"Duże odciążenie". Policjant-bohater o wsparciu rządu po tekście WP
O historii 33-letniego funkcjonariusza cała Polska usłyszała w czwartek dzięki publikacji Wirtualnej Polski. Reakcja na reportaż była natychmiastowa. Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński poinformował na portalu X, że policjant otrzyma odszkodowanie oraz rentę, podkreślając, że "państwo nie zostawia bohaterów bez pomocy". Z kolei premier Donald Tusk zdecydował o przyznaniu panu Łukaszowi dodatkowego świadczenia ze specjalnej puli prezesa Rady Ministrów.
Dla byłego policjanta to moment przełomowy. – To jest bardzo duże odciążenie dla mojego już bardzo zmęczonego układu nerwowego po tych 14 miesiącach niepewności – przyznał funkcjonariusz, który udzielił wywiadu reporterce TVN24.
DLA CIEBIE
Fiat na targach - przegląd modeli i nowości
DLA CIEBIE
"Wbiegając tam, czułem, że to się skończy bardzo źle"
Dramat rozegrał się w nocy z 8 na 9 sierpnia 2025 r. w Chorzowie. Łukasz Schön, który wcześniej służył w straży miejskiej, a w policji pracował od półtora roku, jechał z partnerem Patrykiem na zupełnie inną interwencję. Wtedy zauważyli ogień trawiący trzecie piętro pięciokondygnacyjnego budynku przy ul. Gustawa Morcinka.
– Nie było czasu myśleć, wszystko się działo tak szybko. Zobaczyliśmy, że na miejscu nie ma żadnych służb. Nie było czasu na analizowanie. Jak się widzi kobietę, która wystaje zza parapetu, a nad nim są płomienie, i krzyczy, że "on się pali", to nie ma czasu. Ja nie myślałem. Razem z Patrykiem wbiegliśmy do tego budynku i to wszystko się zaczęło dziać samo – wspominał.
W środku panowała gęsta ciemność i gryzący, smolisty dym. Mundurowi zaczęli budzić śpiących lokatorów. Na trzecim piętrze Schön wyważył drzwi płonącego lokalu. Wtedy buchnął czarny dym, po chwili nastąpiły eksplozje. – Wbiegając tam, czułem instynktownie, że to się dla mnie skończy bardzo źle – mówił.
Choć nie udało się dotrzeć do wnętrza, policjanci ewakuowali starsze małżeństwo piętro niżej, a na parterze wyważyli drzwi u uwięzionej kobiety. Gdy wybiegli na zewnątrz, wisząca na parapecie trzeciego piętra kobieta trzymała się już tylko na opuszkach palców. Przeżyła z urazem nogi. W zgliszczach mieszkania strażacy odnaleźli później ciało jej partnera. Łącznie z budynku ewakuowano 17 osób.
Niewidzialna walka z rzadką chorobą
Ratowanie ludzkiego życia pozostawiło trwały ślad. W wyniku długotrwałego przebywania w toksycznym dymie doszło do ostrego niedotlenienia mózgu. U Łukasza Schöna rozwinął się zespół Lance’a-Adamsa – rzadkie, nieuleczalne schorzenie neurologiczne objawiające się gwałtownymi, bolesnymi i mimowolnymi skurczami mięśni (miokloniami) oraz zaburzeniami równowagi.
– Pojawiają się w momencie, gdy mój układ nerwowy jest przestymulowany: stres, dźwięk nagły, światło, głód lub jakieś nagłe ruchy. To powoduje, że mózg jakby nie wyłapuje tego, tylko idzie impuls elektryczny na mięśnie i powoduje ich spięcie – wyjaśniał policjant. Chorobie towarzyszy zespół stresu pourazowego. – Nie znam już swoich emocji, już nie potrafię ich rozpoznawać. Potrafię się rozpłakać w najmniej oczekiwanych momentach – przyznał.
W sierpniu 2026 r. komisja lekarska uznała go za trwale niezdolnego do służby, a 6 października odbyła się uroczysta zbiórka kończąca jego pracę w mundurze. – To było postawienie kropki nad "i". To było trudne – wspominał ze wzruszeniem.
Dziś 33-latek uczy się żyć na nowo przy wsparciu Fundacji Salut. Były funkcjonariusz nie traci nadziei: marzy o założeniu rodziny, dziecku i odnalezieniu nowej drogi poza policyjnym mundurem, z którym do niedawna wiązał całą swoją przyszłość.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.