Mieli monitoring, świadków i podejrzaną. I co? I nic

Natalia Borukhava przez 16 dni walczyła o życie po tym, jak na przejściu dla pieszych w Warszawie została dwukrotnie potrącona przez taksówkę. Służby znały rokowania lekarzy, ale nawet nie zatrzymały paszportu kierującej pojazdem. Gdy poszkodowana zmarła, podejrzana wyjechała z Polski. Wdowiec nie czeka już na prokuraturę, sam próbuje namierzyć kobietę.
- Mimo ciężkiego stanu ofiary służby nie zatrzymały sprawczyni wypadku ani nie zabezpieczyły kluczowych dowodów.
- Dopiero śmierć Natalii uruchomiła intensywne działania prokuratury.
- Cudzoziemka podejrzewana o spowodowanie wypadku wyjechała z Polski dzień po śmierci ofiary. Niezatrzymywana przez nikogo.
1 czerwca, tuż przed godz. 20, Natalia Borukhava wracała z pracy. Na przejściu dla pieszych przy alei KEN w Warszawie została potrącona przez taksówkę. Dwukrotnie. Jak relacjonowali świadkowie, kierująca, obywatelka Tadżykistanu, prawdopodobnie pomyliła gaz z hamulcem. Za drugim razem przepchnęła Natalię samochodem i przycisnęła ją do stojącego przed nią BMW, miażdżąc jej organy wewnętrzne.
Kobieta trafiła do szpitala. Następnego dnia lekarze ocenili jej szanse na przeżycie na 50 proc. Ta informacja dotarła również do policji. Mimo to nie przesłuchano podejrzanej, nie zabezpieczono jej telefonu ani nie sprawdzono dokładnie jej danych. Sprawczyni nie została zatrzymana, a sprawa nie miała jeszcze statusu śledztwa.
Przez kolejne dwa tygodnie Natalia przeszła pięć operacji. Jej organy stopniowo obumierały. Mąż, Paweł, wierzył, że wróci do domu. Kierująca taksówką swobodnie poruszała się po Warszawie.
Czekali na śmierć?
16 czerwca Natalia zmarła. Dopiero wtedy prokuratura wszczęła śledztwo i zleciła pilne czynności, których wcześniej nie wykonano. Dzień później śledczy po raz pierwszy sprawdzili status pobytowy podejrzanej. Tego samego dnia kobieta wyjechała z Polski. Zarzuty przedstawiono jej zaocznie, a nakaz zatrzymania wydano już po jej wyjeździe. Prokurator nie wystąpił wcześniej o zakaz opuszczania kraju ani zatrzymanie paszportu.
O tym, że podejrzana opuściła Polskę, prokuratura dowiedziała się od Straży Granicznej dopiero 1 września, dwa i pół miesiąca po zdarzeniu. W przypadku Tadżykistanu dodatkowym problemem jest brak umowy ekstradycyjnej z Polską. Wydanie kobiety zależałoby więc od decyzji tamtejszych władz.
Bezwład instytucji
Rodzina Natalii nie mogła liczyć na sprawną komunikację ze śledczymi. Mąż Natalii, Paweł, złożył wniosek o dostęp do akt 18 czerwca. Dzwonił, pisał i próbował uzyskać informacje, ale adwokat zobaczył akta dopiero 29 sierpnia. W tym czasie rodzina nie znała nawet nazwiska podejrzanej, co utrudniało zgłoszenie śmierci ubezpieczycielowi.
Prokuratura tłumaczy, że przepisy nie określają terminu rozpatrzenia wniosku o dostęp do akt. 2 września skierowała do sądu wniosek o areszt, a list gończy był wtedy dopiero planowany.
Paweł sam nawiązał kontakt z adwokatem w Tadżykistanie i próbuje ustalić, gdzie przebywa podejrzana. Informacje zamierza przekazać polskim śledczym.
Policja, prokuratura i Straż Graniczna dysponowały narzędziami, by działać. Dlaczego nie zrobiły tego na czas? To pytanie pozostaje bez odpowiedzi.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.