The Jerusalem PostEditor's Notes: Israel's election exposes deep political divisions after Gantz withdrawal - commentESPN DeportesOKC supera a Nuggets en un juego definido hasta el finalInquirerGov’t worker sued over P19,000 cash advanceDaily MaverickTunisian police clash with protesters in capital on day of heightened tensionsPunchNollywood veteran, Francis Duru, dies at 57ESPNCo-defendant denies Billups gave him info, pleads guilty in NBA gambling case한겨레[속보] 이 대통령, 최길수 특별감찰관 임명안 재가ZDF heuteAktuelle Pressemitteilungen des ZDFCNN Türkİşte yasa dışı bahis paralarının rotası: İngiltere sanal kumarla dünyayı soyuyor!경향신문[책과 삶]마오쩌둥 아들은 북한 땅에 묻혔다···중국이 북한을 버리지 못하는 이유The Straits TimesArmed intruder drill puts Bukit Batok Secondary School students, staff to the testThe South AfricanURC: All SA team line-ups, kick off times and match information
The Daily Newsstand · Free, Always
Friday, October 23, 2026

Pełczyńska-Nałęcz odchodzi z rządu. Jakie są kulisy decyzji?

Translate

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz wystąpiła z zaskakującym oświadczeniem na portalu X.

"Odchodzę z rządu Donalda Tuska, bo wartości są dla mnie ważniejsze niż stołki"- napisała krótko po tym, jak ustawa ludowców, znosząca limit dwukadencyjności w samorządach, nie uzyskała większości w Sejmie. "Wygraliśmy! Zmiana, której chce 75 proc. Polaków, dojdzie do skutku! Stało się to jednak pomimo głosów K15X." – można wyczytać we wpisie.

DLA CIEBIE

GAC EMZOOM - poznaj jego możliwości

Na pierwszy rzut oka oświadczenie Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz może wydawać się logicznie sprzeczne. Liderka Polski 2050 jest bowiem gorącą zwolenniczką utrzymania zasady dwukadencyjności w samorządach. A przecież głosowanie sejmowe – nawet jeśli przypadkiem – wyszło finalnie tak, że dwukadencyjność zostaje.

– Zapewne zakładała, że dwukadencyjność zostanie zniesiona i wtedy wyda oświadczenie, w którym się oburza i w związku z tym odchodzi z rządu. No ale wyszło inaczej, a mimo to wydała oświadczenie – wbija szpilę koalicyjny rozmówca.

Oświadczenia Pełczyńskiej-Nałęcz broni osoba z jej otoczenia.

– Dwukadencyjność została utrzymana, ale głosami Konfederacji, Partii Razem czy Prawa i Sprawiedliwości przeciwko koalicji – zwraca uwagę.

Jak dodaje rozmówca z otoczenia Pełczyńskiej-Nałęcz, w którymś momencie trzeba powiedzieć "dość". – Dwukadencyjność to była rzecz, która była u nas taką fundamentalną sprawą od dłuższego czasu. Katarzyna podnosiła tę sprawę wewnętrznie i na zewnątrz. A tu kolejny raz mamy już trzecią sytuację w ciągu ostatnich trzech miesięcy, w której koalicja sprzeniewierza się swoim wartościom z 2023 r. Zaczęło się od afery szpitalnej, później powołanie Berka na sędziego TK, teraz dwukadencyjność. Szliśmy do wyborów, mówiąc o standardach, o wartościach, o przejrzystości i naprawie państwa. Zachowujemy się dokładnie jak PiS albo gorzej. No więc tutaj nie było już za bardzo pola do manewru – argumentuje rozmówca z Polski 2050. – Katarzyna miała poczucie, że im dłużej to trwa, tym bardziej jej wizerunek jest obciążany legitymizowaniem spraw, z którymi się nie zgadza – dodaje rozmówca.

Dwóch naszych koalicyjnych rozmówców uważa, że szalę przechyliła nominacja Andrzeja Domańskiego na wicepremiera, na funkcję, o którą Pełczyńska-Nałęcz walczyła wcześniej.

– Mogła się poczuć jak spoliczkowana tym awansem Domańskiego, że to jest przeciwko niej i została ośmieszona. Może to jest jakiś emocjonalny powód – komentuje jeden z rozmówców.

Kolejny wysoki rangą rozmówca koalicyjny potwierdza tę teorię. – Odżyły dawne demony. Ona nie może przeżyć, że są kolejni wicepremierzy, ale wśród nich nie ona. A przecież był czas, że domagała się tej funkcji – dodaje.

O możliwej dymisji Pełczyńskiej-Nałęcz spekulowano od jakiegoś czasu, od kiedy Szymon Hołownia walczył, a potem przejął klub. A jednocześnie w rządzie widać było napięcie między minister funduszy a premierem, ale także innymi politykami z koalicji, którzy zarzucali jej nielojalność.

Ale zdaniem rozmówcy z koalicji dymisja minister nie jest ruchem wyprzedzającym ewentualne ruchy premiera. - Co najmniej do świąt nie było takich planów, taki był przekaz premiera – mówi nasz rozmówca.

Pytanie o reakcję Donalda Tuska. Wpis Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz pojawił się wieczorem, tymczasem premier przebywa z wizytą w Indiach, gdzie w tym momencie był już późny wieczór, więc jego reakcję poznamy rano.

Co dalej?

Sama Pełczyńska-Nałęcz na razie nie precyzuje, co dalej z jej polityczną karierą. "Partię zostawiam w rękach jej założyciela, który odszedł, ale jednak wrócił. Życzę mu, by przypomniał sobie, w imię jakich wartości szedł do władzy. Widzimy się na szlaku. Znajdzie się na nim miejsce dla wszystkich. Rozkład jazdy jest znany" – oświadczyła na X.

– Nie spodziewałbym się na ten moment, żeby Pełczyńska-Nałęcz miała ochotę usuwać się w cień. A jak patrzę na reakcję wewnątrz naszej organizacji, to nie widzę też, żeby miało jej specjalnie brakować do tego osób – wskazuje rozmówca z otoczenia ustępującej minister.

A co w takim razie z jej zwolennikami w klubie sejmowym? – To już jest pytanie do poszczególnych posłów. Czy chcą się pozycjonować po stronie stołków czy wartości – tajemniczo dorzuca nasz rozmówca z Polski 2050.

W koalicji już pojawiają się spekulacje, co dalej z Pełczyńską-Nałęcz. – Ona odchodzi z partii, ucieka do Partii Razem i tam będzie sobie robić jasełka. Będzie zakładać stowarzyszenie i iść do tej partii – twierdzi ważny polityk obozu rządzącego. W takim wariancie, jak sam dodaje, prawdopodobieństwo, że uda się Partię Razem namówić do wspólnego startu – czy to w ramach jednej listy koalicji, czy bloku lewicowego – będzie jeszcze mniejsze niż obecnie.

Inny ważny polityk koalicji zastanawia się, czy Pełczyńska-Nałęcz nie będzie dogadywała się teraz z Mateuszem Morawieckim. – Od dwóch tygodni mieliśmy sygnały, że mają ze sobą rozmawiać. Będzie szukała swojej drogi – mówi polityk. Jego zdaniem Pełczyńska-Nałęcz straciła kontrolę nad klubem sejmowym, m.in. dlatego, że sama nie jest posłanką. – Z naszej oceny wynika, że w partii jest całkowicie uważana za zbędny element, więc pewnie będzie sprzedawać historie, że będzie coś tworzyła. Może coś niszczyć i chcieć budować, ale nie za bardzo coś z tego wyjdzie – mówi nasz rozmówca z Lewicy.

Co z resortem?

Pytanie, co dalej z resortem funduszy i polityki regionalnej, którym Pełczyńska-Nałęcz kieruje. – Zapewne resort pójdzie w ręce kogoś z Polski 2050, ale nie Hołowni – twierdzi jeden z koalicjantów. Jeśli miałby to być jakiś "awans wewnętrzny" w ramach Polski 2050, to w grze może być aktualny zastępca Pełczyńskiej-Nałęcz Jan Szyszko, który jest w bieżących kontaktach z urzędnikami w Brukseli i wie, jak funkcjonują mechanizmy funduszy unijnych. Pytanie jednak, czy jest na tyle politycznie silny, by te stery przejąć, a także czy jest w stanie zdystansować się od ustępującej minister, bowiem jest postrzegany jako jej lojalny współpracownik, a to może w obecnym kontekście stanowić obciążenie, a nie jego atut.

Tajemnicą poliszynela w obozie rządzącym jest to, że chrapkę na przejęcie sterów w resorcie miał aktualny wiceminister funduszy Jacek Karnowski, związany z KO, który nie miał najlepszych stosunków z szefową resortu. – Jacek Karnowski jest na pewno bardzo kompetentną osobą, która też na pewno będzie się świetnie sprawować na tym stanowisku. W Polsce jest wielu specjalistów od funduszy europejskich i na pewno wielu ma świetne kompetencje – dyplomatycznie, choć z wyczuwalną ironią, komentuje nasz rozmówca z Polski 2050.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.