Rosną obawy o "nieuczciwe" wybory w USA. Profesor prawa ostrzega przed planem Trumpa "równoznacznym z zamachem stanu"
— Zaakceptuję wyniki wyborów — ogłosił Donald Trump. Po tym dodał jednak zastrzeżenie — o ile będą przebiegały uczciwie. Co jest uczciwe? To określa sam Donald Trump.
Administracja USA zwiększa presję na komisje wyborcze w kilku stanach — w tym w raczej lewicowej Kalifornii. Departament Sprawiedliwości wezwał wszystkie okręgi wyborcze w rządzonym przez Demokratów stanie do zidentyfikowania na listach wyborców osób, które prawdopodobnie nie mają prawa do głosowania, i do unieważnienia ich głosów oddanych korespondencyjnie. Kto nie zastosuje się do tych wytycznych, musi liczyć się z "poważnymi dochodzeniami" — ostrzegają władze departamentu.
Już latem administracja Trumpa stwierdziła, że w kalifornijskich rejestrach wyborców może figurować nawet 190 tys. osób rzekomo nieuprawnionych do głosowania. Jak dotąd nie przedstawiła jednak publicznie żadnych wiarygodnych dowodów na masowe oszustwa wyborcze.
Niektórzy podejrzewają, że pod pretekstem zwalczania oszustw wyborczych mogą zostać unieważnione również głosy Amerykanów uprawnionych do głosowania. Administracja Trumpa wspomniała o rzekomych 20 tys. osób nieuprawnionych do głosowania — i w związku z tym zwróciła się do Sądu Najwyższego. Zgodnie z wolą Trumpa ich głosy mają zostać policzone dopiero wtedy, gdy ich obywatelstwo zostanie ustalone ponad wszelką wątpliwość.
"Skandalicznie fałszywe twierdzenia"
Profesor prawa Mark A. Lemley, dyrektor renomowanej szkoły prawa Stanford Law School, ostrzega przed potencjalnym atakiem na demokrację. Uważa, że administracja Trumpa rozpowszechnia "skandalicznie fałszywe twierdzenia, aby zastraszyć uprawnionych [do głosowania] wyborców i ewentualnie stworzyć podstawę do zakwestionowania wyników wyborów". Władze federalne nie mają żadnych konstytucyjnych uprawnień do ingerowania w przebieg wyborów w Kalifornii. Gdyby mimo to zrealizowały swoje plany, byłoby to równoznaczne z zamachem stanu — stwierdził Lemley.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Według badania przeprowadzonego przez Uniwersytet Maryland 21,3 mln Amerykanów (9 proc. wszystkich uprawnionych do głosowania) nie jest w stanie przedstawić dokumentów potwierdzających ich obywatelstwo. Przyczyny są różne — niedostępność dokumentów, trudności finansowe, zmiany nazwiska czy błędy urzędowe. Według danych Departamentu Stanu USA tylko 48 proc. Amerykanów posiada w ogóle ważny paszport.
Trump uważa, że może to stwarzać ryzyko dla uczciwości wyborów — wyznaczył nagrodę w wysokości miliona dolarów (3,95 mln zł) za informacje dotyczące oszustw wyborczych podczas poprzednich wyborów oraz tegorocznych wyborów uzupełniających — "po aresztowaniu i skazaniu osób, które dopuściły się oszustwa".
Politolog Michael Bailey z Uniwersytetu Georgetown nie kryje sceptycyzmu. — Administracja Trumpa rzadko działa w dobrej wierze — mówi.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.