ESPN😈 'End Game': Seahawks troll Taylor Swift, Travis KelceESPN DeportesCanelo vs. Mbilli: Fecha, horario, cartelera, cómo ver y másDaily MaverickRegulation of religion — SA must tackle religious abuse without restricting freedom of beliefZDF heuteAktuelle Pressemitteilungen des ZDFThe Jerusalem PostTrump denies discussing Netanyahu request for another endorsement: ‘I never spoke about it’TagesschauUkraine-Krieg: Russland will Angriffe trotz Gesprächen fortsetzenNU.nlOpnieuw oproep tot protest in Frankrijk ondanks maatregelen voor beter onderwijsDeadlineHorror ‘The Block’ With Jack Falahee, Saphira Moran & Jackie Earle Haley Wraps; Unveils First LookSportstarBallon d'Or 2026 LIVE — Saka wins Socrates Award; Kane, Mbappe in race for title; Messi absentFootball ItaliaJuventus starlet Alajbegovic ranks 7th in Ballon d’Or Young Talent awardRai NewsPallone d'Oro. Dominio spagnolo con 7 premi, 5 a Barcellona. Yamal ancora miglior giovane talentoVarietyIndia’s Oscar Entry ‘Gondhal’ Unveils Global Trailer (EXCLUSIVE)
The Daily Newsstand · Free, Always
Monday, October 26, 2026

Furia lewicy i liberałów. Nie można tak pisać o Francji, "bo rasizm"

Translate

Tacy ludzie lewicy jak europoseł Krzysztof Śmiszek czy poseł Andrzej Szejna (były wiceminister spraw zagranicznych) gotowi są usprawiedliwiać żywioł niszczący samochody i rabujący sklepy formułkami: to jest typowe dla Francji, tam się zawsze tak protestuje. Kładą nacisk na społeczno-ekonomiczne pobudki uczestników protestu. Równocześnie załatwiają swoje porachunki z polską prawicą.

Francja - zamieszki. Lewica ściemnia

Powtarzane jest twierdzenie, że przecież w podobny sposób "prawicowe bojówki" niszczą Warszawę podczas każdego Marszu Niepodległości 11 listopada. Pomińmy już fakt, że przez wiele ostatnich lat do starć z policją już na ulicach Warszawy nie dochodzi. Ale w najgorszym okresie, kiedy dochodziło, tłumy narodowców i ich sympatyków nie rabowały sklepów i nie paliły samochodów. Zdarzały się pojedyncze akty wandalizmu, prowokowane czy nie, ale nawet się one nie umywały do francuskiej apokalipsy.

Ale to świadectwo miałkiego cynizmu nie tylko z powodu kłamstw o Marszu Niepodległości. W Polsce politycy lewicy współtworzą system ekonomicznego marazmu i zwijania publicznych finansów, bynajmniej nie walczą z biznesem, podtrzymują różne układy. Z niszczącą francuskie miasta dziczą nic ich nie łączy. Pobłażają jej czy nawet bronią tylko w imię logiki ideologicznej polaryzacji.

Bo polska prawica z kolei krytykuje demonstrantów. Może nie politycy, ale internauci o konserwatywnych sympatiach kładą nacisk na widoczną nadobecność ludzi o ciemnych twarzach. To z kolei wprawia w furię lewicę i liberałów, dla których nie można o tym pisać, bo "to rasizm".

Tyle że prawica zyskała nagle nieoczekiwanego i potężnego sojusznika. Donald Tusk stał się bohaterem setek memów. Przy okazji ponownego wyboru Emmanuela Macrona na prezydenta Francji życzył Polakom "Paryżu w Warszawie". No więc teraz wystarczy tamten wpis przypomnieć. I zderzyć go z obrazkami zniszczeń na paryskich ulicach.

Paryż w ogniu. Tusk sojusznikiem prawicy

Ale polski premier nie pozostał bierny. Złożył bardzo mocną deklarację w reakcji na te rozruchy. "Polska nie powtórzy błędów innych europejskich państw, nie będzie też za nie płacić. Twardo bronimy granicy przed nielegalną migracją, mamy własną politykę azylową (nie przyjmujemy wniosków), deportujemy tych, którzy łamią polskie prawo. W kwestii bezpieczeństwa będziemy bezwzględni. To usłyszeli ode mnie liderzy Europy w Brukseli" - napisał jak zwykle na X.

Jeszcze niedawno takie teksty polityków prawicy były opisywane jako niedopuszczalny, godny potępienia nacjonalizm. Co więcej, Tusk nie ma jak widać wątpliwości, że francuska wojna domowa jest powiązana z kwestią migracyjną, z obecnością ludzi innych ras i kultur. Spotkało się to z replikami kilku postaci z jego obozu, choćby posłanki Klaudii Jachiry. Ale większość liberalnych elit skazana na Tuska milczy. W niedawnym sondażu CBOS Polacy uznali kwestię powstrzymania nielegalnej migracji za jeden z kilku podstawowych problemów naszego kraju.

Oczywiście jest pytanie o wiarygodność słów premiera. Nad Polską wisi jedynie zawieszony Pakt Migracyjny. Czy jeśli KO wygrałaby wybory, nie zostałby on nam zaaplikowany, powiedzmy, w roku 2028? Trwałych gwarancji, że tak nie będzie, nie widzę.

Na razie można trafić na wypowiedzi polskich zwolenników skrajnej lewicy. Oto wpis na Facebooku człowieka podpisującego się Marci Pirsztuk, podobno radnego. "Polski internet i prawa strona odpowiada jakby była całościowo pisana na Der Sturmer. Teksty są tak jawnie rasistowskie, jak nigdy nie były. Drobnomieszczańskie tyrady o niszczeniu własności, mocno rasistowskie wpisy o inżynierach i Afryce, fake newsy i dezinformacja i nienawiść wobec demosu, który śmie stawiać się elitom narzucającym austerity na obywateli. Wszystko to jest negowane, bo święta własność prywatna czy etnonacjonalistyczna jedność białej rasy wobec wichrzycieli z Gen Z".

To jest język komentatorów "Krytyki Politycznej" czy "Gazety Wyborczej, co najwyżej ton jest nieco miększy. Uderzają zwłaszcza te "drobnomieszczańskie tyrady o niszczeniu własności". Przy czym nie tylko o bezmyślne niszczenie tu chodzi, a o zwykły rabunek. Media opisują choćby historię Aline Li , która wyemigrowała do Francji z Chin razem z mężem. Po odłożeniu pieniędzy zapożyczyli się i otworzyli lokal niedaleko paryskiego placu Place de la République. Jej skromny sklepik został doszczętnie obrabowany i spalony. Pozbawiono ją dorobku życia.

Takich historii jest dużo i dotyczy w wielu wypadkach skromnej własności cudzoziemców, a nie luksusowych supermarketów. Ludzie o komunistycznej mentalności wyznają jednak zasadę "gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą". Polacy powinni być szczególnie uczuleni na hasło walki z drobnomieszczaństwem, bo kiedyś ją przeżyliśmy, acz w postaci rewolucji odgórnej, nawet biurokratycznej. Dziś pewnie skrajna lewica francuska takiego spójnego systemu nie zbuduje. Ale co mogłoby powstać na gruzach kapitalizmu? Warto pytać.

Polska prawica szuka z kolei czytelnych symboli naiwności Zachodu wobec kwestii imigracji. Utrwalona na filmie i powielana na zdjęciach postać kobiety próbującej powstrzymać rabusiów przed najazdem na sklep posłużyła jako podstawa mitu. W kobiecie "rozpoznano" zwolenniczkę nieograniczonej migracji, lewicową aktywistkę, która miała być równocześnie właścicielką atakowanego sklepu.

To jest przestroga

Według dziennikarzy "Le Monde" ta kobieta to 24-letnia Emma Kunstlich, studentka szkoły aktorskiej i praktykująca aktorka. Nie była ani lewicową aktywistką, ani właścicielką sklepu. W polskim internecie ta historia, jako przykład manipulacji, wywołała oburzenie także prawicowych komentatorów, choćby Wojciecha Muchy i Dawida Wildsteina. Podzielam ich dążenie do znajdowania precyzyjnych informacji. Internet bywa śmietnikiem. Ale też rozumiem poczucie jakiegoś totalnego kryzysu Europy, dla której to tezy szuka się czytelnego symbolu.

Zgoda, u podstaw tych kolejnych wielkich francuskich rozruchów jest również kryzys, bardzo skądinąd hojnego, państwa opiekuńczego, które dziś bywa redukowane. Zgodę widać wśród manifestantów także młodych, białych. Zwolennicy rewolucyjnego fermentu powinni mieć świadomość jego treści. Oto studencki aktywista w wywiadzie dla telewizji BFMTV zaczął od negowania jakiejkolwiek selekcji przy przyjmowaniu na studia i przechodzeniu na kolejny rok (każdy "ma prawo do edukacji"). Skończył wizją społeczeństwa ze 100-procentowym zatrudnieniem.

Ale co do rasowo-etnicznego kontekstu: to Jean-Luc Mélenchon, lider skrajnej lewicy, stoi za tą gorączką, a swoją politykę opiera on na otwartym sojuszu lewicy z ludźmi innych narodów, zwłaszcza z muzułmanami. Rewolucyjna fala zaczęła się od buntu uczniów szkół, szczególnie tych z paryskich przedmieść. Mają być niedoinwestowane i zaniedbane, brakuje w nich nauczycieli. Prawda jest jednak i taka, że kadry nauczycielskie zaczęły z nich odpływać wraz z ich zdominowaniem przez wielorasowy tłum. Dyskusja na ten temat nieuchronnie pociąga oskarżenia o rasizm.

Z gąszczu problemów i pretensji socjalnych wyłaniają się kontury wojny domowej. Lewica odpowiada, ze przecież buntują się Francuzi, bo dzieci i wnuki dawnych imigrantów są obywatelami. Ale jeżeli nienawidzą Francji, to ich udział w jej fizycznym niszczeniu jest nawet mocniejszym argumentem przeciw konceptowi społeczeństwa wielokulturowego niż gdyby prym wiedli przybysze z ostatnich lat.

Pożar ratusza w Limoges to pożar republiki, pytanie - na ile definitywny. Symbolem tchórzostwa francuskiej elity są pierwsze, pobłażliwe wyroki francuskich sądów na ludzi oskarżanych o przemoc i rabunek. Jeśli wybory prezydenckie wygra Marine Le Pen, Francja zapewne zapłonie w stopniu niewyobrażalnym. Czy to przetrwa?

Ciekawi mnie stanowisko francuskiego biznesu, wciąż zainteresowanego ściąganiem taniej siły roboczej. Jego liderzy mieszkają na ogół poza Francją, więc nie odczuwają fizycznego zagrożenia. W którym momencie uznają, że chroniczny nieład i suma zniszczeń to coś nie do pogodzenia z dobrym interesem?

W Polsce sygnały czyta najtrafniej prawica. Choć oczywiście i w jej stanowisku widać brak logiki. Wobec zapaści demograficznej powinna się cieszyć nad obecnością w Polsce mało kłopotliwych Ukraińców, a coraz częściej przeciw nim przedstawiciele tych partii podburzają. Ale mają racje w jednym: filmiki z Francji są przestrogą.

''Wydarzenia'': Francja płonie. Tysiące protestujących na ulicach miast Polsat News


View the original on Interia →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.