Jak rozmawiać z dziećmi o atakach w szkołach?
Marek Saganowski: przychodzi dziecko do domu, ktoś się go zapyta, jak było w szkole? "Dobrze"
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Jeśli doświadczasz problemów emocjonalnych i chciał(a)byś uzyskać poradę lub wsparcie, tutaj znajdziesz listę organizacji oferujących profesjonalną pomoc. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia zadzwoń na numer 997 lub 112.
W ciągu dwóch dni doszło w szkołach do dwóch ataków z użyciem ostrych narzędzi - w środę w Ostrołęce, w czwartek w Leszczydole-Nowinach. W Ostrołęce rannych zostało dziewięć osób, w Leszczydole-Nowinach trzy osoby, jedna zmarła w wyniku obrażeń. Policja ponadto udaremniła atak 17-latka w szkole w Sierpcu.
Nie tylko dorośli, także dzieci stykają się z tymi informacjami. Budzą one niepokój, lęk, prowokują do zadawania trudnych pytań: czy mi też może przydarzyć się coś podobnego, dlaczego do tego doszło. Jak rodzic powinien odpowiadać? Jak zachować się w obliczu tego rodzaju wyzwań? Kiedy podjąć rozmowę?
Nie obciążajmy dzieci własnym lękiem
- Przede wszystkim zacznijmy rozmowę, gdy sami jesteśmy spokojni - mówi tvn24.pl psycholożka dziecięca dr Aleksandra Piotrowska. W jej ocenie najważniejsze jest rzeczowe udzielenie informacji oraz wskazanie metod umożliwiających opanowanie lęku.
Ewa Sękowska-Molga, psycholożka dzieci i młodzieży, która prowadzi na Instagramie profil "Mama Psycholog Dziecięcy", podkreśla, że ostatnie wydarzenia mogą wpływać na rodziców i ich emocje: - Nie musimy być całkowicie spokojni. Ale warto zadbać o to, by nie obciążać dziecka swoim lękiem.
Zorientujmy się, co wie na ten temat
- We wszystkich przypadkach tzw. trudnych rozmów, czy dotyczą one wypadku, w którym dziecko uczestniczyło, czy ostatnich ataków w szkołach, podstawowa zasada to "najpierw zadać dziecku pytanie, czy o tym wie" - mówi dr Piotrowska. Podobnego zdania jest Ewa Sękowska-Molga. - Rozmowa pozwoli nam zrozumieć, co je niepokoi. Dajemy mu możliwość, by ono samo to nazwało - tłumaczy.
O co i jak konkretnie pytać? Czy dziecko wie, czy słyszało, jakie ma informacje, czy rozmawiało o tym ze swoimi znajomymi i kolegami, co oni mówią... Najpierw powinniśmy się zatem zorientować, jakie jest stanowisko dziecka. To, jak wskazuje dr Piotrowska, daje nam informację o jego przeżyciach. - Myślę, że niesłusznie zakładamy, że wszystkie dzieci reagują w ten sam sposób, to znaczy wielkim strachem, lękiem, niepokojem - dodaje. - Są takie, u których pojawia się przede wszystkim ciekawość i chęć poznania szczegółów. I w to nie wolno nam wchodzić - podkreśla.
- Im mniejsze dzieci, tym krótsze i prostsze powinny być wyjaśnienia - precyzuje Sękowska-Molga. Jak możemy o atakach mówić? Ekspertka podaje przykład: "W jednej ze szkół ktoś skrzywdził inne osoby, dorośli zajmują się tą sytuacją". - To pokazuje, że dorośli są wsparciem. Broń Boże nie pokazujmy żadnych nagrań ani zdjęć, które krążą na forach rodziców. Dzieci ani nastolatkowie nie są odpowiednimi odbiorcami takich treści - dodaje.
Mówmy o faktach, nie epatujmy sensacją
Czym się kierować, poruszając temat ataku? - Powinniśmy przekazywać informacje w stonowany sposób, bez epatowania sensacją, grozą czy intencją nasilenia lęku - podkreśla dr Piotrowska. - Dzieci, jeśli mają mieć kontrolę nad swoimi emocjami, muszą dysponować materiałem, danymi do przemyśleń. A to są informacje o faktach.
Powinniśmy też zwracać uwagę na słowa. - Spotkałam się z przypadkiem, gdy dziecko opisując te zdarzenia powiedziało: "Ale chryja" - mówi ekspertka. I podkreśla, że nie wolno dopuszczać do trywializowania czy banalizowania takimi określeniami dramatycznych wydarzeń. - Warto uświadomić dziecku, że zachodzące wokół nas zdarzenia mają różną rangę i znaczenie. Sprzeczka dwóch osób może być opisywana jako awantura czy chryja, ale... Niech dziecko wyobrazi sobie, że ono samo styka się z poważnym niebezpieczeństwem czy staje się ofiarą przemocy, a ktoś mówi o tym, używając określeń "ale numer", "ale cyrk", "ale awantura". Czy zaakceptowałoby takie sformułowania? Czy one prawdziwie oddają to, co się stało? - podkreśla ekspertka.
Zwróćmy uwagę na kwestię bezpieczeństwa
W jakim kierunku powinna zmierzać rozmowa? Według dr Piotrowskiej warto byłoby poruszyć kwestię bezpieczeństwa dziecka, które mogłoby się znaleźć w potencjalnie groźnej sytuacji. Czy wie, jakie sygnały powinny przykuwać jego uwagę i że powinno po ich zauważeniu zaalarmować kogoś dorosłego? To na przykład widok ostrego narzędzia w plecaku czy pod bluzą kolegi, które nie ma związku ze szkołą, ale kojarzy się z możliwością zrobienia komuś krzywdy.
Ekspertka podkreśla, że czasem wśród uczniów istnieje obawa, że zostaną nazwani "kablem". Naszą rolą jako rodzica jest wyjaśnienie dziecku, że przekazywanie informacji o grożącym niebezpieczeństwie, nawet tylko potencjalnym, nie jest kablowaniem, ale wyrazem dbania o siebie i innych, o wspólne bezpieczeństwo.
Jest też kwestia zmian w szkole czy otoczeniu w związku z ostatnimi obawami o bezpieczeństwo. Co, jeśli dziecko widzi teraz częściej policję pod szkołą? - Nie pozostawiajmy dziecka z domysłami - mówi Sękowska-Molga. - Pomóżmy poukładać w całość szczątki informacji zasłyszanych lub zauważonych w mediach.
A co, jeśli dziecko powie: "Nie idę do szkoły, bo się boję"? - Myślę, że dużo dzieci tak powiedziało, nawiązując do tego, co się wydarzyło - przyznaje. - Decyzję dotyczącą tego powinni podjąć rodzice, opierając się na komunikatach służb i szkoły, ale to kwestia indywidualna - komentuje. - Nie wyobrażam sobie sytuacji, by dziecko, które jest bardzo zestresowane tą sytuacją, mocno zaniepokojone, było w stanie pójść do szkoły i skoncentrować się na lekcjach, cokolwiek pozytywnego wynieść z tego dnia.
Chrońmy dziecko przed nadmiarem informacji
Sękowska-Molga zauważa też, że pod wpływem silnych emocji chcielibyśmy uporządkować sobie informacje na temat tego, co ostatnio się wydarzyło, by obniżyć poziom lęku. Kończy się to jednak często czytaniem o drastycznych szczegółach na forach czy w social mediach i przynosi odwrotny skutek.
- Sytuacja jest trudna, lecz istotne jest, czy będziemy karmić nasz lęk, czy oddzielimy potwierdzone informacje od tego, co może nasilać nasz niepokój - ocenia. W jej opinii rodzice powinni mieć dostęp do informacji, ale telewizja w tle, gdy w pobliżu są dzieci, nie jest wskazana. - Można obejrzeć, posłuchać, ale nie powinno to być tłem życia rodzinnego - precyzuje.
Warto też, jak podkreśla, by dziecko nie było świadkiem rozmów dorosłych na temat ataków w szkołach. - Dorośli mogą mieć potrzebę, by porozmawiać z bliską osobą, ale dziecko nie powinno być narażane na liczne komunikaty dotyczące tych zdarzeń. Starajmy się zachować rytm dnia. To pozwoli zachować bezpieczną przestrzeń - dodaje.
Nie stwarzajmy fałszywych pozorów
W ocenie dr Piotrowskiej istotne jest, by na pytanie dziecka: "Czy mnie też może to spotkać", nigdy nie odpowiadać zapewnieniem, że to niemożliwe. - Nie wolno dawać fałszywego poczucia stuprocentowego bezpieczeństwa - mówi. Jaki komunikat powinniśmy zatem przekazać? Jak wskazuje, należy wyjaśnić dziecku, że nigdy nie mamy pewności, że jesteśmy całkowicie bezpieczni i nigdy jej nie będziemy mieć. "Nie nad wszystkim mamy kontrolę" oraz "Do takich zdarzeń dochodzi niezwykle rzadko" - takimi sformułowaniami możemy się posłużyć.
Sękowska-Molga również zwraca uwagę, by nie obiecywać dziecku, że "w jego szkole na pewno nic złego się nie wydarzy". Jednak nie oznacza to, że rodzice powinni podejmować jakieś nietypowe środki kontroli, bo może to wywołać w dziecku niepokój. Wśród zachowań, które wymienia, są nerwowe telefony, używanie komunikatów takich jak: "uważaj", "daj znać, czy jesteś bezpieczny". - Zamiast skupiać się na lekcjach, dziecko będzie wypatrywało zagrożenia - tłumaczy ekspertka.
Wyjaśniajmy mechanizmy
- Zwłaszcza starszym dzieciom należy wyjaśnić mechanizm "kuli śnieżnej", narastania plotek i fałszywych opowieści. W miarę jak taki news jest przekazywany, obrasta w coraz większą liczbę szczegółów, tak naprawdę nieważnych albo nieprawdziwych, ale przykuwających uwagę i zwiększających lęk - wyjaśnia Sękowska-Molga, dając przykład drastycznych opisów zdarzeń w szkole i relacji, które pojawiały się w mediach.
Dr Piotrowska podkreśla, że powinniśmy edukować dzieci, jak bezpiecznie korzystać z sieci, w której często pojawiają się niepotwierdzone czy fałszywe informacje potęgujące chaos i lęk. - Problem polega na tym, że część dorosłych tego nie potrafi i każdą bzdurę przez kogoś udostępnioną traktuje poważnie - zauważa.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.