Francja pogrążona w protestach. Demonstranci wtargnęli do merostwa
- Francuskie władze odnotowały w pierwszej połowie dnia 140 akcji protestacyjnych.
- W Rouen podpalono budynek uniwersytecki, a w Marsylii uszkodzono sklepy i posterunek policji miejskiej.
- Premier Sebastien Lecornu zwołał posiedzenie komórki antykryzysowej na godz. 18.
Demonstracje w Paryżu rozpoczęły się o godz. 14. Jeszcze przed ich startem na Placu Republiki, gdzie zebrały się tłumy, policja kilkakrotnie użyła gazu łzawiącego, a następnie armatek wodnych. Władze podały, że w Lyonie i Nantes protestowało łącznie 20 tys. osób, natomiast w Rennes zgromadziło się 10 tys. uczestników. Według dziennika "Ouest-France" w Breście pojawiło się około 15 tys. demonstrantów.
Incydenty w Marsylii i Lille
W Marsylii grupa protestujących sforsowała drzwi merostwa i na krótko weszła do środka. Mer miasta Benoit Payan przekazał, że rozmawiał z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem. Do Marsylii miały zostać skierowane dodatkowe siły policji. W Lille demonstranci pokonali kilka wejść do siedziby lokalnych władz, a część z nich splądrowała pomieszczenia. Sprawcy opuścili budynek przed przyjazdem funkcjonariuszy.
Do starć z policją doszło także w Bordeaux, gdzie funkcjonariusze użyli gazu łzawiącego wobec zamaskowanych młodych ludzi. W Lyonie uszkodzono kiosk miejskiej informacji turystycznej. W kilku mniejszych miastach, a także w Rennes, protestujący blokowali ronda. Mimo napięć w Paryżu, Marsylii i Lyonie wiele zgromadzeń przebiegało spokojnie.
Kto wziął udział w demonstracjach we Francji?
Sobotnie protesty zapowiadały różne środowiska: licealiści i studenci, aktywiści klimatyczni, część związków zawodowych, organizacje rolnicze oraz uczestnicy ruchu "żółtych kamizelek". Wystąpienia nawiązywały do blokad organizowanych przez ten ruch w latach 2018-19. Wezwania do demonstracji 17 października od kilku tygodni pojawiały się w mediach społecznościowych. Organizatorzy łączyli postulaty grup protestujących przeciwko rosnącym kosztom życia.
Marine Le Pen obwiniła o przemoc uczestników zamieszek i skrajną lewicę. - Grabieże, plądrowanie i ataki na policję — uczestnicy zamieszek po raz kolejny splamili demonstracje przeciwko rosnącym kosztom życia powiedziała. - Postulaty protestujących zostały zawłaszczone przez skrajną lewicę - dodała.
Natomiast Jean-Luc Mélenchon przekonywał, że większość protestów przebiegała spokojnie. Demonstranci wskazywali przede wszystkim na inflację i brak wzrostu wynagrodzeń.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.