Tego w Jarosławiu boją się najbardziej. Burmistrz mówi o atmosferze w mieście
Piątkowe popołudnie. Przed Szkołą Podstawową nr 6 im. księdza Piotra Skargi w Jarosławiu pojawia się młody mężczyzna. Energicznie chwyta za klamkę drzwi wejściowych, ale okazuje się, że są zamknięte. Dzwoni domofonem, po chwili zza drzwi wystaje głowa jednej z nauczycielek. Kobieta informuje go, że dziecko zaraz wyjdzie ze szkoły, ale rodzic do środka wejść nie może. Mężczyzna przytakuje ze zrozumieniem.
To środki bezpieczeństwa wdrożone błyskawicznie przez władze miasta po brutalnej zbrodni, do jakiej doszło w czwartek w Opactwie Jarosławskim. 31-letni Ihor M. zabił tam jednego z księży, a cztery inne osoby ranił. Dramat rozegrał się obok szkoły: do niej i rynku jest od klasztoru zaledwie kilkaset metrów.
Burmistrz Jarosławia podkreśla, że środki zaradcze mają zapewnić bezpieczeństwo dzieciom.
- Czekamy na informacje, jaki był motyw działań sprawcy, bo tego nie wiemy. Właśnie dlatego pojawiły się zabezpieczenia w szkołach, wzmożona czujność, sprawdzanie, kto wchodzi do środka, używanie domofonów wizyjnych. Policji jest także więcej na mieście, straż miejska ma zwiększoną obsadę. Obsługa miejskiego monitoringu jest także w zdwojonej obsadzie - wylicza burmistrz Marcin Nazarewicz.
WIDEO
Schowała się w konfesjonale. "To było polowanie na księży"
WIDEO
Oprócz tego, w piątek we wszystkich szkołach w Jarosławiu nauczyciele, pedagodzy i psychologowie rozmawiali z uczniami o tym, co się wydarzyło w klasztorze.
- Oczywiście z młodszymi dziećmi inaczej, ze starszymi inaczej. Ale żeby nie robić z tego tajemnicy, żeby młodzież wiedziała, co się dzieje i żeby mądrze to rozumiała. Zdarzenie, które miało tam miejsce, nie powinno wpływać na relacje z narodem polskim i ukraińskim. Żeby wiedzieli, że to nie jest coś, co może być wyznacznikiem naszych relacji, aby tego nie uogólniać - wskazuje burmistrz Nazarewicz.
Jarosław od granicy z Ukrainą w Korczowej dzieli zaledwie 35 km. Oficjalnie w mieście zameldowanych jest około 300 Ukraińców, ale jeszcze więcej mieszka tu bez meldunku. Jak wszędzie na wschodzie Polski nastroje antyukraińskie coraz częściej dochodzą do głosu. W mieście działają środowiska kibicowskie i narodowe, ale nawet wśród zwykłych ludzi nie brakuje głosów żalu przeradzających się w złość i mówienie, że "historia się powtarza", co jest jasnym nawiązaniem do zbrodni wołyńskiej.
- Nastroje społeczne budzą w nas dużą obawę. Nie chcemy, żeby po tej tragedii dochodziło do incydentów między osobami narodowości polskiej i ukraińskiej - podkreśla burmistrz Jarosławia.
Ale po spokojnym piątku samorządowiec jest raczej optymistą. - Liczymy, że już nic złego się nie wydarzy, a to, co się stało, było jednorazowym incydentem. Nie mieliśmy do tej pory żadnych niepokojących sygnałów. W tej chwili w mieście jest bezpiecznie, nad tym, żeby nadal tak było, czuwają służby. Na ulicach miasta widzę duży smutek, odczuwalna jest żałoba - przyznaje Marcin Nazarewicz.
Narodowcy organizują w sobotę marsz w Jarosławiu
W spokoju i ciszy ma przebiegać również sobotni marsz, który o godz. 19 ma wyruszyć spod Ratusza i przejść pod opactwo. Tam uczestnicy mają złożyć kwiaty, zapalić znicze i pomodlić się w intencji zamordowanego księdza Stanisława Zbojnowicza oraz osób rannych.
Spontaniczne zgromadzenie zostało zgłoszone przez osobę prywatną, ale w mediach społecznościowych łatwo sprawdzić, że jest ona powiązana z miejscowym ruchem narodowym. Jeden z organizatorów w nagraniu w mediach społecznościowych zapowiada, że "jako ruch narodowy nie możemy przejść obojętnie wobec tych wydarzeń". Jednocześnie dodano, że uczestnicy przejdą "w milczeniu, zadumie i modlitwie, aby uczcić pamięć ofiar". Symbole mają być jednak widoczne. Klub Konfederacji Ziemi Jarosławskiej zachęca uczestników do zabrania ze sobą biało-czerwonych flag.
Do niedzieli w Jarosławiu trwa oficjalna żałoba w mieście. Zrezygnowano z wszystkich dużych wydarzeń.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.