Przeszedł na stronę Kijowa i wydał własną jednostkę. Nie żyją setki Rosjan

Opracowanie: Piotr Gądek Publikacja: Wczoraj, 16 października (17:50)
Niesamowitą historię rosyjskiego oficera łączności Lwa Stupnikowa opisał „Wall Street Journal”. Wojskowy, służący na froncie w rejonie Wuhłedaru w Donbasie, współpracował z ukraińskim wywiadem i dostarczał współrzędne oraz plany operacyjne swojej jednostki. Dane te miały posłużyć do ataków, w których zginęło ponad 300 rosyjskich żołnierzy. Nie chciał od Ukraińców wynagrodzenia. „To jeden z najbardziej znaczących sabotażystów w najnowszej historii wojskowości” – podsumował dziennik.
Grudzień 2023 r., ukraińscy żołnierze w rejonie Wuhłedaru (fot. AA/ABACA) /East News
„WSJ” podał, że Rosjanin, absolwent akademii wojskowej w Petersburgu, zaczął współpracę z Ukraińcami w lutym 2024 r. Jeszcze tego samego miesiąca podał Ukraińcom namiary dla uderzenia w swoją jednostkę. W wyniku ataku zginęło 68 osób, a 60 zostało rannych, w tym dowódca 36. Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej.
Oficer miał później przekazać informacje służące Ukraińcom do przeprowadzenia serii kolejnych ataków, w których zginęło ponad 300 żołnierzy.
Dlaczego przeszedł na stronę Ukrainy?
„Wall Street Journal” pisze wprost, że porucznik Stupnikow jest „jednym z najbardziej znaczących sabotażystów w najnowszej historii wojskowości”. Obecnie walczy po stronie Ukrainy w Rosyjskim Korpusie Ochotniczym, jednostce ukraińskiej armii złożonej z Rosjan sprzeciwiających się Władimirowi Putinowi.
Co zdecydowało o przemianie rosyjskiego oficera?
Zdaniem „WSJ” zaważyły jego poglądy na sytuację w Rosji. Autorzy artykułu twierdzą, że rozczarowanie armią narastało u Stupnikowa na długo przed wojną. W wieku 17 lat nie został przyjęty do szkoły pilotów, bo odmówił zapłacenia łapówki. W akademii wojskowej w Petersburgu kadeci musieli płacić za wyjście poza teren szkoły, dłuższy urlop czy wybór miejsca służby, a sprzęt, który widział podczas szkolenia, zrobił na nim wrażenie przestarzałego.
Stupnikow chciał zrezygnować z kariery wojskowej i zostać instruktorem fitness, ale plany te przekreśliła inwazja na Ukrainę.
Zrzucali bomby na niewinnych cywilów. To było zło - powiedział amerykańskiej gazecie Stupnikow.
Kolejną rzeczą było brutalne zachowanie jego kolegów z jednostki, składającej się w dużej mierze z wypuszczonych z więzień przestępców.
Nie bez znaczenia była także rola, którą odegrała jego matka Tatiana – zadeklarowana przeciwniczka Władimira Putina. Kiedy dowiedziała się o wysłaniu syna na front, skontaktowała się z Dmytrem Karpenką, ukraińskim informatykiem współpracującym z wywiadem wojskowym, który zamieszczał na YouTube rozmowy z rosyjskimi jeńcami i obiecywał pieniądze oraz pomoc w przejściu na stronę Kijowa.
Nie chciał wynagrodzenia
Stupnikow miał odmówić wynagrodzenia. W ramach współpracy udostępniał częstotliwości radiowe, lokalizacje wojsk i szczegółowe plany bitwy.
Wyłączał też kamery monitorujące terytorium Ukrainy i podniósł napięcie w akumulatorze podłączonym do kontrolera drona, co spowodowało jego przegrzanie i awarię w połowie misji. Otwarcie na stronę ukraińską przeszedł w lipcu 2024 roku.
„WSJ” podkreśla, że sprawa pokazuje skalę ukraińskiej sieci informatorów w Rosji, która według gazety ma służyć także budowaniu zaplecza dla przyszłej walki z reżimem Putina.
Do Karpenki zgłaszać się miały dziesiątki Rosjan, nie tylko wojskowi, ale też pracownicy firm energetycznych, funkcjonariusze FSB, a nawet babcie żołnierzy.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.