Pentagon "po cichu" zmienił dane. Burza w Waszyngtonie
Sekretarz wojny USA Pete Hegseth
Źródło zdjęć: © Getty Images | 2026 Getty Images
Departament Obrony USA "po cichu" zaktualizował oficjalne dane dotyczące strat osobowych poniesionych w trakcie konfliktu z Iranem. Jak ujawnił dziennik "The Washington Post", publiczny rejestr poszkodowanych wzbogacił się o 37 nazwisk. Tym samym, łączna liczba rannych amerykańskich żołnierzy sięgnęła już 861, co wywołało falę krytyki i pytań w Waszyngtonie ze względu na brak oficjalnego komunikatu oraz brak doniesień o nowych atakach na siły USA.
Korekta pojawiła się w oficjalnej bazie danych Defense Casualty Analysis System (DCAS) – głównym rządowym narzędziu monitorującym straty bojowe i pozabojowe amerykańskiego wojska poza granicami kraju. Informacje wprowadzono bez zapowiedzi, oświadczenia prasowego czy briefingu dla mediów.
Marynarze i marines na liście poszkodowanych
Wśród nowo dopisanych 37 rannych znajduje się 29 marynarzy US Navy oraz ośmiu żołnierzy Korpusu Piechoty Morskiej (USMC).
Rzecznik prasowy Marynarki Wojennej USA przekazał jedynie lakoniczny komunikat, zapewniając, że wszyscy ranni marynarze przeszli niezbędne procedury medyczne i powrócili już do pełnienia obowiązków służbowych. Baza DCAS nie ujawnia jednak żadnych szczegółów: brak w niej wzmianki o rodzaju odniesionych obrażeń, dokładnych datach incydentów czy rejonach, w których do nich doszło.
Ponad połowa z 861 poszkodowanych ujętych w systemie DCAS została przypisana do kategorii szeroko pojętych "operacji zagranicznych" (Overseas Operations). To rubryka utworzona po tym, jak załamało się lipcowe zawieszenie broni między Waszyngtonem a Teheranem. We wcześniejszej fazie konfliktu straty klasyfikowano pod dedykowanym kryptonimem operacyjnym, jednak po lipcowych wydarzeniach Pentagon oficjalnie uznał tę fazę za zakończoną i zreorganizował sposób prowadzenia statystyk.
Zwłoka w raportowaniu czy ukrywanie faktów?
Brak transparentności wzbudził ogromne kontrowersje wśród polityków i ekspertów w Waszyngtonie. W przestrzeni publicznej nie odnotowano w ostatnim czasie żadnych zmasowanych ataków rakietowych ani dronowych na bazy USA, które mogłyby jednorazowo wygenerować tak dużą liczbę poszkodowanych.
Przedstawiciele wojska, odnosząc się nieoficjalnie do procedury aktualizacji bazy DCAS, tłumaczą, że wpisy mogą pojawiać się z wielodniowym, a nawet wielotygodniowym opóźnieniem. Ma to dotyczyć w szczególności urazów czaszkowo-mózgowych (TBI) oraz wstrząśnień mózgu spowodowanych falą uderzeniową po eksplozjach – ich objawy neurologiczne u żołnierzy ujawniają się niekiedy długo po powrocie z rejonu misji.
Krytycy zwracają jednak uwagę, że to kolejna korekta w tym miesiącu. "The Washington Post" już wcześniej podnosił wątpliwości, sugerując, że publiczne statystyki Departamentu Obrony mogą nie oddawać pełnego obrazu sytuacji na Bliskim Wschodzie.
Rośnie również bilans ofiar śmiertelnych
Niepokój budzą także dane dotyczące zabitych. Oficjalny bilans ofiar śmiertelnych w publicznej bazie wzrósł do 19 żołnierzy. Ostatnią odnotowaną ofiarą jest oficer US Army, który zmarł w następstwie nagłego incydentu medycznego, do którego doszło 18 września w trakcie lotu operacyjnego w rejonie Bliskiego Wschodu.
Mimo ponawianych pytań, zarówno przedstawiciele Pentagonu, jak i Dowództwa Centralnego USA (USCENTCOM) – które bezpośrednio odpowiada za amerykańskie operacje na Bliskim Wschodzie – odmówili komentarza w sprawie przyczyn nagłego powiększenia statystyk rannych o 37 osób.
Cały dzień w biegu? Skrót wydarzeń codziennie wieczorem w Twojej skrzynce
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.