Lubelskie królestwo marszałka z PiS i jego lobbing ws. wiatraków

Przez wiele osób jest postrzegany jako najważniejszy człowiek Prawa i Sprawiedliwości na wschodzie, ważniejszy nawet niż szef okręgu Przemysław Czarnek. Z jednej strony jest pierwszym kadrowym na Lubelszczyźnie, z drugiej nie znosi słowa sprzeciwu, nawet ze strony partyjnych kolegów - mówi o Jarosławie Stawiarskim dziennikarz WP Paweł Buczkowski.
W ostatnim czasie pojawiły się rysy na partyjnym wizerunku Stawiarskiego. Dzięki bardzo bliskiej relacji z Radosławem Piesiewiczem do Polskiego Komitetu Olimpijskiego płynęła szerokim strumieniem kroplówka finansowa z budżetu województwa. Radni zarzucali kilka miesięcy temu, że urząd nie miał kilkuset tysięcy na działalność szkoły, a przez dwa lata województwo wydało na "promocję regionu" przez Polski Komitet Olimpijski aż 10 mln złotych.
Radosław Piesiewicz w tej chwili przebywa w areszcie w związku z aferą Zondacrypto. Marszałek zaś żali się, że jest w tej sprawie jedynie poszkodowany, bo sam utopił w Zondacrypto pokaźną sumę pieniędzy.
Pewnym problemem dla marszałka może być też historia opisana na łamach Wirtualnej Polski. To sytuacja, która zadziwiła nawet polityków Prawa i Sprawiedliwości, a mianowicie wsparcie marszałka dla inwestora w sprawie budowy farm wiatrowych oraz prywatna umowa deweloperska na zakup mieszkania - łącząca go z firmą, której właściciel chce te wiatraki stawiać.
Lubelscy politycy partii Jarosława Kaczyńskiego uważają, że temat buduje niekorzystny wizerunek Prawa i Sprawiedliwości w kluczowym dla niej regionie. Słychać opinie, że zachowanie marszałka to zachowanie typowego lobbysty. W jaki sposób swoją pozycję na Lubelszczyźnie buduje Jarosław Stawiarski – o tym więcej w komentarzu Pawła Buczkowskiego.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.