Naczelnik z MSZ w ciężkim stanie po wypadku w Lublanie. Resort ucina spekulacje
Naczelnik jednego z wydziałów Biura Bezpieczeństwa Dyplomatycznego MSZ jest w ciężkim stanie po upadku z okna w Lublanie. Rzecznik resortu potwierdza Wirtualnej Polsce, że mężczyzna był w Słowenii prywatnie i zatrzymał się w mieszkaniu pracownika polskiej placówki. MSZ nie chce jednak ujawnić nawet, kiedy doszło do wypadku.
Polak ranny po wypadku na terenie należącym do ambasady RP
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons | Niegodzisie
Z okna budynku administrowanego przez polską ambasadę w Lublanie wypadł naczelnik jednego z wydziałów Biura Bezpieczeństwa Dyplomatycznego MSZ. Jak potwierdził Wirtualnej Polsce rzecznik resortu Maciej Wiewiór, mężczyzna jest w ciężkim stanie w słoweńskim szpitalu. Rzecznik zaznacza, że nie jest dyplomatą, a w Lublanie przebywał prywatnie, w czasie wolnym.
Jako pierwsza informację o wypadku podał serwis Niezależna. Według portalu do zdarzenia doszło 13 września. Resort tej daty nie potwierdza. Wkrótce w mediach społecznościowych zaczęły krążyć różne wersje tej historii: że z okna wypadł sam szef BBD, że był na misji, że miał przy sobie dokumenty dyplomatyczne. MSZ wszystkie te doniesienia dementuje. Samo jednak bardzo oszczędnie gospodaruje informacjami. Oficjalnie ze względu na rodzinę poszkodowanego, która przebywa w Polsce.
DLA CIEBIE
30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii
DLA CIEBIE
- Naczelnik jednego z wydziałów Biura Bezpieczeństwa Dyplomatycznego Ministerstwa Spraw Zagranicznych przebywa w ciężkim stanie w szpitalu. Potwierdzam, że w swoim czasie wolnym, będąc w Lublanie, zatrzymał się w mieszkaniu pracownika placówki, gdzie uległ wypadkowi - przekazał Wirtualnej Polsce Maciej Wiewiór.
Rzecznik dodał, że ranny "jest pod najlepszą opieką słoweńskich lekarzy". Zaprzeczył, by mężczyzna wypełniał jakąkolwiek misję dyplomatyczną lub miał przy sobie dokumenty czy przesyłki dyplomatyczne.
Biuro Bezpieczeństwa Dyplomatycznego MSZ odpowiada za koordynację i nadzór nad bezpieczeństwem polskich placówek, także ich fizyczną ochronę. Zajmuje się nią działająca w ramach BBD Służba Ochrony i Kontaktu (SOiK), której pracownicy "obstawiają" ambasady.
SOiK często zatrudnia byłych żołnierzy wojsk specjalnych i policjantów. Jej pracownicy nie należą do służby zagranicznej, nie mają też broni ani środków przymusu bezpośredniego. Poza ochroną placówek kontrolują m.in. ruch osobowy.
Cały dzień w biegu? Skrót wydarzeń codziennie wieczorem w Twojej skrzynce
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.