ESPN DeportesPenta gana lucha de escaleras en Money in the BankESPNIndiana uses 'indomitable will' in comeback win over NebraskaThe Jerusalem PostUnproven genocide claims are used as weapons to fuel antisemitism, isolate Israel - opinion한겨레[Editorial] Intelligence rift between Korea, US cannot be allowed to festerInquirerBukidnon’s second most wanted suspect nabbed in TalakagSouth China Morning PostMore support needed for ethnic minority children with special needs, charity saysUOLHomem atira e mata sete familiares e um amigo nos Estados Unidos경향신문가을철 변비 걱정된다면…프리바이오틱스 풍부한 ‘이 과일’ 주목RapplerRemembering Tatay Elmer Cordero, whose happy place was protestsGIGAZINE無料でmacOS 27のApple Intelligenceをオフにして空きディスク容量を増やす方法ZDF heuteAktuelle Pressemitteilungen des ZDFCBS NewsTrump says Ukraine needs new president, blames Zelenskyy for diesel prices
The Daily Newsstand · Free, Always
Sunday, October 11, 2026

"Nie chciałem słyszeć krzyku piekieł". Były naczelnik terroru CBŚP o sprawach, które śnią mu się po nocach

Translate

Przez pięć dni szukał ciała zamordowanego chłopca. Gołymi rękami rozbroił ładunek w samochodzie porywacza i stał przy lodówce z 17,5 litra nitroglikolu. Mariusz Pośnik, ps. Dragon, przez dekadę naczelnik wydziału terroru CBŚP, w rozmowie na kanale Teraz WP opowiada o sprawach, które nie dają mu spokoju.

- Ta praca jest 24 godziny z tobą, jest cały czas w twojej głowie - mówi Mariusz Pośnik. W policji przepracował 25 lat. Zaczynał jako pirotechnik na lotnisku, a w latach 2013–2023 kierował wydziałem CBŚP do walki z przestępczością kryminalną i aktami terroru. Od trzech lat jest na emeryturze. Pytany przez Mateusza Baczyńskiego, czy są historie, które śnią mu się po nocach, nie waha się ani chwili.

"Mój młody był w takim samym wieku"

Szukali go pięć dni. Do poszukiwań włączył się nawet ówczesny zastępca komendanta głównego Kamil Bracha. - Generał kończył wręczanie medali w Legionowie, dzwonił i mówił: "Podjedźcie po mnie". Zakładał bojówki, brał kij i szedł w krzaki szukać - wspomina Pośnik. - To był nieludzki wysiłek. Ja rozwaliłem swój samochód, bo miałem przerwę w działaniach, ale coś mi nie dawało spokoju - dodaje.

Policjantom z oddziałów prewencji mówił wprost, o co chodzi. - Tu nie chodzi o to, że szukamy zwłok dziecka. Prosimy, żebyście podeszli do tego po to, żeby mama się mogła pożegnać - opowiada.

Ciało znaleziono w sobotę rano. - W momencie, gdy przyjechała mama na miejsce, ja stamtąd uciekłem. Nie mogłem. Nie chciałem słyszeć tego krzyku piekieł - mówi.

Ta sprawa wciąż do niego wraca. - Do dzisiaj pamiętam wszystkie szczegóły. Do dzisiaj bardzo często jeżdżę tamtą trasą. Za każdym razem widzę, jak ten ojciec się zatrzymuje samochodem, jak kładzie ciało dziecka na ramię - mówi. Wspomnienie przeniosło się też do domu. - Nosiłem małego na rękach i zastanawiałem się: jakbym cię zabił, jak daleko bym cię odniósł, bo jesteś cięższy. Tak to sobie analizowałem - przyznaje.

"Nie bój się, nawet nie poczujesz"

Druga sprawa to porwanie około 10-letniego chłopca sprzed szkoły w Krakowie. - Dostajesz telefon: "Potrzebuję cię w Krakowie. Wiem, że zrobisz to dobrze. Zbieraj chłopaków, przyjedź". Jest zima, jest ślisko, jest minus 15 stopni - opowiada Pośnik.

Na miejscu stał samochód porywacza, a w nim ładunek wybuchowy, który nie zadziałał. - Nie wiesz, czy to błąd, czy pułapka. Wiesz tylko jedno: że jest ładunek. I że w samochodzie jest materiał DNA - mówi. Standardowa neutralizacja mogła zniszczyć ślady, więc zdecydował się na "wejście ręczne". Sam podszedł do auta i rozebrał urządzenie.

Co wtedy czuł? Przywołuje słowa instruktora z lotniska. - Mówił: "Nie bój się, nawet nie poczujesz." Robisz to mechanicznie, automatycznie - mówi Pośnik. Strach przychodzi później. - Jak wracasz do domu po tygodniu i masz chwilę pauzy, zaczynasz odczuwać, że coś w tobie zostało. Nie możesz usnąć. Budzisz się o czwartej w nocy. Sam nie wiesz, o co chodzi - opisuje.

Porywacz grał z policją. Podsłuchiwał mieszkanie rodziców, w którym pracowali śledczy. - Wysyłał im wiadomości, że przyjechali goście z terroru, którzy chcą tylko medale i kwiaty. Mieliśmy wrażenie, że ktoś między nami jest kretem. Zaczęła się weryfikacja, kto współpracuje z porywaczem - wspomina Pośnik.

Chłopiec wrócił do rodziców po zapłaceniu okupu. Sprawcę zatrzymano kilka miesięcy później. Wtedy wyszło na jaw jego wcześniejsze porwanie. Uprowadził 76-letniego biznesmena i trzymał go w drewnianej skrzyni zakopanej w ziemi. Mężczyzna zmarł, bo nie dostał insuliny. - Wyobraź sobie, co ten człowiek przed śmiercią czuł - mówi Pośnik. Z całej sprawy najbardziej zapamiętał jednak coś innego. - Utkwiło mi przede wszystkim to zimno - mówi.

"Wystarczyło kopnięcie w tę lodówkę"

Raz naprawdę mógł nie wrócić do domu. W Płocku policjanci zatrzymali mężczyznę, który chwalił się w internecie zakupami. W jego lodówce stał pojemnik z substancją, którą zatrzymany nazwał glikolem. - Dwie, trzy krople. Doszło do mikroeksplozji, urwało głowę od młotka. Otwieram lodówkę, a tam 17,5 litra nitroglikolu - opowiada Pośnik.

Według niego to równowartość około 50 kg trotylu. - Wystarczyło kopnięcie w tę lodówkę, szarpnięcie mocniej drzwiami. Złożyłby ten blok bez żadnego problemu - mówi.

Trzeba było ewakuować około 900 mieszkańców. Komendant Bracha dzwonił co cztery minuty. - Mówię: "Kamilu, mam prośbę. Możesz do mnie nie dzwonić? Jak to spartolę, wtedy dzwoń". I faktycznie, generał, jak powiedział, że nie dzwoni, to nie dzwonił - wspomina. Pracowali od 16 jednego dnia do 23 następnego. - Kawa, papieros i do przodu - mówi.

"Kiedy wrócę? Nie wiem"

Za taką służbę płaci rodzina. Gdy wybuchła bomba we Wrocławiu, jego syn miał dwa tygodnie. - Żona dzwoniła: "Zatrzymaliście go? W telewizji powiedzieli, że tak". Mówię: "Ewciu, jeszcze musisz poczekać, jeszcze ze dwa dni" - wspomina.

Takich wyjazdów było wiele. - Dzwonisz do domu: "Spakuj mi trzy kosmetyki i dwie pary spodni". Wchodzisz, bierzesz torbę i mówisz: "See you". Kiedy wrócę? Nie wiem - opowiada.

Jednej rzeczy żałuję do dziś. - Mój ojciec umierał, a ja musiałem jeszcze zrobić jedne dokumenty. Mogłem te dwie godziny wcześniej dłużej z nim porozmawiać. Nie byłem świadomy tego, że za chwilę go nie będzie - mówi.

O wszystkich tych sprawach mówi to samo: - Musisz się nauczyć z tym żyć.

Jeśli przeżywasz trudności i myślisz o odebraniu sobie życia lub chcesz pomóc osobie zagrożonej samobójstwem, możesz skorzystać z bezpłatnych numerów pomocowych: Centrum Wsparcia dla osób dorosłych w kryzysie psychicznym: 800 70 22 22, Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży: 116 111, Telefon Zaufania dla dorosłych: 116 123.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.