"Będziemy bronić TK". Jest jedno "ale", znamy plan PiS
Protesty przez przejętą przez władzę Akademią Wymiaru Sprawiedliwości - instytucją stworzoną przez Zbigniewa Ziobrę i władaną przez jego ludzi - skończyły się. Teraz PiS z klubami "Gazety Polskiej" demonstrują w obronie Trybunału Konstytucyjnego.
To już wyższy polityczny level.
Formacja Jarosława Kaczyńskiego spodziewa się akcji policji w TK. I "siłowego" przejęcia tej instytucji. - Jeśli policjanci będą wyprowadzać Święczkowskiego, to będzie masakra - komentuje polityk PiS.
- Prezes Kaczyński jest o tym przekonany, że ta władza jest do tego gotowa. W nocy był przed TK, będzie też w kolejnych dniach, z przerwą na czwartek, bo konwencja. Sytuacja jest dynamiczna. Będziemy bronić TK, ale nie chcemy bić się z policją - mówią nam politycy PiS.
"Scenariusz jest jasny i czytelny. Najpierw próba sparaliżowania Trybunału Konstytucyjnego, a później atak na najważniejszy urząd w państwie - Prezydenta Rzeczpospolitej Polski. Dlatego obrona tej instytucji jest dzisiaj absolutnym obowiązkiem każdego Polaka" - napisał jeden ze sztabowców PiS, poseł Sebastian Łukaszewicz. On i inni politycy PiS z młodszego pokolenia mają wręcz obowiązek stacjonować przed budynkiem TK.
Zastrzeżenie jest jedno: unikać starć z policjantami, nie przepychać się, a już zwłaszcza unikać rękoczynów. Zachowywać kulturę. Ale jednocześnie mocno krytykować władzę. I przełożonych funkcjonariuszy.
- Będzie czuwanie. Spodziewamy się prowokacji, ale nie odpuścimy, będziemy przed TK - przyznaje jeden z polityków PiS.
Inny zaznacza: - Mamy konwencję w czwartek w Krakowie. Większość z nas będzie tam. To nie sprzyja "czuwaniu" przed TK.
Więcej o konwencji PiS piszemy TUTAJ.
Niektórzy twierdzą, że ta awantura wizerunkowo nie przysłuży się partii. Zwłaszcza jeśli pierwsze skrzypce znów będą odgrywać politycy pokroju Antoniego Macierewicza czy Roberta Bąkiewicza (obaj obecni są przed TK). Dlaczego? Bo "odstraszają" wyborców - tych nieco bardziej umiarkowanych.
Ale większość polityków PiS jest przekonana, że takich wyborców partia nie potrzebuje. Liczą się tylko "twardzi", zdeklarowani zwolennicy, dla których Macierewicz czy Bąkiewicz to bohaterowie. - Trzeba mobilizować bazę - powtarzają ludzie związani z PiS.
Jednocześnie od części polityków PiS słyszymy, że jeśli władza "wejdzie z policją do Trybunału", to "dla ludzi to będzie przekroczenie granicy" i "odstraszy ich od KO".
Politycy Koalicji Obywatelskiej w ogóle się tego nie obawiają. Przeciwnie: twierdzą w rozmowie z nami, że ich wyborcy czekają na twarde działania. Na "sprawczość".
Nie przypadkiem do ślubowania Macieja Berka w Sejmie doszło tuż przed trzecią rocznicą wyborów parlamentarnych. Dla wyborców to od obecnej władzy sygnał: "nie cofniemy się". Mimo protestów opozycji.
Jeden z mniej zaangażowanych polityków PiS: - Ludzi to niespecjalnie interesuje. Dla nich to igrzyska. Dlatego musimy skupiać się na realnych problemach bliskich wyborcom: drożyzna, podatki, bezpieczeństwo. Temat TK jest dla koneserów.
O emocje trudno. PiS straci na awanturze?
Działacz PiS: - Jeśli będzie kilkaset osób przed TK to i tak będzie dobrze. Deszcz pada, zimno jest, a będzie jeszcze zimniej, ludzie mają inne sprawy na głowie. A jak widzą awantury w telewizji, to wolą zmienić kanał.
Inny rozmówca: - Nie zgadzam się. To realny problem i ludzie się tym emocjonują. Telewizje to grzeją i trzeba pokazywać swoje racje. Bronimy wartości. Dla naszych wyborców to bardzo ważne i oni tego od nas wymagają.
Dla polityków PiS to szansa na wypromowanie się. Kamery telewizji Republika w najbliższych dniach będą skierowane na TK. Zwłaszcza jeśli wkroczy do budynku policja. - Jeśli trzeba będzie, będziemy tu spać. Namioty, grzałki - twierdzi jeden z rozmówców z PiS. Inni nie rozważają takiego scenariusza. - Jakie grzałki? Mrozy idą - dziwi się jeden z rozmówców.
Polityk PiS: - Tuskowi ta awantura ma pomóc. On to robi z premedytacją. Bo "przykrywa" niewygodne dla niego tematy: drożyzny, Kołodziejczaka, afery. Ale taka polityka przykrywkowa już nie działa.
Jednocześnie PiS na kryzysach władzy nie zyskuje. Wskazują na to sondaże.
- To wszystko się odkłada panie redaktorze. A w kampaniach zyskujemy - patrzy na to z optymizmem jeden z czołowych polityków PiS.
Pat wokół sędziów TK
Sprawa dotyczy impasu trwającego od marca, kiedy Sejm wybrał sześciu nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Czworo z nich nie zostało dopuszczonych do orzekania, ponieważ prezydent Karol Nawrocki nie odebrał od nich osobiście przysięgi. Wybrani sędziowie zdecydowali się na złożenie ślubowania w gmachu parlamentu, posługując się formułą "wobec prezydenta". Rozwiązania tego nie uznały jednak władze Trybunału, w tym jego prezes Bogdan Święczkowski.
Pałac ostro reaguje na ślubowanie Berka. "Smutny dzień dla demokracji"
W środę 14 października były minister Maciej Berek i współpracownik premiera Donalda Tuska złożył ślubowanie na sędziego Trybunału Konstytucyjnego w Sejmie. W ceremonii nie uczestniczył prezydent Karol Nawrocki. - To nie ma nic wspólnego z demokracją - stwierdził szef kancelarii prezydenta Zbigniew Bogucki.
Podczas konferencji po spotkaniu z prezydentem Czarnogóry, prezydent Nawrocki został zapytany o to, że wybrany przez Sejm we wrześniu na sędziego TK Maciej Berek, złożył w środę rano w Sejmie ślubowanie z formułą "wobec prezydenta".
Prezydent stwierdził, że żadne ślubowanie w środę rano nie mogło się odbyć, gdyż on jako prezydent wypełnia obecnie inne obowiązki, związane z wizytą delegacji z Czarnogóry. - Jeśli doszło do jakiegoś aktu niezgodnego z polską konstytucją i polskim prawem, to odbywało się to poza mną - powiedział Nawrocki.
- Nie wiem, przed kim przysięgał minister Berek, ale na pewno nie przed prezydentem, a jeżeli nie dokonał tej formalności oczywistej dla studentów pierwszego roku (...) to z całą pewnością nie jest sędzią Trybunału Konstytucyjnego - stwierdził prezydent.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.