„Błąd techniczny” na Węgrzech. Były wicemarszałek figurował jako komunistyczny agent

Nazwisko byłego wicemarszałka parlamentu Węger, Sandora Lezsaka, pojawiło się w publicznie dostępnej bazie danych jako współpracownika komunistycznych służb specjalnych. Jak się okazało, Lezsak był osobą inwigilowaną, a nie komunistycznym agentem. Władze tłumaczą się błędem technicznym, ale opozycja domaga się natychmiastowej dymisji ministra kultury Zoltana Tarra i zamknięcia strony.
Sandor Lezsak w 2024 roku (fot. SANDOR UJVARI) /PAP
W środę na Węgrzech upubliczniono bazę danych, która miała rzucić światło na przeszłość współpracowników komunistycznych służb specjalnych. Zamiast oczekiwanej transparentności, doszło jednak do poważnej wpadki. Wśród nazwisk agentów znalazł się Sandor Lezsak – były wicemarszałek parlamentu, jeden z założycieli Węgierskiego Forum Demokratycznego (MDF) oraz wieloletni poseł Fideszu, partii byłego premiera Viktora Orbana.
Lezsak stanowczo zaprotestował przeciwko przypisaniu mu roli agenta, podkreślając, że był osobą inwigilowaną przez komunistyczne służby, a nie ich współpracownikiem.
Władze tłumaczą się „błędem technicznym”
Premier Peter Magyar opublikował w czwartek przeprosiny na Facebooku. „Ponieważ nie udało mi się skontaktować telefonicznie z Sandorem Lezsakiem, chciałbym przeprosić za to, że jego nazwisko znalazło się w rejestrze agentów na skutek błędu technicznego” – przekazał.
Podobne stanowisko zajęło Węgierskie Archiwum Historyczne Służb Bezpieczeństwa (ABTL), które odpowiada za przygotowanie i publikację bazy danych. W oficjalnym komunikacie poinformowano, że nazwisko Lezsaka znalazło się w serwisie internetowym omyłkowo, a w rzeczywistości figuruje on w aktach jako osoba inwigilowana, nie zaś współpracownik służb.
Służby biorą odpowiedzialność, opozycja żąda dymisji
Szef ABTL, Gergo Bendeguz Cseh, w rozmowie telewizyjnej przyznał się do odpowiedzialności za błąd. Wyjaśnił, że dokumenty dotyczące agentów często zawierają także nazwiska osób inwigilowanych, a część z nich została przypadkowo przeniesiona do publicznej bazy. Zapewnił, że dane Lezsaka zostały już usunięte, a proces weryfikacji i korekty pozostałych nazwisk trwa.
Opozycja nie zamierza jednak poprzestać na przeprosinach. Janos Boka, lider parlamentarnej frakcji Fideszu, wezwał do natychmiastowego zamknięcia strony internetowej z bazą danych do czasu wyjaśnienia, kto rzeczywiście był współpracownikiem, a kto jedynie ofiarą inwigilacji. Zażądał również dymisji ministra kultury Zoltana Tarra, odpowiedzialnego za nadzór nad ABTL.
Do sprawy odniosła się także Anna Molnarne Lezsak, córka byłego wicemarszałka i obecna posłanka Fideszu. Zażądała dymisji dyrektora ABTL i poinformowała, że rodzina zamierza skierować sprawę na drogę sądową. Jak podkreśliła, odpowiednie kroki prawne zostały już przygotowane.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.