Bunt i strzały pod Kijowem. Władze badają sprawę uwięzionych żołnierzy
W poniedziałek w mediach społecznościowych zaczęły krążyć informacje o rzekomym przetrzymywaniu około 40 osób w prywatnym domu w miejscowości Petropawliwska Borszczahiwka w obwodzie kijowskim. Zgodnie z internetowymi relacjami mężczyźni mieli być bici w piwnicy i pozbawieni kontaktu z bliskimi. Autorzy wpisów informowali również, że ratownicy medyczni nie zostali wpuszczeni do budynku.
Przed posesją szybko zgromadził się tłum, w którym znaleźli się okoliczni mieszkańcy oraz krewni osób przebywających wewnątrz. Protestujący domagali się uwolnienia mężczyzn i próbowali siłowo sforsować bramę obiektu. Doszło do szarpaniny, a z relacji mediów wynika, że na miejscu słychać było strzały.
Interwencja służb i Gwardii Narodowej
Ukraińska policja kategorycznie zaprzeczyła doniesieniom o nielegalnym przetrzymywaniu 40 zakładników oraz o śmierci jednego z nich. Służby wyjaśniły, że sporny budynek jest oficjalnie wykorzystywany przez żołnierzy jednostki Gwardii Narodowej Ukrainy. Policjanci pojawili się na miejscu po otrzymaniu zgłoszenia od pracowników prywatnego pogotowia, którym utrudniano dostęp do pacjenta.
Dowódca Gwardii Narodowej Ołeksandr Piwnenko potwierdził, że na terenie posesji przebywali wojskowi, w tym osoby zatrzymane za samowolne oddalenie się z jednostek. Czworo żołnierzy wymagało pomocy medycznej i trafiło do szpitala. Piwnenko zapowiedział weryfikację wszelkich zarzutów dotyczących rzekomego znęcania się nad mundurowymi.
Minister spraw wewnętrznych Ihor Wyhowski zlecił przeprowadzenie oficjalnego postępowania wyjaśniającego w sprawie warunków panujących w obiekcie. Na miejscu interweniowali przedstawiciele policji, Państwowego Biura Śledczego (DBR), dowództwa Gwardii Narodowej oraz biura rzecznika praw żołnierzy. Wieczorem mężczyzn przebywających w budynku wyprowadzono i umieszczono w autobusie.
Oświadczenie Kyryło Budanowa
Sytuacja wywołała reakcję na najwyższych szczeblach władzy. Głos w sprawie zajął szef kancelarii prezydenta Ukrainy Kyryło Budanow, który opublikował oświadczenie w mediach społecznościowych.
"Wczorajsze wydarzenia w Petropawliwskiej Borszczahiwce są niedopuszczalne dla państwa i podważają jedność Ukraińców, zwłaszcza w obliczu rosyjskiego zagrożenia" - napisał na platformie X Kyryło Budanow.
Polityk zapewnił, że sprawa zostanie dokładnie zbadana przez odpowiednie organy.
"Organy ścigania i uprawnione instytucje wyjaśniają wszystkie szczegóły, aby ustalić obiektywny i pełny obraz wydarzeń, podjąć niezbędne środki w celu pociągnięcia winnych do odpowiedzialności i zapobiec powtórzeniu się takich sytuacji w przyszłości" - przekazał szef kancelarii prezydenta Ukrainy.
Budanow poinformował również o trwających w sektorze bezpieczeństwa pracach nad odpowiednią reakcją i zapobieganiem podobnym prowokacjom. Zaapelował do obywateli, by przy rozwiązywaniu konfliktów kierowali się przede wszystkim interesem narodu i państwa.
Prokuratura bada sprawę dezertera
Specjalistyczna Prokuratura ds. Obrony Regionu Centralnego poinformowała, że pogłoski o masowym przetrzymywaniu 40 zakładników były nieprawdziwe. Zgodnie z ustaleniami śledczych, incydent miał związek m.in. z żołnierzem, który samowolnie opuścił miejsce służby, a po odnalezieniu został skierowany z powrotem do jednostki stacjonującej w tym budynku.
Prokuratorzy zbadają teraz podstawy prawne i okoliczności przebywania wojskowych na terenie posesji. Własne dochodzenie prowadzi również Gwardia Narodowa, która ma sprawdzić, czy doszło do naruszenia praw żołnierzy, zapowiadając wyciągnięcie konsekwencji w przypadku potwierdzenia nieprawidłowości.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.