O krok od tragedii Flydubai. Pilot: maszyna mogła zostać zestrzelona
Boeing 737 Max linii Flydubai wystartował z Dubaju o godz. 7.05 i miał wylądować na lotnisku Ben Gurion pod Tel Awiwem ok. 9.30. Gdy maszyna znalazła się nad Jordanią, samolot nagle – zaledwie w 30 sekund – opadł o ponad 4 tys. stóp. Załoga nadała kod 7700 oznaczający sytuację awaryjną. Chwilę później nadano kod 7500 – podejrzenie bezprawnej ingerencji w lot.
W związku z niepokojącym incydentem Izrael poderwał myśliwce. Na pokładzie było bowiem ponad 100 izraelskich pasażerów. Ostatecznie samolot wylądował na lotnisku Tabuk w Arabii Saudyjskiej. Według medialnych doniesień na pokładzie doszło do bójki między pilotami.
- Najprawdopodobniej piloci się pokłócili, nie wiem, jakiej narodowości byli, ale wiemy, że są narodowości, które mają bardzo krótki lont. Może doszło do jakiejś sprzeczki i sytuacja wymknęła się spod kontroli - mówi w rozmowie z WP Punda.
Według niego jest mało prawdopodobne, by jeden z pilotów chciał intencjonalnie doprowadzić do katastrofy. Wskazał przy tym na obowiązujące w liniach lotniczych procedury bezpieczeństwa.
- Nie sądzę, żeby pilot wchodził do samolotu z myślą, że go rozbije. A nawet jeżeli tak by było, to czekałby na okazje, aż zostanie w kokpicie sam. Tymczasem takie sytuacje się nie zdarzają. Jeżeli tylko samolot się odrywa od ziemi, to w kokpicie muszą być zawsze dwie osoby. To jest bardzo przestrzegane w każdej linii – podkreślił.
Jak zatem doszło do interwencji innych pilotów, którzy lecieli maszyną jako pasażerowie? Punda twierdzi, że kokpit mógł otworzyć zaatakowany pilot lub załoga samolotu, gdy zorientowała się, że coś jest nie tak. Przypomniał, że w nowoczesnych samolotach, takich jak Boeing 737 Max, istnieje awaryjny kod, który pozwala odblokować wejście również od strony kabiny pasażerskiej.
Według niego "ostatecznym sygnałem" do podjęcia interwencji była nagła utrata wysokości. Jak wynika z doniesień medialnych, samolot w ciągu zaledwie 30 sekund opadł o 40 tys. stóp.
- Jeżeli oni lecieli na poziomie 320–350 (około 10 km), a stracili 40 poziomów (około 1219 metrów), to jeszcze było bardzo daleko od ziemi. To jest prawie wysokość 10 kilometrów – wyjaśnił ekspert. Dodał, że tak nagły spadek z pewnością został odczuty przez pasażerów i załogę kabinową.
Alarm nadany przypadkiem? Pilot zabrał głos
Dominik Punda przekonuje też, że przycisk służący do nadania sygnału alarmowego jest tak zabezpieczony, że jest bardzo mało prawdopodobne, by w trakcie bójki któryś z pilotów mógł wcisnąć go przypadkiem.
Wskazał też na zagrożenie, jakie niosła za sobą cała sytuacja. Według niego w skrajnym przypadku mogło nawet dojść do zestrzelenia maszyny przez izraelskie wojsko.
- Mamy specjalne znaki między nami, a pilotami myśliwców. Jeśli pilot Boeinga by na nie nie reagował, to byłoby jasne, że coś się dzieje. Jeśli wojsko doszłoby do przekonania, że samolot ma się rozbić, to mógłby nawet zostać zestrzelony – twierdzi rozmówca WP.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.