach Europy.
W piątek pod Sejmem w Warszawie grupy sąsiedzkie, związki zawodowe, organizacje ekologiczne i przedstawiciele partii Razem protestowali przeciwko – ich zdaniem – niekontrolowanemu rozwojowi centrów danych w Polsce. Skandowali m.in.: „Najpierw ludzie, potem dane” oraz „Prąd dla ludzi, nie dla botów”.
Walczymy o wodę, powietrze, przyrodę, o zasoby, od których zależy życie całych społeczności i które mają służyć również następnym pokoleniom. (…) Politykom przypominamy, kogo reprezentują. Głębokie kieszenie lobbystów sektora centrów danych nie mogą ważyć więcej niż głosy obywateli – zwróciła się do zgromadzonych Magdalena Potocka, członkini „Stop serwerowni Piaseczno”, organizacji, która zainicjowała protest.
Moratorium na budowę centrów danych
Podczas wydarzenia Stowarzyszenie Aktywnych Sąsiadów (SAS) zbierało podpisy pod wnioskiem do Marszałka Sejmu o wprowadzenie moratorium, czyli czasowego zawieszenia rozpatrywania wszystkich wniosków o wydanie pozwoleń na budowę i rozbudowę bardzo dużych centrów przetwarzania danych, tj. o mocy urządzeń informatycznych powyżej 10 MW.
SAS w piśmie domaga się m.in. inwentaryzacji istniejących, budowanych i planowanych centrów przetwarzania danych oraz ich zapotrzebowania na energię i wodę. Kolejne postulaty to przyjęcie krajowej polityki rozwoju sektora centrów danych i ustanowienie minimalnych odległości centrów od budynków mieszkalnych. Stowarzyszenie postuluje również określenie zasad finansowania infrastruktury elektroenergetycznej potrzebnej sektorowi centrów danych, tak by koszty nie były przerzucane na mieszkańców.
W petycji wskazano, że priorytet w dostępie do sieci energetycznej na danym terenie powinny mieć usługi związane z mieszkalnictwem czy transportem oraz zakłady pracy.
Nie chcą serwerowni w Piasecznie
Przedstawiciele „Stop serwerowni Piaseczno” zbierali podpisy pod petycją do premiera „o pilną interwencję państwa” w sprawie centrum danych w Piasecznie (grupa zrzesza mieszkańców, którzy sprzeciwiają się trzem inwestycjom na terenie gminy; chodzi o centrum danych przy ulicy Energetycznej w Piasecznie, które jest już w budowie, oraz planowane serwerownie – przy ul. Okulickiego w Piasecznie i w miejscowości Bobrowiec).
Według nich inwestycja przy ul. Energetycznej w Piasecznie ma obejmować m.in. cztery wielokondygnacyjne budynki, podziemne zbiorniki mieszczące łącznie do 1280 m sześc. oleju napędowego. Jak mówili protestujący, inwestycja znajduje się 35 m od budynku mieszkalnego.
Powstaje instalacja przemysłowa z 49 ogromnymi agregatami prądotwórczymi, ze 112 chłodnicami wentylatorowymi, które będą generować hałas 24 godziny na dobę. W przypadku jakiejś awarii czy ataku terrorystycznego łatwo sobie wyobrazić, co się stanie ze zbiornikami paliwa 35 m od naszych domów. (...) Protestujemy przeciwko temu, że gmina i władze reprezentują interesy inwestora, a nie reprezentują interesów mieszkańców. Nikt nie zadbał o nasze bezpieczeństwo. Do tej pory nikt o nie nie dba. Odsyłają nas z pytaniami do inwestora – mówiła w rozmowie z PAP Magdalena Potocka z „Stop serwerowni Piaseczno”.
Problemy z wodą
Podkreśliła, że w Piasecznie od kilku lat są problemy z ciśnieniem wody w kranach, zwłaszcza latem.
Władze miasta apelowały do mieszkańców, żeby nie podlewać ogródków. Jest susza hydrologiczna, problemy z wodą występują wszędzie, a PWiK, czyli lokalny dostawca wody, wydał warunki na 286 metrów sześciennych poboru wody na dobę dla data center. To jest porównywalne z osiedlem około dwóch lub trzech tysięcy mieszkańców – mówiła Potocka.
Inwestor odpiera zarzuty
Inwestorem centrum przetwarzania danych przy ulicy Energetycznej w Piasecznie jest Sien Real, spółka z Grupy Budimex. W oświadczeniu z 9 września br. zamieszczonym na stronie gminy, spółka wskazała, że inwestycja „nie ma charakteru wielkoskalowego projektu na miarę realizacji znanych np. z rynku amerykańskiego” oraz w pełni podlega polskim i unijnym normom środowiskowym i innym regulacjom. „Na granicy działki spełnione będą wszystkie obowiązujące normy hałasu dla tego typu inwestycji i tej lokalizacji” – wskazano.
Inwestor podał też, że przy dziennej eksploatacji obiektu zapotrzebowanie na wodę nie przekroczy maksymalnie 55 m sześc. na dobę, a woda będzie wykorzystywana przede wszystkim przez pracowników obsługujących obiekt. „Powtarzana w dyskusji wartość 286 m sześc. na dobę to jednorazowe napełnienie zbiorników przeciwpożarowych, do którego dojdzie dopiero po zakończeniu budowy kolejnych etapów inwestycji” – poinformowała spółka.
„Te centra danych niszczą nasz świat”
Akcja „Stop Dirty Data Centers” objęła wiele miast w całej Europie. Najgłośniej w mediach było o wydarzeniach z Amsterdamu. Tam około setka protestujących wdarła się na teren budowy centrum danych firmy Microsoft. Niektórzy wspięli się dźwigi, wieszając balon, inni nieśli jedynie transparenty. „Pieprzyć wasze centrum danych” – można było przeczytać na jednym z nich.
Te centra danych niszczą nasz świat. Staje się on niezdatny do zamieszkania z powodu wszystkich zasobów, które pochłaniają. Dlatego jesteśmy tu dzisiaj – mówił jeden z uczestników protestu w stolicy Holandii Sam van der Beek.
Właściciel obiektu, Pure Data Centres, który planuje zainwestować ponad 1 miliard dolarów, oświadczył, że jest zdecydowany na współpracę z lokalnymi interesariuszami – przekazała agencja Reutera.
„Uprzejmie prosimy wszystkich obecnych na miejscu o bezpieczne opuszczenie terenu i podjęcie z nami dialogu na temat prowadzonych działań oraz wszelkich obaw, jakie mogą mieć” – przekazała firma w oświadczeniu, dodając, że rozumie, iż ludzie mogą reagować emocjonalnie ws. ich projektu i szanuje ich prawo do pokojowego wyrażania swoich poglądów, ale nie toleruje żadnych działań niezgodnych z prawem.
Protesty na całym świecie
Agencja Reutera zwraca uwagę, że sprzeciw wobec centrów danych i niekontrolowanemu rozwojowi sztucznej inteligencji narasta od Hiszpanii przez Indie po USA.
W Stanach Zjednoczonych akcje spółek technologicznych gwałtownie spadły w czwartek z powodu obaw, że kontrola demokratów nad Kongresem może oznaczać wprowadzenie surowszych regulacji ograniczających boom na sztuczną inteligencję.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.