The Jerusalem PostThe Jewish sin we never confess: Choosing indifference over love - opinionPunchOyo APM denies plot to destroy Alli’s billboardsESPNSources: Falcons eye Week 3 return for Penix, expected to keep TuaInquirerHagonoy, Bulacan folk march anew vs flooding woesוואלהראשוני: חשד לפיגוע ירי סמוך לנווה צוף - פצוע בזירה한겨레연임 종지부, 김승원 정리…여진은 남았다VanguardCoalition defends NSCDC chief over Minna deathsUOLSão Paulo tem alerta de tempestade para este domingo; veja áreas afetadasColliderThe 8 Most Fun Steven Spielberg Movies, Ranked경향신문“용감하고 공격적인 한국 축구 완성”…모레노호의 야무진 각오NU.nlVideo | Paul Haenen stopt met de stem van Bert: 'Waar ben je nou, Ernie?'Observador DesportoSporting já caiu no abismo? Porto e Benfica querem voar
The Daily Newsstand · Free, Always
Sunday, September 20, 2026

Wojna z NATO to wyrok dla Putina? Słowa Sikorskiego pod lupą

Translate

Radosław Sikorski powiedział w Kijowie, że gdyby Rosja zaatakowała NATO, europejska część Sojuszu mogłaby dzięki przewadze w powietrzu znacznie szybciej niż Ukraina uderzyć w rosyjski przemysł naftowy i wyłączyć połowę rosyjskich mocy rafineryjnych.

– Jeśli Rosja zdecydowałaby się zaatakować NATO, to pokonalibyśmy ją bardzo szybko – stwierdził. Jak podkreślał, nawet bez uwzględniania amerykańskich sił, europejskie państwa mają ogromną przewagę w lotnictwie. Jako przykład podał ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie. Skoro Ukraina była w stanie w ciągu sześciu miesięcy wyłączyć około połowy rosyjskich mocy rafineryjnych, europejskie NATO miałoby być zdolne osiągnąć podobny efekt w ciągu sześciu tygodni.

DLA CIEBIE

30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii

Słowa polskiego ministra wywołały ostrą reakcję rosyjskich władz, a część komentatorów w Polsce, szczególnie po prawej stronie sceny politycznej, uznała je za przykład oderwania od rzeczywistości. Tymczasem warto spojrzeć, jak jakość rosyjskiej armii obnażyły cztery lata wojny przeciwko Ukrainie. Mimo wyraźnej przewagi liczebnej Rosjanie nie zdołali zdobyć trwałej kontroli nad ukraińskim niebem, a rosyjskie lotnictwo wielokrotnie miało problemy z działaniem w głębi ukraińskiego terytorium. Z kolei tempo działań na lądzie jest wolniejsze niż podczas Wielkiej Wojny, przy ogromnych stratach osobowych.

Tyle że żeby ocenić tę wypowiedź, trzeba najpierw sprawdzić, z czym właściwie Rosja musiałaby się zmierzyć. I tutaj Moskwa wypada dość blado, mimo że Europa nie ma amerykańskich zdolności rozpoznania satelitarnego, części amerykańskiego lotnictwa strategicznego ani wszystkich elementów systemu dowodzenia i logistyki. Oczywistym jest, że wojna bez Stanów Zjednoczonych byłaby znacznie trudniejsza. Nie zmienia to jednak faktu, że po stronie europejskiego NATO znalazłaby się ogromna liczba nowoczesnych samolotów, w tym F-35, Rafale, Eurofighterów, Gripenów i F-16. Rosja musiałaby więc zmierzyć się nie z Ukrainą powiększoną o kilka państw, ale z całą europejską strukturą wojskową.

Siły powietrzne

Sikorski mówił o możliwości zniszczenia rosyjskiego przemysłu petrochemicznego w ciągu sześciu miesięcy, w kontekście potencjału sił powietrznych sojuszu. Europejskie państwa NATO mają dziś ponad 200 F-35, ok. 500 F-16, blisko 100 Gripenów, ok. 200 Rafale i ponad 400 Eurofighterów. Do tego dochodzą starsze, ale nadal użyteczne konstrukcje, między innymi francuskie Mirage 2000, hiszpańskie C.15 czy tureckie F-4. W sumie daje to ponad 1400 maszyn tylko w najważniejszych europejskich rodzinach samolotów bojowych.

W sumie Rosja ma ok. 1500 samolotów bojowych, ale jedynie około 370 wyprodukowano w XXI wieku. Obecnie dysponuje ok. 260 Su-24, ok. 175 Su-25 i ok. 142 Su-34. Do tego dochodzi około 384 samolotów rodziny Su-27/Su-30/Su-35 oraz ok. 256 MiG-29/MiG-35. Problemem jednak jest niska gotowość bojowa i słabe wyszkolenie rosyjskich pilotów.

Bardzo istotna jest także liczba samolotów wsparcia. NATO dysponuje 14 własnymi E-3A AWACS, a europejskie państwa mają dodatkowo własne samoloty wczesnego ostrzegania i dowodzenia, między innymi francuskie E-3F, tureckie E-7T, szwedzkie S 100D, greckie EMB-145 i polskie Saab 340 AEW. W przypadku latających cystern przewaga również jest po stronie Europy. Francja, Wielka Brytania, Hiszpania, Włochy, Turcja oraz wielonarodowa flota MMF dysponują kilkudziesięcioma samolotami do tankowania w powietrzu.

Rosja ma ok. 18–20 Il-78. Niska kultura technologiczna powoduje, że jeszcze przed wojną Rosjanie mieli 30–40 proc. samolotów w gotowości bojowej. Obecnie jest to między 25 a 30 proc. Dla porównania, europejskie floty F-16 przed wojną miały według dostępnych danych wskaźniki mniej więcej 50–70 proc., a polskie F-16 około 60 proc. Po rozpoczęciu wojny średnia gotowość w armiach NATO oscyluje w okolicach górnych granic widełek.

Równie poważnym problemem jest niski poziom wyszkolenia rosyjskich lotników. Miała to zmienić reforma szkolenia z 2016 r., jednak nic z tego nie wyszło, głównie ze względu na brak pieniędzy. Po reformie zakładano, że piloci będą latać 160–180 godzin rocznie, ale w rzeczywistości rzadko przekraczano 120. To wciąż znacznie więcej niż na przełomie wieków, gdy rosyjscy lotnicy wylatywali ok. 50 godzin, ale mniej niż standardy NATO, gdzie przyjmuje się, że pilot musi wylatać minimum ok. 200 godzin rocznie.

Stąd też wynikały początkowe wysokie straty Rosjan nad Ukrainą, które ostatecznie zakończyły się zakazem wykonywania lotów w pobliżu terytorium przeciwnika. To też pokazuje, że w starciu z lepiej wyszkolonym i wyposażonym przeciwnikiem, rosyjskie lotnictwo miałoby bardzo poważne problemy.

Pancerna pięść

Podobnie wygląda sytuacja na lądzie, choć tutaj przewaga liczebna nie jest już tak oczywista. Europejskie NATO ma obecnie ponad 4000 czołgów podstawowych, podczas gdy rosyjskie wojska lądowe, wojska powietrznodesantowe i piechota morska mają ok. 3300 czołgów w aktywnej służbie i ok. 8000 w różnym stopniu zakonserwowania. Większość z nich jest jednak w stanie, w którym nie nadaje się do przywrócenia do linii.

Sama Polska ma już ok. 900 czołgów, w tym około 180 K2, 260 Abramsów M1A1 i M1A2 SEPv3 oraz około 240 Leopardów 2, a kolejne wozy są dostarczane. Docelowo polska armia ma dojść do poziomu ok. 1900 czołgów. Niemcy dysponują około 300 Leopardami 2, Francja około 220 Leclercami, Wielka Brytania około 210 Challengerami 2, a Włochy około 110 Ariete pozostającymi obecnie w aktywnej służbie, przy czym część kolejnych wozów przechodzi modernizację do standardu Ariete C2.

Grecja utrzymuje ponad 800 czołgów, przede wszystkim Leopardów 2 i starszych M1 Abrams oraz Leopardów 1, Turcja ma ponad 2200 czołgów różnych typów, a Hiszpania ok. 300 Leopardów 2E i Leopardów 2A4. Finlandia ma ok. 200 Leopardów 2, Szwecja ok. 120 Strv 122, czyli szwedzkiej wersji Leoparda 2, a Norwegia otrzymuje kolejne Leopardy 2A8. Holandia, Czechy i Słowacja również rozpoczęły rozbudowę swoich jednostek pancernych.

W przypadku Rosji, ze względu na prowadzone działania wojenne i ciągłe remonty ciężko jest dokładnie oszacować, ile pojazdów aktualnie posiadają. Wedle raportu Janes najwięcej w linii znajduje się czołgów z rodziny T-72. Janes szacuje, że we wrześniu 2025 r. w rosyjskich jednostkach znajdowało się około 1100 T-72B3 różnych odmian. Potem ok. 500 T-90 różnych wersji o ok. 300 sztuk T-80. Janes nie liczy jednak starszych wersji i sprzętu, który został wyciągnięty ostatnio z magazynów.

Dlatego pomija choćby T-72A/B. Tych według analizy Instytutu Studiów nad Wojną z października 2025 r. rosyjskie oddziały miały jeszcze 492 w przypadku T-72A i 287 w przypadku T-72B. Przy czym Rosjanie intensywnie wyciągali T-72A z magazynów do remontu. Wcześniej w samych zapasach znajdowało się ok. 900 T-72A.

Oddziały zmechanizowane

Jeszcze ciekawsze jest porównanie bojowych wozów piechoty i transporterów opancerzonych. Europejskie państwa NATO mają łącznie ponad 10 tys. takich pojazdów, a Rosja około 10,5 tys. w aktywnej służbie. Sama liczba ponownie niewiele jednak mówi. Polska rozwija flotę Borsuków i Rosomaków, ale nadal trzonem są oddziały na pięćdziesięcioletnich BWP-1, których posiadamy ok. 1500.

Szwecja ma ok. 500 CV90 różnych wersji w służbie, Finlandia 102, Norwegia ok. 164, Holandia ok. 140, Dania 44, Estonia 81. Kolejne są zamówione przez Czechów – 246 i Słowaków – 152. Łącznie sam europejski park CV90 to już ponad 1100 egzemplarzy znajdujących się w służbie, a po zakończeniu trwających dostaw przekroczy 1500.

Niemcy mają ok. 350 Pum oraz ponad 200 Marderów. Do tego zamówiły również kolejne 50 Pum, a 123 Boxery w różnych konfiguracjach są dostarczane w ramach nowych zamówień. Niemcy, Dania, Rumunia, Hiszpania, Szwecja, Belgia z ok. 800 Piranhami i kolejnymi 600 zamówionymi przez Niemcy i Hiszpanię.

Rosja również zwiększa produkcję i remonty, przede wszystkim BMP-3, ale jej wojska nadal wykorzystują ogromną liczbę starszych BMP-1, BMP-2 oraz transporterów rodziny BTR. Londyński Międzynarodowy Instytut Studiów Strategicznych szacuje, że w połowie 2025 r. rosyjskie wojska miały ok. 10500 bojowych wozów piechoty, transporterów i pojazdów desantowych. Co ważne, osiągnięcie tego poziomu wymagało ogromnego uzupełniania strat.

W lutym 2022 r. w aktywnej służbie znajdowało się ok. 5–6 tys. bojowych wozów piechoty i transporterów opancerzonych. Liczba ta obejmowała zarówno pojazdy w brygadach i dywizjach pierwszej linii, jak również sprzęt znajdujący się w jednostkach szkolnych, magazynach operacyjnych. Od tego czasu utraciła ok. 11000 takich pojazdów, zarówno uszkodzonych, jak i całkowicie zniszczonych, a ponad 10000 kolejnych wyciągnięto z magazynów i przywrócono do służby. To trzeba wziąć pod uwagę, szacując stan posiadania.

Rosjanie tracą bezpowrotnie niespełna 2 tys. pojazdów opancerzonych rocznie. Fabryki, produkując nowe pojazdy i remontując wyciągnięte z magazynów, ledwie są w stanie uzupełnić te straty. I to pomimo przejścia na wojenne tryby produkcji. W zeszłym roku Rosja wyprodukowała prawdopodobnie ok. 350–450 BMP-3 w zakładach Kurganmaszzawod oraz ok. 500–700 transporterów BTR-82A w Arzamaskich Zakładach Mechanicznych. Kolejne 200–300 wozów to wyciągnięte ze składów stare pojazdy.

Bez lekceważenia

To pokazuje podstawową różnicę między potencjałem obu stron. Rosja nadal dysponuje ogromną masą sprzętu i nie należy jej lekceważyć, zwłaszcza że potrafi szybko przywracać do służby starsze pojazdy, których w magazynach ma bardzo dużo. Państwa NATO nie posiadają tak dużych rezerw, co będzie problematyczne w przypadku potencjalnie przedłużającego się konfliktu. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że znacznie łatwiej jest się bronić niż atakować, więc w tym przypadku NATO ma przewagę.

Każdy podręcznik do taktyki i praktyka działań wojennych na przestrzeni dziejów pokazują, że przewaga atakujących powinna wynosić minimum cztery do jednego. Wszystko to pokazuje, że Rosji nie opłaca się atakować państwa należącego do Sojuszu Północnoatlantyckiego, gdyż już Ukraina pokazała, że atakowanie przeciwnika o znacznie mniejszym potencjale obronnym Kremlowi po prostu nie wychodzi. Dlatego właśnie prowadzi operacje hybrydowe, działania terrorystyczne i próbuje podzielić obywateli przy wykorzystaniu wojny informacyjnej. Na tym froncie niestety NATO, w tym Polska, przegrywa.

View the original on Wirtualna Polska

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.