„To okres bardzo niestabilnej sytuacji politycznej”. Co dalej z protestami we Francji?

Opracowanie: Joanna Potocka Publikacja: Dzisiaj, 19 października (13:26)
„Z pewnością tego typu reakcje społeczne będą się powtarzać” - powiedział na antenie RMF24, profesor UJ Tomasz Młynarski, politolog i były ambasador RP we Francji. Tak skomentował falę brutalnych manifestacji, które przetoczyły się przez kraj w miniony weekend.
Zniszczenia po zamieszkach w Paryżu (foto: MOHAMMED BADRA) /PAP/EPA
17 października był dniem kulminacji trwających od kilku tygodni protestów we Francji. Na ulice wyszły setki tysięcy osób i choć większość z nich demonstrowała pokojowo, w wielu miejscach manifestacje przerodziły się w zamieszki i akty wandalizmu. Doszło do podpaleń, rabowania sklepów i ataków na budynki lokalnych władz.
Co dało podłoże dla brutalnych protestów? To wyraz niezadowolenia społecznego i frustracji, która narasta od wielu, wielu lat. Oczywiście wiąże się to z kontekstem drożyzny, wysokich kosztów życia, słabnącej siły nabywczej. Uważam jednak, że to głębszy kryzys tożsamościowy - mówił na antenie Radia RMF24 Tomasz Młynarski.
Profesor bardzo dosadnie określił sedno problemu:
Francja musi zbudować nowy model gospodarczo-socjalny. To oznacza reformy i zaciskanie pasa, a tego nikt nie chce.
Sytuacja korzystna dla opozycji
W kwietniu przyszłego roku we Francji odbędą się wybory prezydenckie. Młynarski powiedział wprost, że przetaczające się przez kraj protesty bardzo sprzyjają opozycji. Jeśli chodzi o lewicę, korzysta na tym przede wszystkim Jean-Luc Mélenchon. Z jednej strony potępia grabieże, ale z drugiej popiera postulaty społeczne - zaznaczył.
Politolog zwrócił też uwagę na partię Marine Le Pen. Te zamieszki przesuwają debatę publiczną z kwestii programowych na kwestie bezpieczeństwa. I na tym będzie niewątpliwie korzystać francuska prawica - wyjaśnił.
Kryzys na pewno może doprowadzić do erozji i tak już niewysokiego poparcia dla obozu prezydenckiego, ale też osób z nim związanych. Niewątpliwie zwiększa to szanse dla opozycji na przejęcie władzy w Pałacu Elizejskim - dodał Młynarski.
Mimo korzyści politycznych, zdaniem profesora, opozycja będzie jednak apelować do zachowania spokoju. Chce zaprezentować się jako odpowiedzialna. W interesie żadnego środowiska nie jest podżeganie do protestów społecznych, buntów i przemocy - mówił.
Efekt błędnej polityki migracyjnej?
W debacie politycznej pojawiają się głosy łączące brutalne zamieszki z problemem imigracji. To temat skomplikowany. Ci, którzy niszczą, to po prostu zwykli chuligani - skwitował profesor. Podkreślił, że choć w grupie protestujących są także migranci, nie stanowią oni głównego źródła zamieszek.
Wśród tych ludzi są też osoby z przedmieść czy młodzi, którzy zderzają się z trudnościami: z brakiem pracy albo niechęcią do niej i oczekiwaniem ze strony państwa wielkiej pomocy społecznej - dodał.
Ile jeszcze potrwają protesty?
Strajki trwają już kilka tygodni. Pojawia się zatem kluczowe pytanie: jaki jest ich dalszy los? Nie jestem w stanie przewidzieć, czy te protesty przemienią się w kilkumiesięczne manifestacje. Jedno jest pewne: jest to okres bardzo niestabilnej sytuacji politycznej we Francji - ocenił.
Zdaniem profesora, władza będzie dążyła do uspokojenia sytuacji. Prezydent Emmanuel Macron wezwał liderów politycznych do uspokojenia atmosfery - zaznaczył.
Brakuje lidera, rośnie zadłużenie
Mimo apeli o deeskalację agresji, zdaniem politologa, jest to pewne, że tego typu reakcje społeczne będą się powtarzać. Dlaczego? Zbliżają się wybory, a we Francji nie ma stabilnej większości. Brakuje też lidera, który zogniskowałby niezadowolenie społeczne w sposób pokojowy - stwierdził.
Młynarski podkreślił też jeszcze raz niechęć społeczeństwa do wprowadzenia koniecznych reform. Gdy prezydent Macron próbował część reform wprowadzić, społeczeństwo to oprotestowało. Rośnie zadłużenie, skala utrzymania państwa to dwie trzecie jego przychodów w stosunku do kosztów utrzymania - przypomniał.
Tymczasem zapowiadane są kolejne manifestacje. Związek zawodowy CGT zaapelował o pokojowe protesty i strajki 3 listopada.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.