Tutaj zatrzymano męża Holeckiej. "Tajemnica" znaku wyjaśniona
Za sprawą relacji w telewizji Republika to była najgłośniejsza policyjna interwencja w dniu Wszystkich Świętych. W okolicach cmentarza przy ul. Fosa w Warszawie policja zatrzymała samochód, który wjechał za znak zakazu ruchu. W aucie była prezenterka Republiki Danuta Holecka, a za kierownicą jej mąż. Policjanci relacjonują, że chcieli wylegitymować kierowcę, który złamał przepisy, ale mężczyzna miał odmówić.
– Funkcjonariusze zastosowali środki przymusu bezpośredniego, adekwatne do sytuacji. Pan odmówił podania danych osobowych, następnie zaczął oddalać się od samochodu, dlatego policjanci użyli kajdanek – wyjaśniała w rozmowie z WP asp. szt. Marta Haberska, oficer prasowy Komendy Rejonowej Policji Warszawa II.
Druga strona przekonywała, że interwencja policji była przeprowadzona w brutalny, nieadekwatny do sytuacji sposób. Właśnie dlatego do protokołu zatrzymania, które według relacji policji trwało około godziny, kierujący naniósł swoje uwagi. Sprawa, jak już informowaliśmy, zakończyła się wnioskiem do sądu o ukaranie kierowcy za niezastosowanie się do znaku drogowego, a następnie odmowę podania danych osobowych.
Co z tym znakiem? Ksiądz ujawnia, ile lat tu stoi
Pewną kwestią sporną w tej sprawie mógł pozostawać jeszcze znak drogowy B-1 (zakaz ruchu w obu kierunkach), który był przyczyną całej interwencji. Pojawiały się wątpliwości, że być może znak jest tu od niedawna i dlatego kierowca mógł go nie zauważyć. Ale rozwiewa je wikariusz (imię i nazwisko do wiadomości redakcji) parafii pw. św. Katarzyny w Warszawie, zastępujący w tej chwili księdza proboszcza, który wyjechał na rekolekcje.
– Ja jestem w tej parafii od pięciu lat i ten znak przez cały czas tutaj stał. Z tego, co mówił ksiądz proboszcz, to w momencie, kiedy on zaczynał posługę tutaj, 13 lat temu bodajże, ten znak wtedy także już tutaj był. To nie jest tak, że on gdzieś znikąd nagle się pojawił – przekonuje ksiądz w rozmowie z WP.
Duchowny pytany o to, czy zakaz ruchu jest w tym miejscu uzasadniony, podkreśla, że chodzi o bezpieczeństwo osób przyjeżdżających na cmentarz. Dodaje, że już rok temu parafia prosiła o wsparcie policję. Powodem była zmieniona wówczas organizacja ruchu.
– W ubiegłym roku, w momencie, kiedy został zamknięty wyjazd z ulicy Fosa do ulicy Dolina Służewiecka, a Google Maps jeszcze tego nie zaktualizowało, my na co dzień mieliśmy komunikacyjny armagedon. Tu są dom pogrzebowy, parafia, jest akademia dla dzieci, wszystko praktycznie w jednym miejscu oraz jeszcze zakład wulkanizacyjny przy ulicy Fosa i tu się tworzyły na co dzień zatory. Muszę powiedzieć, że rok temu na pewno policjanci dużo bardzo dobrej pracy zrobili – wskazuje ksiądz.
W porównaniu do poprzedniego roku, ksiądz ocenia, że w tym roku było już znacznie mniej patroli.
– Wtedy było przynajmniej kilku czy nawet kilkunastu policjantów z prewencji, także jakiś ruch drogowy, więc ich było dużo, dużo więcej niż w tym roku. W tym roku był ten jeden radiowóz – mówi ksiądz.
Znak na drodze prywatnej. Policja: to nie wyklucza interwencji
Ksiądz w rozmowie z WP przyznaje, że znak jest ustawiony na drodze prywatnej, należącej do parafii pw. św. Katarzyny w Warszawie. Czy to oznacza, że na takiej drodze policjanci nie mogą interweniować? Asp. szt. Marta Haberska stanowczo zaprzecza.
– Absolutnie to nie wyklucza interwencji policji. Jest znak i do znaku należy się stosować – zastrzega policjantka w rozmowie z WP.
Okazuje się, że nagłośniona przez telewizję Republika interwencja nie była jedyną, jaką podjęli tego dnia policjanci w tym miejscu.
– Interwencji zakończonych postępowaniem mandatowym za niezastosowanie się do znaku było pięć. W jednym przypadku zakończyło się pouczeniem – dodaje asp. szt. Marta Haberska.
Ksiądz: wyrażamy ubolewanie, że do takiej sytuacji doszło
Wikariusz z parafii pw. św. Katarzyny żali się, że parafia została wciągnięta pośrednio w spór między policją a redaktor Holecką.
– Wyrażamy ubolewanie, że w ogóle do takiej sytuacji doszło, bo nie powinno być czegoś takiego. Ale co było przyczyną, nie mam pojęcia – zastrzega ksiądz.
Dodaje, że w całej sytuacji potrzeba spokoju.
– Źle, że się tak zadziało, bo jest dużo niepotrzebnych nerwów. Zwłaszcza że i tak ogólnie społeczna atmosfera jest bardzo napięta. Więc zdecydowanie zupełnie nam tego nie potrzeba – kwituje ksiądz.
Danuta Holecka pojawiła się na antenie stacji już następnego dnia po zajściu koło cmentarza. W poniedziałek podczas łączenia na żywo odebrała głosy poparcia ze strony osób protestujących przed Trybunałem Konstytucyjnym, gdzie skandowano nawet jej imię. Prezenterka nie kryła wzruszenia taką reakcją. Przedstawiciel Republiki w rozmowie z WP stwierdził, że jego redakcyjna koleżanka nie ma jeszcze siły na rozmowy z dziennikarzami.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.