Trzyletni Kacper nie żyje. Czego zabrakło, by uratować dziecko?
Dramat rozpoczął się od bólu brzucha. Trzyletni Kacper nie żyje (fragment reportażu)
Źródło wideo: "Uwaga!" TVN
Źródło zdj. gł.: "Uwaga!" TVN
- Nigdy nie zapomnę tego momentu. Padło zdanie, czy wszyscy zgadzamy się, że dalsza reanimacja nie ma sensu. Wszyscy musieli przytaknąć albo coś. Ja patrzyłem w podłogę, ale słyszałem, że odłączają aparaturę. Poprosiłem, by zostawili mnie z nim. Położyłem się obok niego i pytałem się: "Gdzie ty polazłeś, Kacper?" - opisuje pan Adam.
Zobacz cały reportaż na stronie "Uwagi!" TVN>>>
Trzyletni Kacper nie żyje
Trzyletni Kacperek zmarł dwa tygodnie temu. Chłopiec umarł w szpitalu, po pięciu godzinach od przyjęcia. Wydarzenia, jakie miały miejsce na SOR-ze, a później sama reanimacja, miały bardzo dramatyczny przebieg.
Rodzinny dramat rozpoczął się od wymiotów i bólu brzucha, które często zdarzają się w dzieciństwie.
- Kacper w nocy zwymiotował. Mówię: "Oho, coś się zaczyna dziać". Byłem przekonany, że to jelitówka. Rano Kacper wstał i nie chciał za bardzo jeść, ale dużo pił. Cały czas chciał pić, więc to mnie tak trochę uspokajało. I gdzieś tak około godziny 19 Kacper do mnie przybiegł, że boli go brzusio. Zacząłem go masować, mówię: "Pokaż gdzie?". A on pokazywał cały brzuch. Nie płakał, ale widać było, że go męczył brzuch - opowiada pan Adam.
Tata położył osłabionego chłopca spać. Nagle przed godziną 23 stan dziecka bardzo się pogorszył. Kacperek zaczął ponownie wymiotować, po każdym łyku wody wymiotował żółcią. Mocno zaniepokojony ojciec natychmiast zadzwonił na 112. Gdy ubierał już chłopca, ten zrobił się bardzo blady, a jego usta były sine.
Trzyletni Kacper zmarł na SOR
Źródło zdjęcia: "Uwaga!" TVN
- Zbadali go i pojawiło się pytanie, czy jedziemy do Grodziska czy do Warszawy. Powiedziałem, że nie wiem. Ratownik zadzwonił do dyspozytorni i dostaliśmy informację, że na Banacha jest kolejka na siedem godzin, a w Grodzisku jest pusto - przywołuje pan Adam.
Od tego momentu zaczynają się wątpliwości ojca. Pan Adam zadaje sobie pytanie, czy chłopiec trafił do właściwego szpitala. O próbę odpowiedzi na to pytanie poprosiliśmy chirurg dziecięcą dr Aleksandrę Jasińską. - Powinien trafić do placówki, w której dostępna jest chirurgia dziecięca - zaznacza dr Aleksandra Jasińska.
- Wybór najbliższego szpitala z udziałem pediatrii był tym, który wszystkie procedury ratownicze zalecają - twierdzi Marcin Sanocki, dyrektor pogotowia ratunkowego w Błoniu.
Co działo się w szpitalu?
- Nie było momentu, żebym nie wierzył, że zaraz wrócę z Kacprem do domu. Potem już faktycznie, przy reanimacji, poczułem ten moment. Poczułem, że Kacpra już nie ma. Ale dalej nie wierzyłem. Myślałem, że to jakiś okrutny sen, że zaraz się obudzę, spojrzę na Kacpra, a on zapyta się mnie, czy pośpimy jeszcze trzy minuty - mówi pan Adam.
W szpitalu w Grodzisku Mazowieckim lekarze podejrzewali, że Kacper zakaził się meningokokami. W tym też kierunku leczyli chłopca. Mimo że wszystkie objawy dziecka dotyczyły jamy brzusznej, nie wykonano badania RTG ani USG brzucha Kacperka. Na czas nie zweryfikowano diagnozy zakażenia meningokokowego. Podano chłopcu m.in. antybiotyki i o dziwo był nawet moment, że Kacper poczuł się trochę lepiej. Jednak po trzech godzinach od przyjęcia do szpitala organizm chłopca zatrzymał się. Ojciec był przy synku do samego końca.
- Chwilkę przed tym, jak zaczęła się reanimacja, to Kacper zapytał, czy go przytulę i dam buziaka. Wyprzytulałem go mocno i dałem mu buziaka. I to był ten ostatni buziak. Ostatnie słowa. Na szczęście byłem obok niego. Chciałem, żeby wiedział, że jestem przy nim. I byłem. Tylko co to dało? Nic nie dało - ubolewa zrozpaczony ojciec.
Po śmierci chłopca wykonana została sekcja zwłok dziecka. Okazało się, że diagnoza postawiona przez lekarzy w Grodzisku Mazowieckim była błędna. To nie meningokoki, a zadzierzgnięcie jelita połączone z martwicą było powodem śmierci Kacpra. Tutaj pojawia się kolejna wątpliwość ojca i kolejne pytanie - czy badania, których zaniechano, pomogłyby uratować jego dziecko.
- Dziecko trafiło na SOR w bardzo ciężkim stanie. U takiego pacjenta powinno być wykonane badanie radiologiczne jamy brzusznej i badanie USG, ponieważ takie objawy mogą świadczyć o infekcji. Ale przyczynami takich objawów może być również coś, co się dzieje się w jamie brzusznej i wymaga natychmiastowej interwencji chirurgicznej - mówi dr Aleksandra Jasińska.
Poruszona śmiercią trzyletniego Kacperka dr Aleksandra Jasińska apeluje, aby kiedy zauważymy u naszego dziecka silny, napadowy ból brzucha połączony z wymiotami, natychmiast kontaktować się z lekarzem, a nawet jechać na SOR. Przyczyną takich objawów może być zwykła jelitówka, ale mogą niestety też świadczyć o pilnej potrzebie interwencji chirurgicznej.
Dlaczego nie wykonano badań?
Jak sprawę komentuje szpital? Dlaczego nie wykonano USG i RTG?
- Zaczynamy proces diagnostyczny od tego, co jest najczęstszą chorobą. Natomiast potem weryfikujemy swoje rozpoznania, obserwując, jaka jest odpowiedź na leczenie - tłumaczy ordynator Iwona Bubisz-Dukat z Samodzielnego Publicznego Specjalistycznego Szpitala Zachodniego im. Jana Pawła II w Grodzisku Mazowieckim.
- Mamy do czynienia z postępowaniem prokuratorskim. Nie chciałabym wchodzić w szczegóły, które mogą ważyć na tym, jaka będzie dalsza ocena. Współpracujemy z prokuraturą. Staramy się przekazywać wszystkie informacje - zaznacza Iwona Budzisz-Dukat.
Wszystkie reportaże "Uwagi!" TVN można oglądać w serwisie Player.pl >>>
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.