Wraca temat rosyjskiej rakiety. "W 80 proc. działanie intencjonalne"
- W 80 proc. jestem przekonany, że było to działanie intencjonalne - tak o wtargnięciu i upadku rosyjskiej rakiety CH-101 we wsi Tarnawa-Kolonia mówi gen. Ireneusz Nowak. Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" ujawnia, że trajektoria nowoczesnego pocisku wskazuje na bezpośrednie zaprogramowanie celu w Polsce. Zdaniem generała incydent z 30 lipca to kolejny groźny krok Rosji na drabinie eskalacyjnej.
Na zdj. gen. Ireneusz Nowak i miejsce upadku rosyjskiej rakiety
Źródło zdjęć: © East News, PAP | Jarek Praszkiewicz, Wojciech Olkusnik
Zapytany o to, czy wlot rosyjskiego pocisku był celową prowokacją, gen. Ireneusz Nowak przyznaje, że jego ocena sytuacji ewoluowała. Podczas gdy w noc zdarzenia szanse na przypadek oceniał na pół na pół, dziś spogląda na sprawę inaczej.
- Dzisiaj mogę powiedzieć jednoznacznie, że w 80 proc. jestem przekonany, że było to działanie intencjonalne - deklaruje dowódca na łamach "Rzeczpospolitej". Pozostałe 20 proc. niepewności wynika z oczekiwania na ostateczne ustalenia służb specjalnych.
Brak celu alternatywnego i trudne wykrycie
Wnioski wojskowych wynikają z drobiazgowej analizy trasy oraz parametrów technicznych rakiety. Z ustaleń wynika, że był to pocisk ze świeżej partii produkcyjnej, wysoce odporny na zakłócenia.
- Z analizy trasy tego pocisku manewrującego nad Ukrainą wynika, że raczej nie miała ona żadnego celu alternatywnego na terytorium Ukrainy i zmierzała dokładnie tam, gdzie miała uderzyć. Ten pocisk miał bardzo małą powierzchnię odbicia, zaprogramowany został tak, aby zostać wykrytym bardzo późno, poruszał się lotem koszącym nad drzewami - ujawnił gen. Nowak.
Generał podkreślił, że incydent stanowi kolejny krok Rosji na drabinie eskalacyjnej. Jak ocenił, "zademonstrowano cel, który jest super trudny do zwalczania dla systemu obrony powietrznej nie tylko polskiej, ale też tych najbardziej obecnie zaawansowanych, stworzonych przez Ukrainę, Izrael czy budowanych przez USA".
Sześć minut w polskiej przestrzeni i opóźnienia w programie "Barbara"
Pocisk przebywał w polskiej przestrzeni powietrznej przez sześć minut. Dowódca Operacyjny wskazał bezpośrednio na luki technologiczne, z jakimi zmaga się polska armia.
- Trzeba być świadomym, że wydolność sensorów jest ograniczona, obecnie opieramy się głównie na radarach aktywnych z wysuniętych posterunków radiolokacyjnych. Na pewno brakuje nam aerostatu z programu operacyjnego Barbara. Dlatego ubolewam, że jego budowa jest opóźniona. Ten system dałby nam znacznie większy komfort działania. Wtedy te sześć minut moglibyśmy skrócić na przykład do dwóch - dodał generał.
Wojskowy wyjawił ponadto, że w noc uderzenia doszło do niebezpiecznego zdarzenia z udziałem ukraińskiego samolotu MiG-29 blisko polskiej granicy, co mogło doprowadzić do wymknięcia się sytuacji spod kontroli. Zdarzenie to wymusiło m.in. pilne usprawnienie komunikacji ze stroną ukraińską, wprowadzenie strefy ograniczonego ruchu lotniczego na wschodzie Polski oraz zmianę filozofii identyfikacji celów powietrznych.
Cały dzień w biegu? Skrót wydarzeń codziennie wieczorem w Twojej skrzynce
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.