Rosja szykuje "październikową niespodziankę". Ostrzeżenie byłego doradcy Trumpa
Tomasz Waleński, Wirtualna Polska: Na wschodniej flance NATO robi się gorąco. Rosyjska dywersja w Europie narasta, a Donald Trump wysuwa wobec sojuszników kolejne żądania finansowe. Co z tego wyniknie?
John Bolton, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego w administracji Donalda Trumpa w latach 2018-2019: Myślę, że Rosjanie realizują plan testowania determinacji i solidarności NATO na wielu frontach.
Widzimy, co próbują zrobić w Ukrainie przez ostatnie cztery i pół roku, a tempo ataków na cele cywilne w ostatnim czasie wzrosło. Najbardziej niepokojące jest to, co robią poza Ukrainą. Mamy już przecież raporty o dronach, rakietach i incydentach w przestrzeni powietrznej Rumunii, Polski i republik bałtyckich. Niemcy wprost potwierdzili, że za incydentem na lotnisku w Lipsku stoi Rosja. Do tego dochodzą cyberataki.
Rosja widzi, że Sojusz jest wciąż podzielony, a Donald Trump nadal nie rozumie pełnej wartości NATO. Wykorzystują to, przesuwają granice i sprawdzają, jak daleko mogą się posunąć, zanim NATO odpowie skutecznie.
Zostańmy przy Pentagonie. Od lutego 2025 r. odeszło stamtąd co najmniej 24 generałów i admirałów, resort nie ma sekretarza marynarki, a sekretarz armii szykuje się do wyjścia. W maju Pete Hegseth wstrzymał wysłanie dwóch jednostek do Europy. Jak to wygląda z Polski, gdzie stacjonują amerykańscy żołnierze?
Zamieszanie w Pentagonie jest odzwierciedleniem faktu, że sekretarz obrony nie nadaje się do tej pracy i naprawdę nie wie, co robi.
Problemów do naprawienia jest wiele - od zamówień publicznych po wdrażanie lekcji z frontu w Ukrainie, choćby technologii dronowych. I choć budżet Pentagonu prawdopodobnie wzrośnie, cały obraz pozostaje bardzo niejasny. Nie wiemy, co myśli prezydent ani jakie są realne zdolności USA, biorąc pod uwagę wojnę na Bliskim Wschodzie. To sygnał dla Kremla, że nadszedł dobry moment na sondowanie NATO. To, co wygląda na wojnę hybrydową, narasta do punktu, w którym trudno ją już odróżnić od otwartego konfliktu. To bardzo niebezpieczny moment.
Kraje bałtyckie wskazuje się jako kolejny cel Moskwy. Na Łotwie za miesiąc wybory. To realny kierunek?
Kraje bałtyckie są naturalnym celem, bo jako jedyne w NATO były kiedyś częścią Związku Radzieckiego. Jeśli jest się Władimirem Putinem i próbuje odbudować rosyjskie imperium, chce się te tereny z powrotem. Dochodzi do tego kwestia mniejszości rosyjskiej. Moskwa od dawna może po nią sięgnąć jako po pretekst - wystarczy ogłosić, że Rosjanie są tam dyskryminowani albo źle traktowani, i uzasadnić tym "wejście wojsk". Bałtowie mają powody do obaw.
A jeszcze szef CIA pojechał na Kreml. Od negocjacji jest przecież sekretarz stanu - po co wysyłać tam dyrektora wywiadu?
Pojawiło się mnóstwo spekulacji, ale żadna mnie nie przekonuje. Nie ma dobrego wyjaśnienia, dlaczego w takich sprawach wysyła się dyrektora CIA - od tego jest sekretarz stanu.
Można było wysłać Steve'a Witkoffa czy Jareda Kushnera. Nie mają wielkiego pojęcia o tych sprawach, ale to oni prowadzą negocjacje Trumpa. Ta wizyta mnie martwi. To może być po prostu "teatr" w wykonaniu Donalda Trumpa, czyli próba odwrócenia uwagi wyborców od wysokich cen paliw przed listopadowymi wyborami. Trump chce móc mówić, że ceny spadają, a wizyta mogła być pod to skrojona.
Czy z perspektywy Waszyngtonu sytuacja na wschodniej flance zmieniła się w ostatnich miesiącach?
Perspektywa Waszyngtonu jest zdominowana przez opinię Trumpa na temat wojny w Ukrainie, a ta się nie zmieniła. Najlepsza prognoza do końca roku to kontynuacja tego, co widzimy teraz: rosyjskie uderzenia w cele cywilne, głębokie ataki Ukrainy wewnątrz Rosji i pat na froncie.
Nie sądzę, żeby Rosjanie byli poważnie zainteresowani negocjacjami pokojowymi. Od dwóch lat uważam, że Putin powinien zobaczyć własny interes w zawieszeniu broni - mógłby odbudować armię i gospodarkę. Wybrał jednak dalszą wojnę, bo daje mu ona paliwo do propagandy, że broni ojczyzny przed NATO i USA. To niebezpieczne, zwłaszcza gdy Rosja mocno wspiera Iran, Korea Północna wspiera Rosję, a Chiny obserwują, co mogą zrobić na Tajwanie. Mamy oś Pekin-Moskwa, w której - inaczej niż w czasach zimnej wojny - karty rozdaje dziś Pekin. To nie jest wyłącznie konflikt europejski. On ma skutki globalne.
NATO zaostrzyło narrację i ćwiczyło wokół obwodu kaliningradzkiego. To wystarczająca odpowiedź na to, co robi Rosja?
Spekuluje się, że kolejna rosyjska prowokacja może nastąpić w korytarzu suwalskim - chodziłoby o otwarcie połączenia lądowego z Kaliningradem. To możliwe. Niestety, izolacjoniści mianowani na stanowiska w Pentagonie próbują majstrować przy rozmieszczeniu i liczebności wojsk w Europie, żeby ograniczyć obecność USA. To błąd.
Czy kampania w USA odwróci uwagę Waszyngtonu od wschodniej flanki? Czy raczej zamknie Moskwie okno możliwości?
Większość prognoz wskazuje, że Demokraci przejmą kontrolę nad Izbą Reprezentantów, a walka o Senat wciąż trwa. Do tego dochodzi rzecz, o której się w Europie zapomina: większość Republikanów w Kongresie to silni zwolennicy NATO. Ruchy izolacjonistów w administracji spotkają się więc z surową krytyką - i oni o tym wiedzą. Dlatego teraz pędzą, żeby dokończyć swoje projekty przed wyborami albo przed styczniem, gdy nowy Kongres obejmie urząd.
Czyli nowy Kongres może zablokować redukcję wojsk USA w Europie?
Wierzę, że NATO nadal ma ogromne wsparcie wśród Amerykanów. Trump jest pod wieloma względami aberracją. Jego sposób myślenia reprezentuje tylko niewielki fragment amerykańskiej sceny politycznej - ale to on jest prezydentem. I z tym problemem będziemy musieli mierzyć się przez najbliższe dwa lata.
W ciągu najbliższych 60 dni Trump będzie skupiony na sprawach wewnętrznych. Może nawet nie na samych wyborach, lecz na własnych projektach - choćby na wystroju sali balowej w Białym Domu. Wiarygodne relacje mówią, że potrafi poświęcać połowę czasu swoim pomysłom, a nie kampanii Republikanów. Jego uwaga jest odwrócona. A u nas zawsze martwimy się o to, co nazywamy "październikową niespodzianką" - tyle że nasi zagraniczni przeciwnicy mogą szykować swoją.
John Bolton - amerykański dyplomata i prawnik, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego w administracji Donalda Trumpa w latach 2018–2019. Wcześniej ambasador USA przy ONZ (2005–2006) oraz wysoki urzędnik w administracjach Ronalda Reagana, George'a H.W. Busha i George'a W. Busha. Znany z twardego kursu wobec Iranu i Korei Północnej. Po odejściu z Białego Domu stał się jednym z najgłośniejszych republikańskich krytyków Trumpa.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.