Możesz nieświadomie nakręcać spiralę strachu. Zobacz, co mówi psycholożka

Opracowanie: Cezary Faber Publikacja: Wczoraj, 9 października (22:15)
Po ostatnich atakach nożowników w mazowieckich szkołach w sieci zaczęły krążyć niesprawdzone informacje. Psycholożka dr Joanna Skruczaj-Olejnik podkreśla, że u podstaw łańcuszków fałszywych treści leży przede wszystkim lęk, a silne emocje często wygrywają z potrzebą sprawdzenia źródła wiadomości.
Kobieta z dzieckiem przed szkołą podstawową im. Jana Pawła II w Leszczydole-Nowinach; po ostatnich atakach w placówkach edukacyjnych w sieci zaczęły krążyć niesprawdzone informacje (zdjęcie ilustracyjne); fot. Marcin Obara /PAP
W ostatnich dniach w Polsce doszło do ataków nożowników w szkołach, zatrzymań nastolatków podejrzewanych o planowanie przemocy i publikowania w sieci nagrań z groźbami. Dramatycznym wydarzeniom towarzyszy dezinformacja - rozpowszechniana zarówno świadomie, jak i nieświadomie.
Psycholożka dr Joanna Skruczaj-Olejnik zwraca uwagę, że nieprawdziwe informacje są masowo rozpowszechniane na portalach społecznościowych lub w zamkniętych rodzicielskich grupach przez użytkowników nie zdających sobie sprawy z powielania kłamstw.
Mechanizm ten uruchamia się najczęściej wtedy, gdy chcemy ostrzec innych przed rzekomym niebezpieczeństwem. Takie treści sugerują, że jesteśmy w posiadaniu wyjątkowej wiedzy, którą natychmiast trzeba przekazać dalej. W ten sposób, z pozoru w dobrej wierze, tworzymy internetowe łańcuszki dezinformacji - wyjaśnia.
Ekspertka podkreśla, że u podstaw tego zjawiska leżą emocje, przede wszystkim lęk. Kiedy czujemy zagrożenie, naturalnie dążymy do odzyskania kontroli nad sytuacją. Przesłanie ostrzeżenia znajomym daje nam poczucie, że robimy coś pożytecznego i odzyskujemy wpływ na bieg wydarzeń. W takich momentach silne emocje wygrywają z logiką. Przestajemy zastanawiać się nad wiarygodnością informacji, jej źródłem, ani nad tym, kto nam ją przekazał - mówi rozmówczyni Polskiej Agencji Prasowej, porównując ten mechanizm do gry w głuchy telefon.
Psycholożka zwraca uwagę, że dezinformacja związana z atakami w szkołach jest szczególnie niebezpieczna, ponieważ bazuje na rzeczywistych zdarzeniach dotyczących bezpieczeństwa dzieci.
Ta cząstka prawdy drastycznie nakręca spiralę strachu. Kiedy zaczynamy bać się o nasze dzieci lub własne życie, emocje natychmiast biorą górę i odczuwamy potrzebę natychmiastowego działania i zaalarmowania innych. Niestety, w takich momentach silne emocje całkowicie wyprzedzają chłodną refleksję. To zaś potęguje ogólną panikę - podkreśla.
Dezinformacja ma wpływ i na dzieci, i na rodziców
W opinii dr Joanny Skruczaj-Olejnik rozprzestrzenianie się dezinformacji może mieć wpływ zarówno na dzieci, jak i dorosłych.
U dzieci może spaść poczucie bezpieczeństwa. W ten sposób droga do szkoły i sam budynek przestają kojarzyć się z nauką, a zaczynają z zagrożeniem. W konsekwencji stan silnego napięcia może wywołać problemy z koncentracją, zaburzenia snu czy lęk przed pójściem do szkoły. Z kolei u dorosłych uruchamia się potężny instynkt ochrony własnych dzieci. Rodzice mogą ulec złudnej logice, opartej na trosce. Mówi ona: nawet jeśli informacja, którą przekażę, to kłamstwo, to lepiej ostrzec i najwyżej się pomylić, niż zignorować i doprowadzić do tragedii. W takich wypadkach fake newsy rozprzestrzeniają się błyskawicznie - wyjaśnia.
Pytana, jak przerwać łańcuszek dezinformacji, przyznaje, że nie jest to łatwe zadanie. Kluczowy jest moment świadomego zatrzymania się. Musimy wyhamować automatyczną, podyktowaną strachem reakcję i przejąć kontrolę nad impulsem. Zamiast szukać pozornego ukojenia w bezrefleksyjnym podawaniu wiadomości dalej, należy przekierować energię na działanie racjonalne: weryfikację pierwotnego źródła i sprawdzenie, skąd ta informacja tak naprawdę się wzięła - radzi.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.