Nowa faza wojny? Media: USA i Izrael przygotowują precyzyjne plany
W miarę postępu planowania wojska sojusznicze nasiliły loty ćwiczebne nad terytorium Iraku, trenując manewry uderzeniowe. Kulisy nowej operacji omawiał w tym tygodniu w Izraelu sekretarz obrony USA Pete Hegseth, który spotkał się bezpośrednio z premierem Binjaminem Netanjahu.
Media: Izrael i USA z nowym planem uderzeń na Iran
Jak podaje "NYT", zwolennicy operacji w Waszyngtonie liczą na to, że kolejna, intensywna, zaledwie trzydniowa kampania zepchnie irańską gospodarkę na skraj załamania i po blisko ośmiu miesiącach konfliktu zmusi władze w Teheranie do ustępstw dyplomatycznych – zwłaszcza w kwestii programu nuklearnego oraz kontroli nad strategiczną Cieśniną Ormuz.
DLA CIEBIE
GAC EMZOOM - poznaj jego możliwości
DLA CIEBIE
Jednym z kluczowych celów ma być Pickaxe Mountain (w Iranie znane jako Kooh Kolang) – głęboko ukryty w granitowej skale podziemny kompleks atomowy. Donald Trump publicznie rozważał użycie przeciwko niemu bomby GBU-43/B Massive Ordnance Air Blast (MOAB), powszechnie zwanej "Matką Wszystkich Bomb".
Eksperci wojskowi podchodzą jednak do tego pomysłu z dużym sceptycyzmem: MOAB eksploduje nad ziemią i raczej nie naruszy granitowych struktur, a zrzucający ją powolny samolot transportowy MC-130 byłby łatwym celem dla irańskiej obrony przeciwlotniczej.
Ponadto w samym Białym Domu ścierać się mają różne koncepcje. Część urzędników wskazuje, że administracja wolałaby oszczędzić irańskie rafinerie, by nie doprowadzić do ponownego, gwałtownego skoku cen paliw na rynkach światowych.
Polityczne wahania Trumpa
Mimo zaawansowanych przygotowań ostateczna decyzja wciąż nie zapadła. Donald Trump w tym roku wielokrotnie wstrzymywał powrót do pełnoskalowych działań bojowych. Zaledwie na początku października armie USA i Izraela były już w stanie najwyższej gotowości, tuż przed rozpoczęciem nalotów, gdy amerykański prezydent w ostatniej chwili odwołał atak. Te powtarzające się zwroty akcji wywołują rosnącą konfuzję wśród wojskowych planistów.
Szanse na atak przed zaplanowanymi na początek listopada wyborami do Kongresu są minimalne. Trump na początku miesiąca zobowiązał się, że nie wyda rozkazu przed głosowaniem. Z powodów czysto militarnych pełna gotowość operacyjna – obejmująca trzy grupy lotniskowcowe, tysiące żołnierzy piechoty morskiej, eskadry myśliwskie i siły specjalne – zostanie osiągnięta dopiero na początku listopada. Dodatkowym atutem dla wojska będą wówczas wydłużające się noce nad Iranem, sprzyjające operacjom z powietrza.
Sytuację dodatkowo komplikuje kalendarz polityczny w Izraelu, gdzie 27 października odbędą się wybory parlamentarne. Porażka Binjamina Netanjahu i przejście w status premiera tymczasowego drastycznie utrudniłyby mu wszczęcie wojny ofensywnej. Komentatorzy zwracają jednak uwagę, że izraelski premier może wykorzystać widmo zbliżającego się uderzenia do wywarcia presji na rywali, by powołali szeroki gabinet wojenny i ogłosili stan wyjątkowy, co pozwoliłoby mu zachować władzę.
Widmo eskalacji i irański asymetryczny odwet
Wielu ekspertów powątpiewa w deklarowaną skuteczność nowej fali ataków. Pierwsza faza intensywnych działań wojennych, prowadzona od lutego do kwietnia, wywołała globalny skok inflacji, zdestabilizowała Bliski Wschód i wydrenowała zapasy rakiet przechwytujących w magazynach Pentagonu, nie przynosząc przełomu politycznego.
– Na tym etapie wojny jasne jest, że konwencjonalna kampania wojskowa, surowe sankcje i blokada morska nie skłoniły reżimu do znaczących ustępstw przy stole negocjacyjnym – ocenia Dana Stroul z Washington Institute for Near East Policy, była wysoka urzędniczka Pentagonu. – Ani Trump, ani Netanjahu nie przedstawili przekonujących argumentów, jak kolejna runda miałaby rozwiązać ten strategiczny dylemat - wskazuje.
Teheran zapowiada tymczasem, że wznowione walki nie będą ani krótkie, ani ograniczone. Irańscy decydenci, przekonani, że rzeczywistym celem Waszyngtonu jest obalenie reżimu, grożą uderzeniami wykraczającymi daleko poza żeglugę i tankowce. Celem odwetu mogą stać się regionalne centra danych, podmorskie kable telekomunikacyjne oraz saudyjska infrastruktura naftowa – w tym zakłady koncernu Aramco.
– Przekonanie, że USA zakończą operację w 72 godziny, to fantazja. To my zdecydujemy, kiedy ta wojna się skończy – oświadczył Mahdi Mohammadi, doradca gen. Mohammada Baghera Ghalibafa, przypominając, że w lutym Trump zapowiadał błyskawiczny konflikt.
Sytuacja w samym Teheranie pozostaje nieprzewidywalna. Nowy najwyższy przywódca Iranu, ajatollah Modżtaba Chamenei – który objął władzę po śmierci ojca na początku wojny – według zachodnich wywiadów może mieć słabszą pozycję, a realną kontrolę przejmują najbardziej radykalni dowódcy Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.
Ryzyko rozlania się konfliktu już teraz wymusza nerwowe ruchy dyplomatyczne. W środę Departament Stanu USA nakazał ewakuację części personelu rządowego i ich rodzin z Arabii Saudyjskiej, gdzie nie ustają ataki rakietowe proirańskich Huti. Oficjalnie Biały Dom odmawia komentarza na temat planów operacyjnych, powtarzając jedynie, że "wszystkie opcje pozostają na stole".
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.